ks. Roman E. Rogowski (© Paweł Relikowski)
ks. Roman E. Rogowski
2008-12-20 00:04:22, aktualizacja: 2008-12-20 00:04:22
Jesteśmy "pielgrzymami na tej ziemi" - pisze autor Listu do Hebrajczyków /11,13/ i oczekujemy przyjścia Tego, który mówił: "Ja jestem światłością świata - FOS KOSMOU" /J, 8, 12/.
Tej Światłości tym bardziej nam potrzeba, bo liturgiczny okres przygotowania na to PRZYJŚCIE - zwane ADWENTEM - przypada na czas największych ciemności kosmicznych.
Adwent - Wielkie Przyjście.
Nie wiem, kiedy ono nastąpi, ale nastąpi na pewno, gdyż wiele razy mówił o tym Jezus, a Jego słowa są prawdą "Niebo i ziemie przeminą, ale moje słowa nie przeminą" /Mt 24, 35/.
Ponieważ istotnie "o dniu owym i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec" /Mt 24, 36/, dlatego Jezus formułuje wezwanie jako przykazanie: "Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie" /Mt 24,42/. Czuwać - ten piękny termin grecki: "gregoreo" - oznacza nie tylko spać, otrząsnąć się ze snu, ale także - i przede wszystkim - być gotowym, być przygotowanym na Przyjście Pana!
Adwent - Wielkie Czuwanie.
To czuwanie, które ma objąć całe nasze życie, bo rzeczywiście nie wiemy, w którym "dniu Pan przyjdzie", jest życiem i działaniem zgodnym z innymi przykazaniami Jezusa: "Bądźcie roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie" /Mt 10, 16/.
Biblijna "roztropność/fronesis)" to mądrość życia zgodnego z wolą Boga. A jej przeciwniczką jest głupota - nieumiejętność mądrego życia. Może dlatego Dietrich Bonhoeffer, protestancki teolog, powieszony w 1945 r. przez hitlerowców, pisał: "Głupota bardziej zagraża dobru niż niegodziwość". A zatem czuwając - żyć roztropnie! Jako "pielgrzymi na tej ziemi" możemy w imię tej roztropności patrzeć na życie, oceniać je i poprawiać.
Barbaryzacja życia.
"Życie, życie jest nowelą" - śpiewa Rynkowski, ale ta nowela coraz bardziej ulega "barbaryzacji" - jak to określają specjaliści zachowań ludzkich. Jeden z nich, Enzo Bianchi, w swojej pracy "Zapomniana ewangelia", pisze: "Barbaryzacja codziennych zachowań i upodobań oraz przeciętność i grubiaństwo zdominowały wszelkie dziedziny życia społecznego".
Dramat pogłębia fakt, że z rozwojem cywilizacji zewnętrznej nie idzie w parze pogłębione wnętrze człowieka. Dzisiaj można mówić: "Barbarzyńca z komórką"! Potrzeba zatem cywilizacji wewnętrznej, życia duchowego, bo - jak zapytuje retorycznie Enzo Bianchi - "Czyż jest możliwa wolność bez życia wewnętrznego, bez krytycyzmu, bez niezależnego myślenia?
To bezkrytyczne uwielbianie wolności po okresie zniewolenia przywołuje bardzo aktualne ostrzeżenie Chrystusa przed sprytnym działaniem złym duchów, gdy na miejsce jednego złego ducha do domu uporządkowanego zostaje wprowadzonych "siedem innych duchów złośliwszych" niż ten pierwszy, a wtedy sytuacja staje się gorsza niż poprzednio /Mt 12, 43-45/.
Cywilizacja wewnętrzna.
O jej konieczności mówi Jezus: "Cóż za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?" /Mt, 16, 26/. Jest to kwestia sensu życia, spełnienia i szczęścia. "Cóż więc mamy czynić?" - pytały tłumy Jana Chrzciciela /Łk 3, 10/.
Najpierw trzeba się zatrzymać i wyciszyć, nie bać się samotności i ciszy. Będzie tu potrzebny "telewizyjny post", a także większa przyjaźń z przyrodą i częstszy pobyt na łonie natury. Wiąże się z tym powrót do "uświęcenia czasu", a szczególnie do święcenia niedzieli. Stworzy to warunki do lektury i medytacji, a w rezultacie do modlitwy jako rozmowy z Bogiem. A potem może przyjdzie taki moment, że za św. Pawłem z nadzieją i radością wyzna się: "Dla mnie żyć to Chrystus" /Fil 1, 16/.