Rozmowa z Markiem Brojanowskim, prezesem legnickiego Stowarzyszenia Wiejskiego Dialog, Rozwój, Ekologia.
Wróciliście z protestu przeciw kopalni węgla brunatnego nad Gopłem. Zaprosiliście ekologów z Greenpeace, by pojawili się również pod Legnicą, gdzie może powstać kolejna odkrywka?
Na razie zapadła decyzja o powołaniu ogólnopolskiego komitetu przeciwko kopalniom węgla brunatnego. Na początku roku planujemy zebrania założycielskie. Na pewno jeden oddział powstanie na Dolnym Śląsku. Akcja "Ziemia na krawędzi" trwa.
1 grudnia w Poznaniu zaczyna się konferencja klimatyczna. Aktywiści Greenpeace będą tam obecni.
Dlaczego sprzeciwiacie się budowie odkrywkowej kopalni węgla brunatnego w trójkącie Legnica - Lubin - Ścinawa?
Argumenty można by wymieniać godzinami. Znikną zielone płuca zagłębia miedziowego. Tysiące ludzi z tych terenów zostaną zmuszone do porzucenia domów, rozpocznie się gehenna setek rodzin. Olbrzymia dziura, którą planują wykopać zwolennicy odkrywki, spowoduje lej depresyjny o niespotykanych dotąd rozmiarach. Zagrożeniem jest emisja dwutlenku węgla z elektrowni, która ma powstać obok kopalni. Już teraz obserwujemy trąby powietrzne i inne niepokojące zjawiska atmosferyczne spowodowane przez zmianę klimatu. Jeśli nie zmienimy technologii produkcji energii, problem będzie się pogłębiał.
Polska ma wystarczającą ilość energii. Problem to brak sieci przesyłowych.
Energetyczne lobby przekonuje, że nie mamy wyjścia: węgiel z kopalni w Legnicy jest potrzebny, bo Polsce braknie prądu.
To kłamstwo, bo nasz kraj ma wystarczającą ilość energii. Problemem Polski jest raczej brak sieci przesyłowych. Trzeba je mądrze rozbudowywać i iść w kierunku ograniczenia zużycia energii. Uważam, że warto postawić na elektrownie wiatrowe. Szukać źródeł geotermalnych. Przeprowadzić takie zmiany w prawie, aby założenie małej elektrowni wodnej przestało być drogą przez mękę. Przepisy, w tym przepisy skarbowe, powinny zachęcać do wykorzystywania czystej energii.
Myśli Pan, że budowa kopalni odkrywkowej pod Legnicą to realna perspektywa?
Niemcy chcieli przed wojną uruchomić odkrywkę na tym terenie, ale odstąpili od tych planów, uświadomiwszy sobie skalę dewastacji przyrody. Obawiam się jednak, że teraz zagrożenie jest realne. Może być tak, że zacznie się zbieranie nadkładu, zniszczy się lasy i wysiedli wioski, a wtedy z Brukseli przyjdzie faks z poleceniem "Stop!".
A może odkrywka jest regionowi potrzebna? Złoża rudy miedzi, eksploatowane przez KGHM, będą się stopniowo wyczerpywać. Kopalnia węgla brunatnego przejęłaby pracowników.
Zagrożenie, że KGHM przestanie istnieć, istnieje niezależnie od wielkości zasobów, które pozostały do eksploatacji. Według mojego rozeznania, górnicy pracujący na miedzi nie będą potrzebni w kopalniach węgla brunatnego, gdzie obowiązuje inna technologia. Odkrywka będzie zatrudniać elektryków, mechaników. Więc te nadzieje mogą okazać się złudne. Powinniśmy się raczej zastanowić, czy dla paru tysięcy miejsc pracy możemy dopuścić do degradacji tak potężnego obszaru, zniszczenia przyrody i wywołania nieodwracalnych skutków w ekosystemie.