Kurna chata pana Janka

    Kurna chata pana Janka

    Krzysztof Kucharski

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    We wrocławskim radiu pamiętają o panu koledzy z Elity - Jurek, Leszek i Staszek oraz wszyscy elitarni przyjaciele. No i cały Wrocław, który w sobotę będzie pana koncertowo wspominał.
    Rok pana nie ma, panie Janek... Należy się panu jakieś sprawozdanie. Słucham pana czasem jak za dawnych lat w radiowej Trójce w "Powtórkach z rozrywki", ale niech pan nie myśli, że zaraz napiszę, ile razy tak pana słuchałem. Niech to zostanie w kategorii liczb niepoliczalnych. Puszcza pana w tym programie Artur Andrus i inni prześmiewcy. We wrocławskim radiu pamiętają o panu koledzy z Elity - Jurek, Leszek i Staszek oraz wszyscy elitarni przyjaciele. Trochę im pan w głowach namieszał i już tak zostało.

    Pewnie pan pamięta, jak Ewa Szumańska pisała dialogi do waszych "Pamiętników młodej lekarki", w taki sposób, by miał pan do zagrania przed mikrofonem pojedyncze słowa: "tak, nie, no, ach, ooo" i tym podobne. Koledzy z radia specjalnie ustawiali mikrofony, a jeden z ostatnich odcinków nagrany był w szpitalu.

    W sobotę będzie koncert na Nowym Dworze (Centrum Kultury Wrocław-Zachód, godz. 18) z pana piosenkami i opowieściami dziwnej treści, której zdradzić nie wypada.
    Tuż przed pana pierwszą rocznicą ostatniej podróży ukazały się nakładem "Europy", znanego panu dobrze wydawnictwa, "Listy dygresyjne Jana Kaczmarka". Od 1999 przez pięć lat czytał je na antenie wrocławskiego radia Zbigniew Lesień, jeden z pana przyjaciół.

    Tę część rozliczeniową chciałbym zakończyć bardzo piękną parafrazą pana piosenki: "Do serca przytul psa", którą napisała spontanicznie w kondolencyjnej księdze dzień po pana śmierci pani Danuta:
    "Do serca tulę psa
    Na kolana biorę kota
    Biorę lupę - płacze pchła
    Bo pchła to przecież też istota
    I płacze ze mną pies
    I pchła wtulona w kota
    A w sercach naszych żal
    A w sercach ból, tęsknota...
    Tak mi smutno...... Danuta"

    Jak sobie radzić z tymi smutkami, kiedy wszyscy uważają dziś pana za wesołka. Pardon... wiem, wiem, w końcu znałem pana od pierwszego występu w uniwersyteckim klubie przy ulicy Szewskiej. A to był rok 1969. Mógłbym napisać, że przedstawił nas sobie Tadek Drozda. Ale prawda jest taka, że wtedy nie mieliśmy zwyczaju przedstawiania się sobie nawzajem. Od razu byliśmy na ty.
    1 3 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama