Uzależnienie od seksu. Prawda czy mit stworzony tylko po to,...

    Uzależnienie od seksu. Prawda czy mit stworzony tylko po to, by wyłudzać pieniądze?

    Stefanie Marsh

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Uzależnienie od seksu. Prawda czy mit stworzony tylko po to, by wyłudzać pieniądze?
    1/2
    przejdź do galerii

    ©Jonathan Hayward

    Profesor Barry Reay jest przed pięćdziesiątką. Należy do pokolenia, które dorastało, gdy nawet nie znano pojęcia uzależnienia do seksu. Pamięta, że jeszcze w końcu lat 70. pozostawało ono zabawnym - nawet jeśli nieco rozpalającym wyobraźnię - i ściśle fikcyjnym terminem, który co jakiś czas pojawiał się w kiepsko napisanych powieściach. Trochę jak kinowy horror "Plazma" czy obraz science fiction "Flash Gordon". Nikomu nie przychodziło do głowy, że chodzi o coś realnego.

    Jednak już w na początku lat 90. termin wszedł na dobre do naszego języka - zapewnia mnie poirytowanym tonem Reay. Używa go zawsze, gdy słyszy określenie "uzależnienie od seksu". Stało się to w chwili, gdy media doniosły, że Michael Douglas przeszedł w ośrodku terapię z powodu właśnie "uzależnienia od seksu". I to mimo że kilka lat później okazało się, że sprawę po prostu zmyślono.

    CZYTAJ TAKŻE: Mapa użytkowników Ashley Madison. Gdzie w Polsce jest najwięcej chętnych na "skok w bok"?

    Reay przypomina, że pod koniec tamtej dekady wszelkiego rodzaju znanych i świetnie wyglądających mężczyzn prasa, ich polityczni czy zawodowi wrogowie i coraz większa liczba psychologicznych ekspertów opisywali jako osoby uzależnione od seksu. Seksualnych nałogowców. Tak było na przykład z przystojnym hollywoodzkim aktorem Robem Lowem. Okazał się on bohaterem - uwaga nowe pojęcie! - skandalu z sekskasetami. Jeszcze większego pecha miał Bill Clinton. W 1988 r. jego uzależnieniem od seksu tłumaczono Amerykanom dziwne wykorzystanie przez żonatego prezydenta cygara w intymnym kontakcie z młodą bezbronną stażystką.

    W 2009 r. słynny golfista Tiger Woods miał przekroczyć próg Pine Grove Behavioural Health & Addiction Services w stanie Missisipi. Znowu chodziło o uzależnienie od seksu, chociaż sam sportowiec nigdy tego nie potwierdził. Niejaki Benoit Denizet-Lewis twierdził, że razem z Woodsem uczestniczył w sesjach terapeutycznych w tej właśnie klinice. Facet jest dziennikarzem. Później stał się autorem bestsellera - sukces książki zawdzięczał częściowo temu, że upozował siebie na "słynnego" seksualnego nałogowca.

    Czym jednak jest naprawdę uzależnienie od seksu? Groźną psychologiczną patologią? Jednorazowym i błyskotliwym skrótowym wyrazem… no, właśnie - czego? Zdaniem Reaya, wykładowcy historii na uniwersytecie w Auckland, nic takiego w przyrodzie nie występuje. Kantujemy samych siebie. Napisał zatem ociekającą złością 200-stronicową książkę wyjaśniającą na czym polega ten kant. Współautorami są Nina Attwood i Claire Gooder. Tytuł? "Sex Addiction. A Criticial History" (Uzależnienie od seksu. Historia krytyczna).

    Rozmawiamy przez Skype'a. Reay jest specjalistą w dziedzinie historii seksu. W swoich książkach pisał o tym, czym był i jest seks i jak postrzegano go we wszystkich niemal okresach historycznych od czasu średniowiecza. Tytuł ostatniej pracy wskazuje na wyjątkowo trzeźwe podejście do sprawy. Dodajmy, że Skype stanowi także ulubione narzędzie nałogowców seksu. Jednak wyraz twarzy mojego rozmówcy zdradza pogardliwą irytację.

    CZYTAJ TAKŻE: Hakerzy ujawnili, kto robił skok w bok. Na liście Ashley Madison są gwiazdy i zwykli ludzie

    Czytając jego książkę, nie mogłem nie zauważyć obecnego w niej szyderczego tonu. Masz poczucie, że napisał ją z jakiegoś osobistego powodu do narzekań. Wszystko zaczęło się pewnego dnia w pracy. - Prowadziłem zajęcia z historii seksu. Rozmawialiśmy o tym, jak zmieniały się w czasie pojęcia heteroseksualności i jak wiele z nich konstruowano w oparciu o czynniki kulturowe. W ten sposób doszliśmy do problemu uzależnienia od seksu. Zawsze byłem zdania, że termin ten w ogromnym stopniu stanowi część kultury pop. Zdumiało mnie jednak, że jestem tu osamotniony i podobnie nie traktuje go żaden z moich studentów - mówi Reay.

    Profesor powiedział im, że jego zdaniem uzależnienie od seksu to "kwestia mitologiczna". Byli zszokowani. Zwariował? - Rzecz naprawdę mnie intryguje. Słyszeli o uzależnionych od seksu celebrytach i celebrytkach. Stąd pytania typu: "Co w takim razie z moją przyjaciółką, która w ubiegłym tygodniu spała z 15 chłopakami?". I tym podobne. Niemniej tego typu argumentów używa się w sposób szerszy, skupiając się na przypadkach skrajnych, których nie sposób wyjaśnić "uzależnieniem". Uważam, że nazwanie kogoś seksualnym nałogowcem w ogóle niczego nie wyjaśnia. W popkulturze używa się go jako skrótowego terminu - mówi Reay. Jego zdaniem problem stanowią ci akademicy. - Wynaleźli wszystkie te zawiłe i skomplikowane miary uzależnienia, nie sprawdzając najpierw, czy rzecz, którą pragną zbadać, jest w ogóle czymś realnym - dodaje profesor. Jeszcze gorsi są terapeuci, który w ten sposób zarabiają na życie. Ale są i tacy, którzy "nie wierzą" w uzależnienie od seksu. Ci muszą pracować z pacjentami przekonanymi, że są tego typu nałogowcami i wyjaśniać im, że to nieprawda - mówi Reay.
    1 3 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama