Gospel z Wrocławia

    Gospel z Wrocławia

    Małgorzata Matuszewska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Rozmowa z Włodzimierzem Szomańskim, liderem Spirituals Singers Band.
    Piątkowy koncert w Filharmonii Wrocławskiej został poświęcony pamięci artystów Wrocławia. Zaśpiewacie utwory z Waszej najnowszej płyty - "Litania do Polskich Świętych Santo Subito". Przełożył Pan gospel na język zrozumiały w polskim kręgu kulturowym?

    Szukałem tematu na czasie. Święci są uniwersalni, a polscy święci są nam po prostu najbliżsi. Często są związani ściśle z polską historią, niekoniecznie tylko sakralną. Święty Ojciec Kolbe zginął w Auschwitz, świętego Alberta dobrze znali bezdomni, bo poświęcił im swoje życie. Są ludzcy, współcześni, zwyczajni. I dlatego postanowiłem skomponować tę muzykę do tekstów songów napisanych przez Dariusza Czajkowskiego. Zaczynamy od świętego Wojciecha, protoplasty świętych polskich, a kończymy na Janie Pawle, który jeszcze nie jest oficjalnie ogłoszony świętym, ale to pewnie kwestia czasu.

    "Litania" wiąże się z trzydziestoleciem zespołu. Któryś święty opiekował się Wami szczególnie?

    Na pewno Opatrzność działała, że SSB gra, koncertuje i nagrywa płyty przez 30 lat bez przerwy. Czasem wydaje się, że to cud. Zaczęliśmy działać w październiku 1978 r. W piątek zaśpiewamy w Filharmonii, z orkiestrą i chórem. Koncert będzie poświęcony pamięci kolegów - artystów. Nie będzie miał charakteru laurki dla nas samych. W ten sposób najpiękniej zaakcentujemy nasze 30. urodziny.

    Jak się zaczęło Wasze śpiewanie?

    Od mojego spotkania z uczniami. Tak, byłem nauczycielem. Marek Dygdała i Artur Stężała - koledzy z zespołu - to są moi uczniowie! Marek śpiewa 30 lat, Artur ponad 17 lat. Wtedy zaczęły się pierwsze próby wokalne i sukcesy.

    To już był gospel?

    Myślę, że to był czas, kiedy wszyscy uczyliśmy się innego wykonywania muzyki. Wokaliści na scenie nieśli ze sobą stateczną elegancję, chóry kamienny spokój. Nawet jeżeli było to poprawne wokalnie, nie miało emocji ani żaru. Dlatego 35 lat temu zakochałem się w tej muzyce. W Auli Leopoldyńskiej występował szwedzki zespół (nieznany zresztą w tamtych czasach w Polsce): dwunastu wokalistów w zwykłych ubraniach, bez długich kiecek i smokingów, śpiewali na skrzyżowaniu świetnego warsztatu wokalnego z jazzową energią, feelingiem, improwizacjami - tym wszystkim, co gospel niesie w sobie.
    Pozwolili Wam śpiewać gospel w tamtych czasach?
    Pomimo treści religijnych nie miałem większych problemów. Może dlatego, że repertuar był wykonywany w języku angielskim i nie wszyscy rozumieli, o czym do końca śpiewamy. Wszystkim natomiast bardzo podobała się żywiołowość, a przede wszystkim warsztat wokalny, na który zawsze zwracałem największą uwagę.
    1 3 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama