Mój tegoroczny prezent od losu

    Mój tegoroczny prezent od losu

    RED

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Dolnoślązacy opowiadają nam, jak będą wspominać mijający 2008 rok.
    Waldemar Krzystek, reżyser
    Jaki był ten rok? Zapamiętam na pewno pierwszą publiczną projekcję "Małej Moskwy" w Legnicy. Przyszło wiele ludzi, którzy po pokazie nagrodzili film owacjami na stojąco. Niektórzy płakali. Ważny był też pierwszy pokaz konkursowy - po gorącym przyjęciu wybrednej, gdyńskiej widowni moi rosyjscy aktorzy uwierzyli, że ich ciężka praca nie poszła na marne. Po werdykcie rzucili się na mnie i dziękowali. Trzecia z ważnych chwil to moment, kiedy rosyjscy aktorzy stanęli nad grobem prawdziwej Wiery. Zamurowało ich. W tym dniu nauczyli się historii o własnym kraju i na własne oczy zobaczyli, jak kiedyś było. Widziałem, że ich to bardzo poruszyło, długo nie mogli dojść do siebie.

    Kasia Garbowska, wrocławianka, studentka turystyki i rekreacji
    - Chciałabym wyzdrowieć i pójść do pracy. A potem założyć rodzinę i urodzić zdrowe dziecko. Ale byłam w nieciekawej sytuacji od ponad roku, gdy zaraz po maturze dostałam zawału płuca - mówi.
    Trafiła na wiele tygodni do szpitala, musiała pożegnać się z wizją studiów na Akademii Wychowania Fizycznego, o czym zawsze marzyła. A potem okazało się, że jest niezdolna do pracy, ale nie przysługuje jej renta, bo w chwili wypadku nie była ani uczennicą, ani studentką. Tak przepis ustawy odczytali wrocławscy urzędnicy ZUS. Dopiero po interwencji gazety okazało się, że nie znali interpretacji prezesa, obowiązującej od kilku lat. We wrześniu ZUS wypłacił Kasi zaległą rentę. Dziewczynę czeka operacja za kilka lat. Jest jednak dobrej myśli.
    - Muszę wyzdrowieć - mówi. Do mniejszych, choć miłych prezentów zalicza zgodę rodziców na psa. - To będzie kundelek ze schroniska, już go widziałam. Wygląda jak pies dingo. Nazwę go Maksik - opowiada szczęśliwa.

    Justyna Przedwojska z podwrocławskich Bratowic
    Bohaterka kilku naszych artykułów. W marcu w dramatycznych okolicznościach jej 11-miesięczny syn Aleks uprowadzony został do Belgii przez ojca. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Syn się znalazł, a ojciec porywacz odpowie przed sądem za swój czyn.
    - Jestem szczęśliwa, że Aleks wrócił do mnie i z nami mieszka - mówi Justyna. - Ale to niejedyna dobra rzecz, która mnie w tym roku spotkała. Niedawno znalazłam dobrą pracę. Jestem specjalistą do spraw logistyki.
    1 3 4 5 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama