Warszawskie kociaki, miejskie i łąkowe

    Warszawskie kociaki, miejskie i łąkowe

    Andrzej Górny

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Po latach rozłąki ze stolicą odwiedziłem ją na zaproszenie bliskich osób, które postawiły tam domek, wyposażyły go i na parterze otwierają lokal usługowy. Na parapetówce było hucznie i smacznie, choć drążyło mnie niegodne dżentelmena uczucie pewnej zazdrości.
    Warszawskie kociaki, miejskie i łąkowe
    Ćwierć wieku temu porwałem się na podobne przedsięwzięcie i poniosłem klęskę. Pieniądz był wtedy niestabilny, przepisy zmienne, deweloperzy niesolidni, toteż spośród dwudziestu uczestników naszej spółdzielni budowlanej inwestycje zdołała doprowadzić do końca tylko jedna.

    Dobrze choć, że następnemu pokoleniu nieco łatwiej, ale i ono dla sukcesu musi wiele poświęcić i wykazać duże samozaparcie.
    Siedzę więc sobie na tarasie w okolicy zwanej Wawer Las i sączę zimne napoje różnej mocy. Z lewej strony widzę w oddali co wyższe stołeczne zabudowania, z prawej zaczynają się pola i lasy, a ja rozglądam się za kociakami. Buszuje ich tu kilka w zaroślach, ale tylko jeden rudy osobnik składa nam wizyty.
    Włazi na balkonik ignorując mopsika Bazyla, z wzajemnością i domaga się poczęstunku. Zapewne jest bezdomny bo pojawia się w południe, o północy i o świcie, wprasza się też na inne posesje. Jest zdrowy, czysty, dobrze odżywiony, widać żywot włóczęgi mu służy. Martwię się tylko jak przetrwa zimę.
    Ja tu o zwierzątku, a niektórym czytelnikom kociaki mogą się kojarzyć z urodziwymi dziewczętami? Ale to tylko tym w dojrzalszym wieku. Nie powiem aby te malownicze zjawiska były mi całkiem obce, lecz nie mam o nich najlepszych wspomnień. Jedna nie mogła spamiętać, czy jestem z Wrocławia czy z Inowrocławia, druga nie chciała wierzyć, że na prowincji t e ż umieją grać w brydża.

    Dziś są jakby milsze, przynajmniej te które obsługują w lokalach i te uprzejmie zatrzymujące swe auta aby przepuścić przez jezdnię pieszych. O ile jednak pamiętam kiedyś były efektowniejsze. Na Nowym Świecie dominują dziś malutkie Azjatki, obfite cieleśnie Afrykanki, blade Holenderki, końskoszczękie Angielki i inne w luźnych koszulinach, krótkich majtkach i bezkształtnych kieckach. Gdzie ów sławny tutejszy szyk i elegancja? Może wyemigrowały za chlebem wraz ze swoimi nosicielkami.

    Wrocławianie których losy rzuciły na głębokie warszawskie wody, powiadają, że tubylcy nie są tak aroganccy, zarozumiali i nieużyci, jak ich chcą widzieć rodacy z innych rejonów kraju. Zagonieni, zapracowani, z parciem na karierę, owszem. Ale z niektórymi można się nawet zaprzyjaźnić. Nie każdy się nawet obrazi, gdy mu powiedzieć, że eklektyczna zabudowa sprawia wrażenie iż Warszawa to połączenie Manhattanu z Kielcami (nie uwłaczając Kielcom).

    Może wystarczy zrezygnować z usług telewizji i tabloidów, z uporem godnym lepszej sprawy poświęcających całą uwagę wybrykom polityków i celebrytów. Wówczas łatwo o wniosek, że Warszawa to całkiem przyjemne miejsce do życia.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Brawo brawo

      Rafał (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 30 / 23

      Panie Andrzeju, co stara szkoła, to stara szkoła... Jak zwykle czyta sie z przyjemnością. Serdeczne pozdrowienia!

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama