Ważne
    I tylko kina marzeń żal...

    I tylko kina marzeń żal...

    Jacek Antczak

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Brudny Harry polskiego ekranu, wrocławianin z wyboru duszy, najpiękniejszy czterdziestoletni. Rozmowa z Robertem Gonerą o paru nocach spędzonych z Bogusławem Lindą, grajdulstwie w naszym kinie i braku przeciwwagi dla świata lekkiego i bulwarowego.
    Podobno we Wrocławiu spędziłeś parę nocy z Lindą?

    Tak, w kinie (śmiech). Kręciliśmy tam "Sezon na leszcza". Wieczorami po zdjęciach urządzaliśmy sobie projekcje. Byliśmy szczęśliwi, mogąc oglądać fragmenty filmu, tak jak będzie wyglądał - na dużym ekranie.

    Debiutanckie "Seszele" Linda też kręcił we Wrocławiu. A co robił wtedy Robert Gonera?

    Miał 18 lat, był na pierwszym roku, najmłodszy w całej szkole teatralnej, bo poszedł do podstawówki o rok wcześniej.
    I wystylizowany na Zbigniewa Cybulskiego - w ciemnych okularach i amerykańskiej kurtce - szedł na pierwsze w życiu zdjęcia próbne do Wytwórni Filmów Fabularnych. I zdobył niewielką rólkę w "Marcowych migdałach" Sławka Piwowarskiego.

    Zaczęliśmy rozmowę od Lindy, bo wydaje mi się, że jesteś nim zafascynowany.

    Uważam tylko, że jest ostatnią prawdziwą i wielką gwiazdą polskiego kina. Moje wejście w film zbiegło się z odwilżą 1989 roku, kiedy pokazano naraz wszystkie jego fantastyczne role.

    Nie ma gwiazd? To o kim rozpisują się brukowce?

    Teraz są tylko gwiazdki, starletki, epizody. A Linda jest artystą, który w aktorstwie filmowym przebił mur takiego dziwnego grajdulstwa. Film to jest film, operuje własnym językiem - potrzebuje aktorstwa pełną gębą. Ten facet to prezentował. Wcześniej był tylko Cybulski. Dotarłem nawet do jego zapisków na temat aktorstwa filmowego. Może gdyby nie zginął tragicznie na drugim peronie wrocławskiego dworca, rozwinąłby jakąś szkołę. Później był Linda, a potem już od przypadku do przypadku.

    Ładnie się tu zbiegają wasze losy. On, zanim rzucił scenę dla filmu, grał z powodzeniem Hamleta w Teatrze Polskim. Ty byłeś rozchwytywany przez wrocławianki jako Romeo.


    Nie wiem, czy byłem rozchwytywany, ale wtedy zrozumiałem, kim był Romeo. Losy tego spektaklu były pokręcone. Spalił się teatr, więc graliśmy w kościele św. Bernardyna, w Muzeum Architektury. Na dodatek Julią była moja ówczesna żona - Jola Fraszyńska.
    1 3 4 5 ... 7 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecane

      Wideo