Sport

    Henryk Charucki: Kiedyś urywał się peletonowi jako kolarz,...

    Henryk Charucki: Kiedyś urywał się peletonowi jako kolarz, dziś jako biznesmen

    Wojciech Koerber

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Harry i syn. Paweł to młodzieżowy mistrz kraju
    1/5
    przejdź do galerii

    Harry i syn. Paweł to młodzieżowy mistrz kraju ©Archiwum Henryka Charuckiego

    Sport i biznes. Opowieść o zwycięzcy Tour de Pologne z 1979 roku. Harfa-Harryson to jego dzieło i królestwo.
    UWAGA! ARTYKUŁ POWSTAŁ W 2012 ROKU!

    Paproć Duża, gdzieś tam hen hen na wschodzie kraju. Już Podlasie pełną gębą. Niewielka wioska, ledwie czterystu mieszkańców z okładem, wszelako z dwóch rzeczy słynąca. Po pierwsze - ślub brał tam sam marszałek Józef Piłsudski. Po wtóre - urodził się tam sam Henryk Charucki, dziś także wielki wódz. Imperium kolarskiego, które stworzył własnym sumptem. Dopiero co otwartego Dolnośląskiego Centrum Rowerowego przy ul. Robotniczej. Jest jak spod igły. Ludzie mówią, że drugiego tak kompletnego w Polsce nie ma.

    - Jeździć zaczynałem w LZS-ie Zambrów, a gdy przeszedłem do kat. młodzieżowej, koordynator Jerzy Kłoszewski ciągle mnie namawiał, bym przeszedł do porządnego klubu. Mówił - za duży talent jesteś, byś się tu miał zmarnować, na odludziu, na końcu świata - przypomina Henryk Charucki, zwycięzca Tour de Pologne z 1979 roku. Ale spokojnie. Najpierw trzeba się wydostać z tej maleńskiej Paproci Dużej. Do Dolmelu Wrocław. Jak?

    - Napisałem list do sekretarza Jerzego Wizowskiego, który stał się drogowskazem moim. Gdyby nie on, nie rozmawialibyśmy tu - zaznacza Harry. A rozmawiamy w jego królestwie, w jego gabinecie. Jak mówią dziś młodzieżowcy - wypas. To Wizowski właśnie załatwił młodemu chłopakowi pracę w Dolmelu i miejsce w klubie. Trzeba było się zacząć przebijać. Jan Brzeźny tak wspomina początki Charuckiego w wielkim mieście. I w nowym klubie: - Pamiętam, że przychodził taki chłopak, siadał przy stole, niekiedy po paru godzinach wciąż siedział, w końcu spoglądał na zegarek i wychodził. Okazuje się, że czekał po prostu na rower, a że pracował na drugą zmianę, to musiał w końcu uciekać do tej roboty.

    Czy podobnie wspomina to Charucki? - W ogóle to pracowałem na trzy zmiany, u pana Mielczarka. Na dziale, gdzie były produkowane cewki do turbin. Na statki, do tramwajów również. I rzeczywiście czekałem tak na ten rower. Bo wtedy w Dolmelu było czterdziestu seniorów. Na początek dostałem więc taki rower byle jaki. A że przyjechałem do Wrocławia 4 lipca 1974 r., była pełnia sezonu, to na ten obiecany musiałem czekać. W końcu jednak, po dwóch tygodniach, mechanik mi go złożył - wyjaśnia biznesmen.

    Rower już jest, trzeba jeszcze zrobić z niego użytek. Wyprzedzić konkurencję. - Nie miałem wtedy klasy mistrzowskiej, która dawała np. dożywianie. Po pierwszych wyścigach trener Żelaznowski wstawił mnie jednak do pierwszej drużyny. I z Szurkowskim w składzie wygraliśmy mistrzostwo okręgu. Do grudnia jeszcze trenowałem i pracowałem jednocześnie. Zimą byłem już urlopowany na zgrupowania. Pierwsze - testowe. By sprawdzić, jak się będę rozwijał. W 75 musiałem zrobić wyniki, by trafić do Legii bądź Floty Gdynia. To właśnie były wówczas jedyne wojskowe kluby. A zatem z Polski mogły przyjąć maksymalnie dziesięciu chłopaków, podczas gdy mocnych chętnych było 40-50. Nie jak dziś, gdy trzeba szukać kolarzy. Nie pozostało mi nic innego, jak powalczyć o miejsce w jednej bądź drugiej drużynie klubowej. Każda liczyła sześć osób, a przypominam, było nas czterdziestu. A jak już się było w tej drugiej drużynie, trzeba było walczyć po trupach, by się w niej utrzymać. Ja miałem szczęście, że trener Żelaznowski na mnie postawił. W ogóle miał nosa. Gdy postawił na Szurkowskiego, to mu podbił świat. Gdy ściągnął Brzeźnego z Faltynem, też zaczęły się wyniki - tłumaczy.

    Po udanym kolejnym sezonie, kilku zwycięstwach i miejscu w kadrze młodzieżowej, młody Heniek trafił do Floty. Spędził w niej dwa lata, zdobywając m.in. drużynowe wicemistrzostwo kraju z Tadeuszem Mytnikiem. -Miałem iść do Legii, lecz chlasnął mnie klubowy kolega. Który? A był taki Mieczysław Widziak. Pożytku tam z niego nie mieli, nawet do końca służby nie dotrwał. Później chciała mnie i Flota, i Dolmel, który zapewnił te same, warunki. Wróciłem, bo koszula bliższa ciału - zauważa Charucki.

    Największe sukcesy? W barwach Dolmelu, po tym wojsku właśnie. Choć najpierw, w 1978 roku, triumf w Tour de Pologne przeszedł koło nosa. I właśnie koło nosa została pamiątka na całe życie. Dłuuuga szrama. - Byłem liderem, zostały trzy etapy z feralnym włącznie. A przed nami góry, moje góry. Tę kraksę spowodował Mytnik z kimś tam, zjeżdżaliśmy do Zawoi, w Beskidach. Przed lotną premią się sczepili po lewej stronie, wtedy wszyscy odbili na prawo i leżało nas z piętnastu. Ja przeleciałem przez tę kupę i nic by się nie stało, gdyby ktoś nie przejechał mi kołem i tymi pedałami z noskami po szyi. Cała twarz poharatana, wylądowałem w szpitalu w Makowie Podhalańskim. Operacja trwała 2 godziny 40 minut, musieli mi pozszywać skórę, śluzówkę od wewnątrz itd. Kiedy przyjechał do szpitala prezes Dolmelu, nie poznał swojego zawodnika. Minął mnie na schodach. Miałem głowę jak koń - uśmiecha się dziś mały wojownik. Później pokazał, że ma też głowę do interesów. Ale po kolei. Efektownie wyrżnął również Harry w Limanowej (1975) na Małopolskim Wyścigu Górskim.

    - A tak. Trzeba wiedzieć, że wcześniej błysnąłem m.in. w Nowej Rudzie na czasówce pod górę. I w Małopolsce też zabierałem się z czołówką, jako jeden z nielicznych. W Limanowej był spór między Szurkowskim i Szozdą, który ma wygrać. Ja już wtedy wiedziałem, że pójdę do Floty, a w czołówce był też stamtąd Mytnik. Powiedział więc - “to puśćcie młodego Harry’ego, dajcie mu wygrać etap, przecież jeździł już z nami zawsze w czołówce". Staszek Szozda mnie lubił, mówi - ja się zgadzam. A Rysiek był z mojego klubu, więc też nie mógł powiedzieć nie. Na 5 km przed metą kazali mi odjechać na 200 m. W związku z tym, że szykowało się pierwsze grube zwycięstwo, a meta była na stadionie, nie chciałem tam specjalnie hamować. Nie wiedziałem, że na żużlu jest tak miękko. Jak nie wypierniczyłem orła, to znalazłem się aż na środku murawy. A za chwilę wpadają oni. Najpierw Szozda, bo on świetnie po winklach chodził, po zakrętach. Wiele wyścigów tak wygrywał, Rysiek natomiast był nie do pobicia na prostych. I Szozda wpadając na stadion - nie widząc mnie - nie wierzył, że aż tak szybko poszedłem. Za chwilę jednak widzi, że... wygrał. Opieprzył mnie później, że tak wygruzowałem, a zanim się pozbierałem, to skończyłem siódmy - opowiada wrocławianin.

    Podczas zwycięskiego TdP 79 nie Harry był liderem grupy, a Szurkowski. Sport jest jednak piękny, bo nieprzewidywalny.
    - Naszą drużynę metalowców prowadził wówczas niedawny prezes PZKol. Wojciech Walkiewicz. Taką zasadę przyjął, że do gór musiał mieć wszystkich górali w czołówce, by po drodze żadnego nie zgubić. Bo tam wszystko się może zdarzyć. Dojechaliśmy do gór, byłem drugi w klasyfikacji, ale Rysiek przyjeżdżał również wysoko. W Polanicy zaczęło się już prawdziwe pranie. Poszła ucieczka siedmiu ludzi. Nie zabrał się ani lider Michalak, ani ja, ani trzeci Cieślak, ani Rysiek. Mieli już oni 3,50 min przewagi, a w naszej grupie nie było komu gnać. Wszyscy ubici. Wtedy podjechał Walkiewicz i mówi - jeśli masz siły, to goń na własną rękę. Wiedziałem, że Ryśka nie puszczą te grupy, które miały swoich z przodu. Widziałem, że Cieślak jeszcze jako tako jedzie, mówię mu więc, że pod Spaloną odjeżdżam. Że jeśli ma siłę, niech się trzyma blisko mnie. Jak powiedziałem, tak zrobiłem. I zabrał się ze mną. Odrobiliśmy minutę pod Spaloną, minutę na Porębie, minutę pod Zieleńcem. Tak się rozpędziliśmy, że minęliśmy ucieczkę. Od tego momentu byłem już liderem, a Rysiek mi pomagał - wspomina Charucki. Choć skromnie zaznacza, że zawsze stał w tym drugim rzędzie.

    W 1982 roku stał się zawodnik Dolmelu zawodowcem. Kierunek Francja. Normandia. Spędził tam 11 lat, nauczył się języka, wygrał wiele wyścigów i sporo pieniędzy. Choć te zaczął zarabiać już wcześniej. Gdy w 1978 roku zwyciężył w Tour de Mexico, dostało mu się 20 tys. dolarów! - Miesięcznie zarabiało się wtedy 10-15 dolarów. Kupiłem mieszkanie na ul. Legnickiej, dostałem talon od ministra przemysłu na poloneza - obrazowo porównuje. - Ale we Francji łatwo nie było. Żaden miejscowy nie chciał oddać swego kawałka chleba, początkowo języka nie znałem, uczyłem się go z lotu ptaka - dodaje.
    We Francji właśnie nawiązał Charucki kontakty, które do dziś przydają się w biznesie. Wrócił w 1992 roku, założył ze wspólnikiem firmę Harfa. Po jakimś czasie podzielili majątek, każdy poszedł w swoją stronę.

    - Zaczynaliśmy na Zielińskiego od 40 m kwadratowych. Teraz mam 2 tys. m. Prawdziwy biznes zaczął się w 98 roku. To był przełom, m.in. dlatego, że Mavic po czterech latach zdecydował się na jednego dystrybutora. Na mnie - mówi Charucki, w branży kolarskiej handlujący towarem najwyższej klasy, czemu niektórzy przyszłości nie wróżyli. Nie mieli racji.

    - Bo ja nie chcę być największy. Ja chcę być najlepszy. To od zawsze moje motto. Dlatego nie chciałem zarabiać od razu. Inwestowałem - mówi. Ma łeb. Jak jego własny sklep. Widzieliście?

    Henryk Charucki
    Urodził się 2 grudnia 1955 roku w Ostrowi Mazowieckiej. Kluby: LZS Zambrów, Dolmel Wrocław, Flota Gdynia. Zwycięzca TdP 79, mistrz Polski w wyścigu górskim 79, uczestnik MŚ (47. miejsce). Wygrał blisko 200 wyścigów. Dziś właściciel firmy Harfa-Harryson, dystrybutor takich marek jak Mavic, Michelin, Sram, także zastępca dyrektora sportowego TdP. Jest jednym z ośmiorga dzieci państwa Charuckich, którzy ostatnie lata życia spędzili u niego, we Wrocławiu. Do dziś pomaga rodzeństwu. Ma córkę Kamilę (lat 26), absolwentkę prawa na UWr., która szykuje się do aplikacji. Syn Paweł (lat 24) jest młodzieżowym mistrzem Polski, jeździ w barwach CCC Polkowice. - Już czas na niego. Albo będzie orzeł, albo wróbel. Tak mówią kolarze - wyjaśnia tata.

    Czytaj także

      Komentarze (3)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Harfa gra

      vinner (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      Ja na tym człowieku nigdy się nie zawiodłem,gdy się jeszcze nie znaliśmy poszedłem do starej Harfy po trudno dostępną w tamtym czasie zębatkę46 dla syna, Hary przekopał wszystko i nie mamy w między...rozwiń całość

      Ja na tym człowieku nigdy się nie zawiodłem,gdy się jeszcze nie znaliśmy poszedłem do starej Harfy po trudno dostępną w tamtym czasie zębatkę46 dla syna, Hary przekopał wszystko i nie mamy w między czasie kupiliśmy tę zembatkę i na rozpoczęciu sezonu w Sobótce młody pojechał przepisowo ale Hary pamiętał(po mieś.) o tym w nawale tylu spraw i miał tę zębatkę dla nas w Sobótce. To zapamiętam na całe życie, facet który ściągnie z d*** koszulę i ci ją da.Mało jest takich.Paweł to dobry chłopak ale jest niestety wróblem w kolarstwie.Miło wspominam J.Wizowskiego odszedł za szybko.Pozdrower.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Jedziesz Harry

      Zgłoś naruszenie treści / 75 / 73

      Dla mnie ten gosc to klasa. Go dyrektorze, go!

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Poziom sprzedawców w Harfie można by dopracować...

      rider (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 77 / 79

      Bo niekiedy takie bzdury plotą że aż strach. Serwisanci już lepiej

      Sport z kraju i ze świata

      Zobacz więcej na Sportowy24.pl

      Lp. Drużyna M. Pkt. Z. R. P. Bramki
      Eliminacje Ligi Mistrzów
      Eliminacje Ligi Europy
      1 Legia Warszawa Live 37 44 21 10 6 70-31
      2 Jagiellonia Białystok Live 37 42 21 8 8 64-39
      3 Lech Poznań Live 37 42 20 9 8 62-29
      4 Lechia Gdańsk Live 37 42 20 8 9 57-37
      5 Korona Kielce Live 37 28 14 5 18 47-65
      6 Wisła Kraków Live 37 26 14 6 17 54-57
      7 Pogoń Szczecin Live 37 25 11 13 13 51-54
      8 Bruk-Bet Termalica Nieciecza Live 37 25 13 7 17 35-55
      Lp. Drużyna M. Pkt. Z. R. P. Bramki
      Spadek do 1. ligi
      1 Zagłębie Lubin Live 37 34 14 11 12 51-45
      2 Piast Gliwice Live 37 31 12 10 15 45-54
      3 Śląsk Wrocław Live 37 29 12 10 15 49-52
      4 Wisła Płock Live 37 28 12 11 14 49-57
      5 Arka Gdynia Live 37 24 10 9 18 44-60
      6 Cracovia Live 37 24 8 15 14 45-52
      7 Górnik Łęczna Live 37 22 9 10 18 47-63
      8 Ruch Chorzów Live 37 19 10 8 19 42-62
      Lp. Drużyna M. Pkt. Z. R. P. Bramki
      Awans do grupy mistrzowskiej
      Miejsce w grupie spadkowej
      Ruch Chorzów został ukarany odjęciem czterech punktów za zaległości finansowe
      1 Legia Warszawa Live 37 73 21 10 6 70-31
      2 Jagiellonia Białystok Live 37 71 21 8 8 64-39
      3 Lech Poznań Live 37 69 20 9 8 62-29
      4 Lechia Gdańsk Live 37 68 20 8 9 57-37
      5 Zagłębie Lubin Live 37 53 14 11 12 51-45
      6 Wisła Kraków Live 37 48 14 6 17 54-57
      7 Korona Kielce Live 37 47 14 5 18 47-65
      8 Wisła Płock Live 37 47 12 11 14 49-57
      9 Pogoń Szczecin Live 37 46 11 13 13 51-54
      10 Śląsk Wrocław Live 37 46 12 10 15 49-52
      11 Piast Gliwice Live 37 46 12 10 15 45-54
      12 Bruk-Bet Termalica Nieciecza Live 37 46 13 7 17 35-55
      13 Cracovia Live 37 39 8 15 14 45-52
      14 Arka Gdynia Live 37 39 10 9 18 44-60
      15 Ruch Chorzów Live 37 38 10 8 19 42-62
      16 Górnik Łęczna Live 37 37 9 10 18 47-63

      Gry On Line - Zagraj Reklama

      Zapowiedzi meczów - gdzie oglądać