Dwa szczyty - dwie porażki

    Dwa szczyty - dwie porażki

    Ryszard Czarnecki, europoseł

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    "Listopad - niebezpieczna dla Polaków pora" - ten XIX-wieczny cytat poniekąd spełnił się w listopadzie 2008 roku. Oczywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji.
    Chodzi o szczyt Unia Europejska - Rosja, który odbył się we Francji na Lazurowym Wybrzeżu w ostatni piątek, a także wydarzenie, które miało miejsce trzy dni później: szczyt G20, czyli dwudziestu najważniejszych państw świata.

    Zacznijmy od szczytu G20, który odbył się w Waszyngtonie - tyle że bez udziału Polski. Ktoś naiwny mógłby wzruszyć ramionami i powiedzieć, że domaganie się dla naszego kraju miejsca na tym szczycie jest przejawem narodowej megalomanii. Ale skoro na tym szczycie znalazła się porównywalna z nami, gdy chodzi o potencjał demograficzny i mająca identyczną ilość głosów w Radzie UE, a także taką samą ilość mandatów w Parlamencie Europejskim, Hiszpania, to dlaczego nie było tam Polski? Skoro były tam parokrotnie mniejsze od nas Czechy - czemu nas tam nie było?

    Niestety, nieobecność Polski w Waszyngtonie to spektakularny i smutny przykład bierności rządu Tuska w sferze polityki zagranicznej. Gdyby obecny rząd zainteresował się tym pół roku temu, a nie w ostatniej chwili, mielibyśmy szansę zaistnieć na G20. Widać jednak, że dla ekipy PO - PSL priorytety są zupełnie inne.
    Gdyby energię poświęconą na walkę z prezydentem RP, by uniemożliwić mu wyjazd na szczyt UE w Brukseli, przeznaczono na walkę o polską obecność na G20... Nie ma co gdybać - rząd (a więc i Polska) w tej sprawie doznał porażki.

    Na Côte d'Azur, w dawnym włoskim mieście Nizza (obecnie francuska Nice), prezydent Nicolas Sarkozy osobiście podarł i wrzucił do kosza - to metafora - dokument przyjęty przez Unię Europejską raptem dwa i pół miesiąca temu. Wówczas, na specjalnym szczycie UE poświęconym agresji Rosji na Gruzję, umówiliśmy się, że "zamrażamy" negocjacje z Moskwą dotyczące umowy o partnerstwie Unia - Federacja Rosyjska, dopóki Kreml nie wycofa wojsk z terytorium Gruzji. To był jeden, jedyny warunek. Rosja ani myślała go spełnić. Miedwiediew z Putinem plunęli Unii w twarz - a Sarkozy i przywódcy dwudziestu paru innych państw udawali, że pada deszcz. Honor zachowali jedynie prezydenci Litwy i Polski: Adamkus i prof. Kaczyński.

    Niestety, w tej sprawie rząd Tuska również w ostatniej chwili zmienił front. Polski premier wyraził zgodę na kontynuowanie negocjacji z Rosją. Niestety, była to ze strony Polski jednostronna deklaracja. Nie dostaliśmy nic w zamian: ani od Unii Europejskiej ani od Rosji. Tymczasem polityka międzynarodowa przypomina trochę biznes: "coś" jest "za coś". Polityka zagraniczna to ulica dwukierunkowa, gdzie obie strony mają zagwarantowane korzyści. Z bliżej nieznanych powodów rząd Donalda Tuska preferuje w polityce międzynarodowej ruch jednostronny.
    To, że ważne sprawy przegrywa ten rząd, boli mnie umiarkowanie. Ale to, że przy okazji przegrywa Polska - boli mnie bardzo...

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama