Co ma wspólnego pełnia Księżyca z Euro?

    Co ma wspólnego pełnia Księżyca z Euro?

    Janusz Michalczyk

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Będę musiał zaczekać sto lat, bo przegapiłem najjaśniejszą pełnię Księżyca. Długa majówka tak rozregulowała u mnie poczucie czasu, że dopiero w niedzielę zorientowałem się, iż poprzedniej nocy naturalny satelita zbliżył się do nas na najbliższą odległość (okrąża Ziemię po elipsie) i w dodatku mieliśmy pełnię. Efekt? Księżyc świecił o jedną trzecią intensywniej niż zwykle, a jego tarcza była większa aż o jedną ósmą. Pod wrażeniem tych informacji obiecałem sobie, że następnej okazji na obejrzenie tak fascynującego zjawiska nie przepuszczę.
    Co ma wspólnego pełnia Księżyca z Euro?
    Nie zniechęciło mnie, że trzeba poczekać sto lat. Sto lat? Cóż to jest wobec wieczności?! Różni mistrzowie duchowi podkreślają w swych naukach znaczenie cierpliwości, więc sprawa nie jest bynajmniej szokująca. Nawet jeśli współczesny człowiek pędzi przed siebie, gromadząc dobra doczesne, kolekcjonując ekscytujące przeżycia i z jego punktu widzenia tak długie czekanie zakrawa na absurd. Z drugiej strony - co ma począć człowiek, który już tę najjaśniejszą pełnię podczas ostatniego weekendu zobaczył? Teraz ma kłopot, by wyznaczyć sobie następny ambitny cel - chyba że mu astronomowie podpowiedzą. Albo inżynierowie.

    Grupa brytyjskich naukowców ogłosiła, że wynalazła sposób, jak skorygować lot półtonowej asteroidy, by nie uderzyła w nasz glob.
    Trzeba mianowicie posłać naprzeciw rój satelitów wielkości paznokcia. Ich pyknięcia spowodują korektę trajektorii asteroidy. Każdy, kto widział skutki wywołane apetytem szarańczy, potwierdzi, że małe, liczne osobniki potrafią być sprytne, a skumulowany efekt mikrodziałań bywa przerażający.

    W każdym razie przeraził Bronisława Komorowskiego. Prezydent zaapelował ostatnio do narodu, by powstrzymał się podczas Euro od ruchawek, manifestacji i protestów, co zostało zgodnie zignorowane przez niezadowolone grupy. Znając przekorę Polaków, można podejrzewać, że po apelu prezydenta zaczną na dobre kombinować, jak zatruć atmosferę radosnego święta lansowaną przez rząd. Zagraniczni kibice nie dojadą, bo kolejarze zatrzymają pociągi i zablokują dworce. Jak dojadą i wyjdą w miasto, to utkną na przystankach, bo zastrajkują tramwajarze. Jak dostaną się jakimś cudem w pobliże stadionów, to będą mieć kłopoty z wejściem na trybuny, bo drogę przetną im kolumny ze związkowymi sztandarami i toruńskimi proporcami.

    Zamiast wpadać w panikę, ministrowie powinni pomyśleć o tym, jak uratować wizerunek "zielonej wyspy". Można by na przykład zainscenizować w nieczynnej stoczni im. Lenina wielki strajk i udawać, że to, co się dzieje na ulicach, jest zaplanowaną przez rząd wielką atrakcją, dzięki której obcy mogą pojąć, jak bardzo w ojczyźnie Solidarności miłujemy wolność. Nawet jeżeli kibice połapią się w końcu, że coś jest nie tak, to nie będzie tragedii, bo następne Euro zorganizujemy nie wcześniej niż za sto lat.

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Odp

      ys (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 26 / 24

      Właśnie,nic nie było widać....Wyszłam z teleskopem i dookoła były tylko chmury,także nici z pełni...

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Tylko jak rozgonić chmury

      wds (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 29 / 16

      w taką noc?

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama