Euroeksperci z eurolodówki w mojej eurowizji

    Euroeksperci z eurolodówki w mojej eurowizji

    Jacek Antczak

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Niektórzy wrocławianie alarmują, że Euro 2012 jest zbyt słabo widoczne w mieście. Polemizowałbym. Wprawdzie udało mi się wczoraj kupić jedyne mleko, które nie było "mlekiem kibica" i pochodziło odkrowy, która nie pasła się na murawie boiska, ale to wyjątek potwierdzający euro-regułę.
    Euroeksperci z eurolodówki w mojej eurowizji

    ©fot. Janusz Wójtowicz

    Potrudziłem się trochę i do koszyka (ech, te piłkarskie skojarzenia) zapakowałem też jedyny w sklepie ser, który nie miał kształtu piłki ani flagi na opakowaniu. Zapłaciłem gotówką, bo każda płatność kartą grozi mi wygraniem kolejnych biletów na mecz Euro, a już jeden wylosowałem.

    W domu włożyłem zakupy do lodówki, którą mam z czasów, gdy żadnej nie nazywano eurolodówką i nie produkowano ich wyłącznie z myślą o tym, gdzie chłodzić europiwo sponsorujące eurokibiców. Spojrzałem w telewizor (być może dokupię jeden, za który sklep zwróci mi połowę pieniędzy, jeśli orły Smudy dojdą do półfinału), w którym przedstawiciele narodu rozwiązywali Narodowy Test... Wiedzy o Piłce Nożnej. Pomyślałem, że muszę się jednak dowiedzieć czegoś więcej o imprezie, którą premier nazwał najważniejszym wydarzeniem w historii Polski. Hm, a chrzest Mieszka?

    Nie będę się jednak spierał z premierem, bo jest z wykształcenia historykiem, z zamiłowania piłkarzem, a uwielbia sobie, jak to mówią kabarciarze, "haratnąć w gałę".

    Ale może warto by było posłuchać, co mają do powiedzenia w tej kwestii jacyś euro-eksperci, którzy na miesiąc zagoszczą w naszych eurolodówkach... pardon, euro-telewizorach.

    Moje typy na Euro? Normalnie moim faworytem byłby Jacek Gmoch, który stwierdził kiedyś, że "polszczyzna jest, niestety, na tyle uboga, że nie zawiera tego wszystkiego, co dzieje się w futbolu". I zawsze popiera swoją tezę niebanalnymi przykładami: "Anglicy mogli wąchać jego pot, bo biegli za jego plecami", "Bramkarz wpuścił farfocla", bo to "cudowna akcja, w której prawdziwy diabeł Tévez niczym wąż boa strzela bramkę na szczupaka".

    Niestety, w czerwcu nie padnie moje ulubione: "Polska atakuje Jeleniem", bo Polska atakować będzie wyłącznie "Lewym" naśrodku boiska.

    No, ale Euro jest w Polsce, więc to zbyt poważna sprawa, by oddać je w ręce, tzn. w usta, trenerów. Mamy lepszych ekspertów, którzy podadzą nam kontekst socjologiczny, historyczny, psychologiczny, a może i polityczny. Moje typy na stałych euroekspertów to para Kazimiera Szczuka - Jan Tomaszewski. Przepraszam za określenie "typy", ale użyłem tego słowa w znaczeniu "model, wzorzec, propozycja", a nie "indywiduum, mającego określone cechy psychofizyczne, najczęściej negatywne". Chociaż...

    Opinie tej pary już sprawiają Czytelnikom wiele radości. Jeśli rozwiną swoje przemyślenia o tym, że przez Euro pogorszy się standard pracy polskich prostytutek (pani Kazimiera), i o reprezentacji prawdziwych Polaków (pan Jan), to nie oderwiemy się od telewizora, w którym eksperci będą rozmawiali. Może nawet to będzie ciekawsze od samych meczów.

    Obawiam się jednak, że znów skazani będziemy na redaktora Szpakowskiego, który chyba komentował już pierwszy, historyczny mecz Polska - Czechy. Ten podczas Euro 966, z udziałem Mieszka, Dobrawy i księcia Čecha w czapce, to znaczy, w bramce...

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama