Piotr Ćwielong: Chcę zostać we Wrocławiu

    Piotr Ćwielong: Chcę zostać we Wrocławiu

    Jakub Guder

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Jeszcze kilka miesięcy temu był bliski przejścia do Polonii Warszawa. Teraz deklaruje, że chce zostać we Wrocławiu. Z piekła do nieba. Z pomocnikiem Śląska Wrocław Piotrem Ćwielongiem rozmawia Jakub Guder.
    Piotr Ćwielong: Chcę zostać we Wrocławiu

    ©fot. Paweł Relikowski

    Latem był Pan blisko przejścia do Polonii Warszawa, a w niedzielę zaliczył Pan asystę przeciwko "Czarnym Koszulom". Los bywa przewrotny.
    Tak, faktycznie. W grę wchodziło wypożyczenie z WKS-u, ale wtedy nabawiłem się urazu w ostatnim sparingu podczas testów. Może Bóg tak chciał, żebym tutaj wrócił? Ja zresztą też bardzo chciałem zostać na Dolnym Śląsku. Wiadomo, z jakichś względów nie mogłem grać. To był dla mnie bardzo ciężki okres. Dlatego cieszę się, że teraz mam szansę pokazać swoje umiejętności na boisku.

    Najpierw bramka, w kolejnym ligowym meczu asysta. Z niechcianego gracza staje się Pan ważnym ogniwem zespołu mistrzów Polski.

    Zmienił się trener i przede wszystkim to zadecydowało o tym, że mam szanse na występy w pierwszej jedenastce. Stanislav Levy ma wizję gry ofensywnej, a mi ten układ pasuje.

    Psychicznie też musiał się Pan odbudować.
    Tamten okres był dla mnie ciężki. Jeśli chodzi o trenera Lenczyka, to wiedziałem, że niezależnie od tego, co będę robił, to i tak nie mam szans na grę. Dlatego cieszyłem się z tego, że nastąpiła zmiana szkoleniowca. To zresztą był impuls dla całej drużyny. Śląsk ma duży potencjał. Zmieniliśmy styl, staramy się grać cały czas ofensywnie.

    No to jakie będą Pana dalsze losy na Oporowskiej? W czerwcu kończy się Panu kontrakt. Teoretycznie na początku roku mógłby Pan już rozglądać się za nowym pracodawcą.
    Teraz cieszę się przede wszystkim z tego, że gram. Mam nadzieję, że dobre występy skłonią klub, by mnie zatrzymać na dłużej. Moje dziecko chodzi tu do przedszkola i generalnie cała rodzina czuje się we Wrocławiu dobrze.

    Na boisku wygląda Pan całkiem nieźle, a jak z formą fizyczną? Nie przygotowywał się Pan przecież z zespołem do sezonu.
    Faktycznie, ominął mnie okres przygotowawczy. Ćwiczyłem jednak indywidualnie z trenerem przygotowania fizycznego Markiem Świdrem, któremu zresztą chciałem bardzo podziękować. Dzięki temu nie mam teraz problemów, żeby rozegrać pełne 90 minut.

    No ale nad skutecznością musi Pan jeszcze pracować. Zarówno w niedzielę, jak i w spotkaniu z Górnikiem Zabrze zmarnował Pan znakomite sytuacje.
    Najważniejsze jest to, że stwarzamy sobie szanse. Że cała drużyna potrafi je wypracować. Z Polonią faktycznie mogłem strzelić bramkę, ale delikatnie mnie poniosło. Chciałem dać ścinkę Pawełkowi, ale obronił. Skuteczność zawsze można poprawić, bo sytuacji mieliśmy wiele. Wiadomo, że jeśli trener oczekuje od nas gry ofensywnej, to one prędzej czy później się pojawią. Strzelać chce każdy.

    Kilka razy wspomniał Pan już o czeskim szkoleniowcu. Proszę w takim razie powiedzieć, jak się układa wasza współpraca?
    To diametralnie inny człowiek niż trener Orest Lenczyk. Ćwiczymy inaczej niż wcześniej. Na treningach mamy dużomałych gierek, powtarzamy pewne schematy. Duże biegamy, a z tego, co wiem, to będziemy biegać jeszcze więcej zimą. Taki jest niemiecki styl, który preferuje ten szkoleniowiec. No i jeśli ktoś chce grać, to będzie musiał swoje kilometry zrobić.
    Po spotkaniu z Polonią Warszawa pojechaliście na Oporowską, żeby wspólnie oglądać mecz Barcelona - Real Madryt.

    Zarządzenie trenera?
    Nie - po prostu mamy świetną atmosferę w drużynie. W tym towarzystwie fajnie ogląda się takie spotkania. Oczywiście podzieliliśmy się na dwie grupy - jedni kibicowali gospodarzom, inni natomiast "Królewskim".

    Proszę się przyznać, w której był Pan grupie?
    Tej mniejszej (śmiech). Tylko ja, Dalibor Stevanović i Marcin Kowalczyk kibicowaliśmy Realowi. Może nie było nas wielu, ale sercem byliśmy mocni (śmiech).

    A proszę powiedzieć - widziałby Pan swojego klubowego kolegę Waldemara Sobotę jako następcę w kadrze kontuzjowanego Jakuba Błaszczykowskiego? Dałby radę?
    No pewnie, że tak. Waldek udowodnił to meczem z Mołdawią. Znam go bardzo dobrze i myślę, że by się nie spalił. Zna swoje możliwości i jeśli dostanie szanse, to ją wykorzysta. Jest zupełnie innym zawodnikiem niż na przykład Paweł Wszołek. Gdy dostanie piłkę, potrafi minąć kilku zawodników. Piłkarz Polonii z futbolówką przy nodze nie jest tak szybki. Mam nadzieję, że Waldek zagra przeciwko Anglii. Dla Śląska Wrocław też byłaby to fajna sprawa, że w takim meczu miałby swojego przedstawiciela.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama