Dary, które pomagają

    Dary, które pomagają

    Eliza Głowicka

    Aktualizacja:

    Dzięki rodzinom pacjentów szpitale zyskują bardzo potrzebny sprzęt.
    O nowy inkubator dla noworodków wzbogaci się wkrótce Dolnośląskie Centrum Chorób Serca Medinet w szpitalu przy ul. Kamieńskiego. To placówka, w której leczone są dzieci z ciężkimi wadami serca. Nowy nabytek nie byłby niczym nadzwyczajnym, gdyby nie to, że to prezent od dziadka niemowlęcia, które niedawno było tu operowane.

    - Jego wnuczek, Nikodem, urodził się z bardzo ciężką wadą serca, na szczęście udało się go uratować - podkreśla prof. Krzysztof Wronecki, ordynator kardiochirurgii dziecięcej w Medinecie.
    Wdzięczny dziadek, członek klubu rotarian z Jeleniej Góry, postanowił się odwdzięczyć. Zachęcił do tego innych rotarian ze swego miasta. Wspólnie wyłożyli pieniądze na inkubator.
    - Obserwowałem, jak profesjonalnie lekarze z Jeleniej Góry i Wrocławia zajęli się moim wnukiem. Byłem pod wrażeniem. Zobaczyłem też, czego brakuje w szpitalu, stąd pomysł kupna inkubatora - opowiada Witold Musiałowski, fundator sprzętu.

    Prof. Wronecki przyznaje, że taki gest nieczęsto się zdarza.
    - Inkubator kosztuje prawie 30 tys. zł i bardzo nam go brakowało - mówi. - To inkubator otwarty, który zapewnia dostęp do chorego malucha ze wszystkich stron. Dzięki niemu będziemy mogli zapewnić opiekę kolejnemu operowanemu dziecku - cieszy się.

    Przy okazji klub rotarian chce ufundować jeszcze jeden inkubator - transportowy - dla szpitala w Jeleniej Górze. Ten jednak kosztuje aż 280 tys. zł. Zbiórka pieniędzy trochę więc potrwa.
    Prof. Wronecki przypomina sobie też inne dary od rodzin pacjentów, choć nie tak kosztowne, ale bardzo ważne. Jak choćby dwa spirometry lub dwie pompy infuzyjne do inkubatorów (dozują leki), które kupił rodzic dziecka.

    Szefowie innych wrocławskich klinik podkreślają, że bliscy niektórych chorych, zwłaszcza dzieci tam leczonych, w różny sposób próbują odwdzięczyć się szpitalowi za uratowanie zdrowia, a czasem życia dziecka. Rzadko kogo stać na drogą aparaturę, ale liczy się każdy gest czy darowany przedmiot.
    - Mieliśmy na oddziale przeszczepowym dziecko spod Sycowa, którego ojciec produkował meble. Sam z siebie zaproponował, że wymieni zniszczony blat w kuchni na oddziale i jeszcze szafki zrobił - opowiada prof. Krzysztof Kałwak z kliniki hematologii i onkologii dziecięcej szpitala Akademii Medycznej. Rodzice innych chorych na raka dzieci kupili też laptopy i telewizory.

    Prof. Dariusz Paczkowski, szef kliniki chirurgii dziecięcej i urologii w szpitalu akademickim przyznaje, że bliscy małych pacjentów potrafią kupić farbę do malowania oddziału albo żaluzje.
    - Raz bogaty zakład, w którym pracował rodzic, kupił nam cenny gastrofiberoskop, czyli urządzenie do badania żołądka i przełyku - mówi.

    Zdarza się, że ludzie fundują coś nawet, gdy ich bliskiego nie uda się uratować. Tak było w przypadku zmarłej siatkarki Agaty Mróz-Olszewskiej. Jej mąż Jacek kupił 5 kardiomonitorów dla dzieci z kliniki hematologii i onkologii dziecięcej.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama