Festiwal szkół teatralnych Melodrama dojrzał (RECENZJA)

    Festiwal szkół teatralnych Melodrama dojrzał (RECENZJA)

    Krzysztof Kucharski

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Na warsztaty żonglowania zaprosili festiwalowczów studenci z Bańskiej Bystrzycy. Byli wyrozumiali nawet dla...niezdar

    Na warsztaty żonglowania zaprosili festiwalowczów studenci z Bańskiej Bystrzycy. Byli wyrozumiali nawet dla...niezdar ©Maciej Zakrzewski/festiwal Melodrama

    Studenci szkół teatralnych i muzycznych prezentowali swoje dyplomy w Jelczu Laskowicach. Było bardzo ciekawie, momentami wręcz porywająco. Młody teatr z powodzeniem może rywalizować z tym osadzonym na scenie
    Na warsztaty żonglowania zaprosili festiwalowczów studenci z Bańskiej Bystrzycy. Byli wyrozumiali nawet dla...niezdar

    Na warsztaty żonglowania zaprosili festiwalowczów studenci z Bańskiej Bystrzycy. Byli wyrozumiali nawet dla...niezdar ©Maciej Zakrzewski/festiwal Melodrama

    Na festiwal zapraszały wielkie czerwone krzesełka na miejskim rondzie, ale też w parku wokół namiotu, w którym były prezentowane studenckie spektakle, te były już naturalnej wielkości i też pomalowane na czerwono. Pięknie wyglądały porozkładane na plażowym piasku nad stawem świecące wieczorem lampiony, bo też miał ten festiwal mnóstwo najróżniejszych klimatów.

    To była piąta edycja włosko-polskiego projektu artystycznego w Jelczu Laskowicach, który wystartował skromnie w roku 2008 z inicjatywy włoskich Theatralii i jelczańskich władz, a w tym roku stał się znaczącym wydarzeniem gromadzącym bardzo odmienne podejścia do finałowego momentu szkolnej edukacji. Studencki dyplom to też obraz tego, w co szkoła wyposażyła młodych ludzi na drogę w sztuce. Jaki będą mieli z tego pożytek, dowiemy się dużo później obserwując ich kariery.

    Z festiwalowej perspektywy najbardziej "tradycyjnym" okazał się dyplom wrocławskiej filii krakowskiej PWST "Świadectwa wzlotu upadku wzlotu wzlotu wzlotu upadku i tak dalej Antka Kochanka" spółki Pilgrim/Majewski w reżyserii Sebastiana Majewskiego, który chwaliłem po premierze kilka miesięcy temu. Na tle swoich rówieśników z innych krajów wrocławscy dyplomanci sprawiali wrażenie jakby grali na pół gwizdka. Publiczność, która dopisywała przez cały festiwal, przyjęła ich naprawdę bardzo dobrze.

    To jeszcze nie koniec moich marudzeń. Wydaje mi się, że też troszkę zgubił premierową temperaturę i rytm dyplom Wydziału Sztuk Dramatycznych z Akademii Sztuki w Bańskiej Bystrzycy "Leonce i Lena" wg Georga Büchnera w reżyserii Moniki Kováčovej. Ten romantyczny artysta znany jest u nas najbardziej jako autor "Woyzecka", czy "Śmierci Dantona".

    Może niektórzy pamiętają premierę "Leoce i Leny" wyreżyserowaną na scenie wrocławskiego Teatru Współczesnego przez Henryka Tomaszewskiego. Studenci ze Słowacji przerysowali romantyka groteskowo, bawiąc się jego utworem inteligentnie i bez jakiś formalnych ograniczeń. Karykaturalne jest w tym dyplomowym przedstawieniu wszystko. Sposób poruszania się aktorów, ustawienie głosu, sytuacje, scenografia, kostiumy. Pyszna jest scena zalotów grana, przez dzielącą przyszłą książęcą parę, dużą i zaskakująco przesuwaną ramę okienną. To jeden z oryginalniejszych teatralnych pomysłów - a było ich sporo w tym roku - bo prosty nadzwyczaj, ale wspaniale ograny przez młodych aktorów.

    Powieściami George'a Orwella ("1984") i Umberto Eco ("Imię Róży") inspirował się reżyser dyplomu Wydziału Teatru Alternatywnego i Sztuki Lalkarskiej Tomáš Tomsa Legierski ze studenckim duetem Irina Andrejewa i Johannes Stubenvoll. Zamknięta jak pułapka albo labirynt przestrzeń sceniczna została zbudowana z tysięcy książek. Groteskowa forma pokazuje nam relacje między dwójką bohaterów, zmieniające się różne zależności, jak chęć górowania, narodziny strachu, ale również odsłania prymitywnie podstępny schemat działania władzy. Spektakl został brawurowo zagrany wywoływał na widowni salwy śmiechu.

    Tytuł dyplomu z Wilna Litewskiej Akademii Muzyki i Teatru "Meteo" prowadził nas, a właściwie paru centymetrowe lalki symbolizujące naszą egzystencję przez te mniej przyjemne przejawy poszczególnych pór roku, jakby wypreparowane laboratoryjnie w dwóch dziwacznych metalowych wieżach, gdzie prowadzone były dziwne eksperymenty. Padał śnieg, lało jak z cebra, albo żar wysuszał wszystko na piach i palił reszki życia. Te meteorologiczne żywioły wyzwalały oraz prowokowały emocje i niekontrolowane zachowania. Nie zawsze najszlachetniejsze, choć ludzkie przecież. Porywała oryginalna forma tych właściwie afabularnych przypowieści. Wszystko to powstało w wyniku studenckich improwizacji, nad którymi pieczę sprawowała Anna Ivanova-Brashinkaja. Intrygujący eksperyment w świecie teatru lalek.

    Owacją na stojąco zakończył się spektakl "FuturismZrim", który ze studentami Akademii Sztuk Teatralnych z Sankt Petersburga przygotował prof. Yurij Vasiliev ze Studia A.A. Praudina.

    Twórcy tego zdarzenia postawili sobie bardzo trudne zadanie. Odrzucili teksty dramatyczne, nie chcieli opowiadać żadnej fabuły, ani budować postaci scenicznych. Pokazali piętnaście improwizacji powstałych na warsztatach. Materiałem literackim i inspiracją były utwory rosyjskich futurystów z Włodzimierzem Majakowskim na czele, ale znalazł się też wśród nich polski futurysta Anatol Stern. Każda z etiud zbudowana była inaczej, zaskakująco i frapująco. Choć niewiele nam podpowiadały rozbudowane tytuły, na przykład: "Hymn obiadowy. Ty wierny niewolnik tradycji. Gwiazdy przerobisz w konserwy" - to z Majakowskiego albo "Pomnik. To ja z jędrnego mięsa, pomnik". Były prowokacyjną "figą". Te oddzielne popisy studenckiej wyobraźni idealnie scalało muzyczne tło. Rytmiczna muzyka była grana na żywo na specjalnie skontruowanych instrumentach, których nie znajdziemy w żadnej encyklopedii świata. Grali na nich na zmianę wszyscy wykonawcy. Był to najdłuższy (prawie dwie godziny) studencki popis na tegorocznym festiwalu, a wydawało się, że trwał jak chwila niezwykłej fantazji. Zadziwiał nas z każdą sekundą. To było największe wydarzenie piątej Melodramy.

    Każdego dnia specjalnym "deserem" stawały się etiudy trwające po kilkanaście minut, napisane z poczuciem humoru przez pomysłodawcę tego festiwalu, dyrektora Teatro C w Livorno - Pietro Cennamo. W klimacie przypominały nie tylko zabawę w teatr w teatrze, ale i utwory włoskiego klasyka Pirandella. Autor serwowanego codziennie późną wieczorową porą deseru, akcję tych zdarzeń wpisał w grupę aktorów przygotowujących się do wystawienia "Hamleta" Szekspira. Świetnie się tym bawiła włosko-polska kompania młodych aktorów zaproszona do tego przedsięwzięcia, a jeszcze lepiej oglądająca ich popisy publiczność. Wyreżyserował je pod okiem autora - Dario Gentili. Bardzo jestem ciekawy, jak to wszystko się poskleja w ciągu jednego wieczoru. Za pomysł wielkie brawa.

    Pierwszego dnia gości Melodramy powitali gospodarze czyli Big Band Jelcz Laskowice pod batutą jazzowego pianisty Łukasza Perka. Tu grali bardziej dla swoich - myślę o słuchaczach, ja widziałem jak oklaskiwali ich gorąco Włosi na polskich dniach w Teatro C w Livorno. To nie był koniec muzycznych akcentów.

    Profesorki z Aten przywiozły swoją prymuskę. Siłą przewodnią zacnego grona greckiej szkoły Musical Praxis Conservatory była Evangelista Georgakopoulou - też i gwiazda tego gatunku, w towarzystwie pedagoga od nowoczesnej sztuki wokalnej Virginia Fragoulatzi. Towarzyszyła im prymuska ateńskiej szkoły Aspasia Fragouloupoulou, która studia będzie kontynuowała za chwilę w Royal Academy of Brukssels. To ona zaśpiewała piosenkę z musicalu inspirowanego "Medeą" Eurypidesa i też przewrotny "Diva's Lament" z musicalu "Spamolot" firmowanego pomysłami prześmiewców z Monty Python's i ludową "Kaczuszkę" (to papaki) Nicolasa Asimosa. Był specjalny wieczór aktorskiej piosenki.

    Do pląsów porwali wszystkich studenci Wyższej Szkoły Muzycznej w Grazu lekko jazzującymi etnicznymi klimatami, improwizacjami i spontanicznością na scenie.

    Natomiast wirtuozerią zachwycił grając utwory Ferenza Liszta… Piotr Świton, absolwent poznańskiej Akademii Muzycznej pogłębiający swoje umiejętności w berlińskiej Musik und Kunstschule Westend.

    W ubiegłym roku studenckim prezentacjom towarzyszyła sesja naukowa z udziałem pedagogów szkół teatralnych, ale też praktyków i krytyków teatralnych. W tym roku kondycję szkół teatralnych roztrząsano na prowokacyjnie zatytułowanym panelu "Jak stworzyć aktora".

    Najistotniejszym elementem tych ośmiu dni w Jelczu Laskowicach były jednak warsztaty prowadzone przez pedagogów z różnych szkół prezentujące metody ze studentami. Piąta edycja bez wątpienia stała na bardzo wysokim poziomie artystycznym. Tę poprzeczkę wysoko podniosły zwłaszcza znakomite dyplomy studentów szkół teatralnych z Sankt Petersburga, Pragi i Wilna.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama