Gazeta Wrocławska » Sport » Orzeł Karkonoszy latał nawet w gipsie

Orzeł Karkonoszy latał nawet w gipsie

Data dodania: 2008-11-06 20:17:00 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2011-10-24 13:34:38

Gazeta Wrocławska

Wojciech Koerber

3KomentarzePrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka

OLIMPIJCZYCY SPRZED LAT: Ryszard Witke, skoczek narciarski

- Ten, kto do siódmej klasy podstawówki skoczył z Orlinka, był w Karpaczu kimś. Mógł się pokazać na szkolnej dyskotece - wspomina dziś Ryszard Witke, pierwszy mistrz Polski z Sudetów w skokach narciarskich. On towarzysko liczył się w miasteczku jak najbardziej. I tak jest po dziś dzień.

Prowadzi pensjonat, zachowuje wyśmienitą formę, a w niedzielę będzie obchodził 69. urodziny.
- Pierwszy prezent już dostałem.
∨ Czytaj dalej
Syn brata przysłał mi z USA narty zjazdowe. Jak sobie na nie popatrzyłem, to doszedłem do wniosku, że będą najlepszymi deskami w moim życiu. Niebawem sprawdzę je na Kopie. A forma? Trzeba coś robić, żeby nie zdziadzieć - uśmiecha się Orzeł Karkonoszy.

Tak ochrzciły go przed laty media. Józef Przybyła stał się Jastrzębiem Beskidów, a Witke - Orłem Karkonoszy właśnie. Każdy region musiał mieć przecież swojego ptaka.
Tego naszego ptaka los nie oszczędzał. Próbował mu podcinać skrzydła przed każdą większą imprezą. Na igrzyska w Innsbrucku (1964) pojechał Witke niemal wprost ze szpitala.

- W sylwestrowym konkursie Turnieju Czterech Skoczni w Ga-Pa byłem ósmy po pierwszej serii. W końcu miałem się znaleźć w dziesiątce. No i trafił się pech. Dostałem tak mocny, czołowy wiatr, że narty podeszły mi pod szyję. Ich szpice czułem na gardle. Wiedziałem, że nie mogę tak dłużej lecieć, bo wyląduję na głowie. By narty odeszły, wykonałem lekki ruch barkami do przodu. W tym momencie wiatr jednak puścił i deski poszły w dół. No i wylądowałem na tej głowie, lecz padem gimnastycznym zamortyzowałem nieco uderzenie. W sumie mogę powiedzieć, że się udało, bo przecież rozmawiamy teraz - dowcipnie zauważa skoczek.

Udało się więc jakoś nie opuścić igrzysk. I to bez pomocy działaczy.
- Prawie miesiąc leżałem w szpitalu z karkiem w gipsie. Olimpiada była już pod koniec stycznia, a ja miałem możliwość oddać przed jej rozpoczęciem ledwie trzy skoki w Zakopanem. Dały mi one piąte miejsce i kwalifikację. Szanse na dobry występ były jednak niewielkie - nie ukrywa Witke. Cztery lata później, przed igrzyskami w Grenoble, też musiał uciekać ze szpitala.

- Zaczęło się od zawodów w Szczyrbskim Plesie, przed olimpiadą. Przyjechała cała czołówka z Czech, ZSRR, NRD i my. Byłem trzeci, a przede mną tylko Raška i Biełousow, którzy miesiąc później zdobyli w Grenoble złote medale. Lądując po drugim skoku, uszkodziłem nieco mięsień nogi. Chcąc poprawić jego stan, skorzystałem z lampy kwarcowej jednego z hotelowych kelnerów. I zamiast wyleczyć tę nogę, uszkodziłem wzrok. Spojrzałem w lampę i stało się. Porażenie rogówki. Miesiąc spędziłem w szpitalu, by odzyskać wzrok. Miesiąc bez treningu - precyzuje pechowiec.
1 2 »

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Pan Ryszard.....

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Wiesław O.-Wałbrzych (gość), 14.07.11, 11:09:39

Pana Ryszarda mam zaszczyt znać nie tylko ze słyszenia,choć na pewno mnie nie pamięta,bo kiedy Go poznałem miałem zaledwie 8-9 lat i przebywalem dość dlugo w Sanatorium "Świetlana Gora" w Karpaczu.Byl naszym wychowawcą razem ze swoim bratem - panem Jerzym.Jak na tak odległy czas,który dzieli tamte lata od teraźniejszości dużo jeszcze pamiętam a w szczególności to,że zawsze z wielkim zainteresowaniem słuchaliśmy tego co obaj Panowie mieli nam do powiedzenia,a mieli co opowiadać i czym zainteresować chłopaków w takim właśnie wieku.Wycieczki w góry należały również do najprzyjemniejszych stron tego przecież przymusowego tam pobytu i to doskonale Panowie Ryszard i Jerzy rozumieli.Wszystkim młodym ludziom,którzy znaleźliby się kiedyś w takiej sytuacji (czego absolutnie nie życzę)mogę jedynie powiedzieć,że spotkanie z takimi ludżmi jak Panowie Ryszard i Jerzy Witke to jak wygrana w totolotka.
Za wszystko serdecznie im dziękuję.

odpowiedzi (0)

skomentuj

No tak...

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Ktos (gość), 11.07.11, 15:16:35

Bardzo pozadna rodzina.Szkoda ze syn zostal alkocholikiem i damskim bokserem,zamiast uznanym sportowcem.

odpowiedzi (0)

skomentuj

ryszard

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

krystyna (gość), 23.10.10, 13:49:20

byl jednym z najsympatyczniejszych narciarzy , czesto spotykalismy sie na wspolnych obozach kadry ( gimnastyczek )serdecznie pozdrawiam krystyna z krakowa

odpowiedzi (0)

skomentuj

Rozrywka

Gazeta Wrocławska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Gazeta Wrocławska", poniedziałek 21.11.2011

Kup e-wydanie

Prenumerata:

"Gazeta Wrocławska"
Dział Prenumeraty
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
071 374 81 15
p.jastrzebska@
gazeta.wroc.pl

Prenumerata domowa
Prenumerata teczkowa

Zamów prenumeratę

Reklama:

"Gazeta Wrocławska" Biuro Reklamy
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
71 374 82 49
faks 071 374 81 35

reklama.wroclaw@
polskapresse.pl

Więcej o reklamie (kliknij)

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

"Gazeta Wrocławska"
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
71 37 48 151

Kontakt z nami (kliknij)



Reporter dyżurny
71 37 48 205

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Gdzie będziesz ogladał mecze Euro?

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaWroclawska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.