Wrocławska Nagroda Muzyczna dla Turkiewicza

    Wrocławska Nagroda Muzyczna dla Turkiewicza

    Małgorzata Matuszewska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Odbierając nagrodę, Piotr Turkiewicz zaprosił na następny festiwal

    Odbierając nagrodę, Piotr Turkiewicz zaprosił na następny festiwal ©Paweł Relikowski

    Z Piotrem Turkiewiczem, dyrektorem artystycznym Jazztopadu, tegorocznym laureatem Wrocławskiej Nagrody Muzycznej w kategorii muzyka rozrywkowa - rozmawia Małgorzata Matuszewska
    Odbierając nagrodę, Piotr Turkiewicz zaprosił na następny festiwal

    Odbierając nagrodę, Piotr Turkiewicz zaprosił na następny festiwal ©Paweł Relikowski

    Dostał Pan nagrodę za koncepcję Jazztopadu, wysoki poziom imprezy i za umożliwienie młodym jazzmanom spotkania na jednej muzycznej scenie. Od tego roku jest Pan także w zarządach dwóch ważnych artystycznych instytucji. Co z tego wyniknie dla Wrocławia?
    We wrześniu wybrano mnie do zarządu organizacji Europe Jazz Network, stowarzyszenia festiwali, producentów, prezenterów specjalizujących się w tworzeniu jazzu i współczesnej muzyki improwizowanej.
    Europe Jazz Network to szacowna instytucja, ma już 25 lat. Jazztopad został zaproszony do tego grona, jako pierwszy polski festiwal. Od początku roku jestem także w zarządzie International Society for the Performing Arts (ISPA). ISPA organizuje międzynarodowe kongresy, na których przedstawiciele instytucji i organizacji kulturalnych dyskutują o sztuce i ewentualnej współpracy. ISPA jest najważniejszą organizacją liderów sztuk performatywnych, od trzech lat uczestniczyłem w staraniach o organizację kongresu, który będzie w czerwcu we Wrocławiu. Cieszę się, że mam możliwość współdecydowania o kształcie tej organizacji. Choć jesteśmy Europejską Stolicą Kultury, często na innych kontynentach ludzie nie wiedzą, co się u nas dzieje. Dzięki kongresowi ISPA dowiedzą się więcej o życiu kulturalnym Wrocławia.

    Jest Pan zadowolony z Jazztopadu?
    Bardzo. Udało się zrealizować wiele projektów. Chyba najbardziej ucieszył mnie "Weekend koreański". Pierwszy raz w Korei Płd. byłem w zeszłym roku, na zaproszenie koreańskiego rządu, który w ramach projektu "Journey to Korean Music" zaprasza dziesięć osób z całego świata. Przez dwa tygodnie słuchaliśmy koncertów łączących różne style. Byłem zaskoczony jakością muzyki koreańskiej i stąd pomysł "Weekendu...".

    Uważa Pan, że festiwal obrał dobry kierunek?
    Tak. Świetny francuski pianista Benoît Delbecq zagrał we wspólnym premierowym projekcie z Lutosławski Quartet. W tym roku wystąpił u nas Jack DeJohnette. Nie tylko zagrał, ale także poprowadził warsztaty dla młodych artystów na Akademii Muzycznej. Bardzo zależy mi na ich promocji, więc szczególnie cieszę się z warsztatów i współpracy z Akademią. Festiwal stał się platformą dla młodych, jeszcze nieznanych muzyków, dzięki niemu stają się znani. Razem z Kinem Nowe Horyzonty prowadziliśmy projekt edukacyjny: poranki z filmami animowanymi z towarzyszącą im muzyką na żywo. Jazztopad to nie tylko koncerty, ale festiwal z szeroką propozycją dla wielu odbiorców. Właśnie w tym kierunku chcę iść: żeby jednocześnie działo się wiele różnych wydarzeń.

    Tuż po Jazztopadzie pojechał Pan do Malezji. Po co?
    Na Penang Island Jazz Festival. Jako reprezentant nie tylko Polski, ale Europy, zostałem zaproszony do udziału w panelu dyskusyjnym o programowaniu jazzowych festiwali. To świetna okazja do nawiązania nowych kontaktów, bardzo przydatnych w organizacji wszelkich imprez. Dzięki kontaktom nawiązanym w Korei Południowej był przecież u nas "Weekend koreański", a na największym festiwalu jazzowym w Azji - Jarasum - prezentowałem w tym roku cztery polskie zespoły. W przyszłym roku planuję szeroko zakrojoną współpracę z Tokio Jazz Festiwal, którego dyrektor specjalnie przyleciał do nas na weekend koreański. Mam nadzieję, że także z tej współpracy wyniknie coś ciekawego dla publiczności.

    Jazztopad to spełnienie marzeń?
    Tak. Od pięciu lat zapraszam wybitnych artystów. Zagrali u nas Wayne Shorter, Charles Lloyd, Sonny Rollins, Gary Peacock, Kenny Wheeler, Fred Hersch. Ich koncerty to jedna rzecz, ale samo obcowanie z nimi jest ogromną przyjemnością i zaszczytem.

    O czyjej wizycie Pan marzy?
    Chyba nie mogę zdradzać, zanim nie dopnę szczegółów (śmiech). Chciałbym bardzo, żeby wystąpił u nas we Wrocławiu Keith Jarrett - to kolejny krok w planowaniu prezentacji legend. Ale wiem, że muszę poczekać na otwarcie NFM, bo teraz możliwości są ograniczone.

    W przyszłym roku Jazztopa-dowi stuknie dziesięć lat...
    ... i chcę nawiązać to tego, co się przez te lata działo. To czas podsumowań i patrzenia w przyszłość. Mam też nadzieję, że Wrocławska Nagroda Muzyczna pomoże zrealizować wiele planów.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama