Historia Maratonu Wrocław na zdjęciach (ZOBACZ)

    Historia Maratonu Wrocław na zdjęciach (ZOBACZ)

    Jacek Antczak

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Historia Maratonu Wrocław na zdjęciach (ZOBACZ)
    1/26
    przejdź do galerii

    ©Jarosław Jakubczak

    Dzieje wrocławskiego maratonu, od 4 lat znanego pod nazwą Hasco-Lek Maraton, a przedtem Maraton Ślężan (10 edycji) i Wrocław Maraton (do 2008 roku) zaczynają się w poprzedniej epoce. Może nie było to jeszcze "przed naszą erą", ale z pewnością w czasach, o których pamięta coraz mniej osób. Bo nie każdy uwierzy, że jeszcze 30 lat temu "adidasy" były synonimem "polsportów z Wałbrzycha", na trasach biegowych nie dało się spotkać ani jednego Kenijczyka, za to był Czechosłowak, który skakał ze szczęścia, bo sprezentowano mu tajwańskie trampki.
    Wrocławski maraton wymyślił Marek Danielak, w 1983 roku szef Dzielnicowego Ośrodka Sportu i Rekreacji "Stare Miasto" przez 25 lat dyrektor biegu, dziś doradca jego organizatorów: - Jeszcze trwał stan wojenny, gdy pomyślałem, że Wrocław mógłby mieć swój maraton. Szefom miejskich urzędów oraz Milicji Obywatelskiej i powiedziałem, że mam ideę, by zorganizować imprezę dla mieszkańców Wrocławia i pokazać całej Polsce, że wrocławianie w trudnych czasach potrafią zrobić coś fajnego, ale nie spotykam się z żadnymi partyjnymi, bo nie chcę, by bieganie kojarzyło się z polityką - wspomina Danielak. I tak, 15 maja 1983 roku wystartował pierwszy historyczny Maraton Ślężan.

    Z Sobótki do Wrocławia biegano 10 razy - Niektórzy wspominają, że na trasie biegacze pili kranówkę. Nieprawda, to była wodę ze źródła w Sulistrowiczkach, przebadana przez sanepid - oburza się z uśmiechem Marek Danielak. Ale prawdą jest, że dumne gospodynie z wiosek, przez które przebiegał Maraton Ślężan, zawsze piekły dla dzielnych biegaczy ciasta, robiły kompoty i wystawiły to wszystko na stołach przy trasie, a gospodarze częstował się czereśniami z przydrożnych sadów.

    W latach 80. na mecie wszyscy zajedali się parówkami załatwili z zaprzyjaźnionych zakładów mięsnych. Te parówki stały się wtedy jednym ze znaków firmowych wrocławskiego maratonu, który zarówno biegacze, jak i kibice bardzo polubili, podobnie jak i sam maraton do którego pisali listy. Np. Stanisław Augustyński zgłoszenie udziału Maratonie Ślężan motywował tym, że bieg "zapewne będzie połączony z 40. rocznicą Wyzwolenia Wrocławia i Dniem Zwycięstwa nad faszyzmem". "Nazywam się Wójcik i jestem trenerem Kadry Narodowej w Maratonie (...). Uważam, że po wyeliminowaniu usterek, możecie pokusić się o sprowadzenie zawodników wysokiej klasy" - pisał znany zawodnik, "były wrocławianin, zainteresowany tym, by dużo ludzi biegało".

    Organizatorzy zawsze brali sobie życzliwe uwagi do serca i prestiż Maratonu Wrocław z roku na rok rosła. Pięć razy miał rangę Mistrzostw Polski, a raz Mistrzostw Europy Weteranów. Wrocławski Maraton z roku na rok biegnie i jest nie do zatrzymania, bo biegnie nawet wtedy gdy pistolet startera - prezydenta nie wypali, jak się to kiedyś zdarzyło, obecnemu ministrowi kultury. Dziś widać, że wrocławski maraton łapie oddech i zaskakuje kolejnymi pomysłami organizacyjnymi, co sprawia, że staje się najbardziej lubianym biegiem w Polsce. Jak tak dalej pójdzie za zacznie się mierzyć nie z krajowymi rywalami, lecz z Pragą, Berlinem, Paryżem...

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama