Ważne
    Dawni esbecy nie chcą sypać swoich szefów

    Dawni esbecy nie chcą sypać swoich szefów

    Marcin Rybak

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Prokuratorzy IPN z Wrocławia ścigają oprawców. Podejrzani nie przyznają się do użycia tortur.
    W śledztwach prowadzonych przez prokuratorów pionu śledczego wrocławskiego Instytutu Pamięci Narodowej podejrzanych jest przeszło 60 osób.
    O działalności pionu śledczego wrocławskiego IPN-u w związku z obchodzoną niedawno rocznicą stanu wojennego opowiedział nam prokurator Tomasz Rojek, szef wrocławskich prokuratorów Instytutu.

    Większość z podejrzanych to byli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, rozpracowujący opozycję w latach 80.
    - w czasie stanu wojennego. Zarzuty dotyczą przeważnie psychicznego i fizycznego znęcania się nad zatrzymanymi. Esbecy groźbami i torturami próbowali wymusić zeznania albo przyznanie się do winy.

    Dziś sami do niczego się nie przyznają. Najczęściej odmawiają składania wyjaśnień albo przekonują, że są absolutnie niewinni. Żaden nie skruszył się, choć ustawa o IPN gwarantuje im łagodniejsze traktowanie. Dlatego też zarzuty przeważnie obejmują szeregowych funkcjonariuszy - tych, którzy osobiście przesłuchiwali i dręczyli podejrzanych. Żaden nie zdecydował się sypnąć swoich szefów.

    Większość spraw jest wszczynanych, gdy do IPN-u zgłaszają się sami pokrzywdzeni. Ale bywa, że postępowania toczą się na podstawie prasowych artykułów. Prokuratorzy analizują też listę osób represjonowanych przez SB, opublikowaną przez władze dolnośląskiej "Solidarności". Znajduje się tam ponad trzy tysiące nazwisk. Prokuratorzy docierają do tych osób i proponują im złożenie doniesienia o przestępstwie.

    Jedno z największych śledztw prowadzonych we Wrocławiu dotyczy wydarzeń z 31 sierpnia 1982 roku. Prokuratorzy wykryli wielką akcję tworzenia fałszywych dowodów. Na ich podstawie ludzie, którzy nie popełnili jakiegokolwiek przestępstwa, trafiali do więzień nawet na trzy lata.

    Drugą rocznicę podpisania porozumień sierpniowych wrocławska opozycja uczciła wielką manifestacją, brutalnie rozpędzoną przez ZOMO. Wiele godzin trwały starcia demonstrantów z milicjantami w różnych częściach miasta. Zatrzymano przeszło 600 osób. Ale bardzo wiele z nich nie uczestniczyło w żadnych manifestacjach, które przez ówczesne władze były nazywane "zakłócaniem porządku".

    Zatrzymano przypadkowych przechodniów, którzy z demonstrantami nie mieli nic wspólnego. Ale nie byli zwalniani do domu. Zorganizowano mistyfikację na gigantyczną skalę. Wystarczyło, by ktoś miał brudne ręce - na przykład dlatego, że akurat wracał z działki - by zomowcy rozpoznali w nim osobę, która rzucała kamieniami.

    Już 7 byłych zomowców stanęło przed sądem, oskarżonych o fałszywe zeznania. Zarzuty konstruowania fałszywych dowodów usłyszało natomiast czterech byłych dowódców akcji przeciwko wrocławskim manifestantom. Jednak prokuratorzy zapowiadają postawienie zarzutów w tej sprawie kolejnym osobom.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecane

      Wideo