Europosłowie, zapraszam

    Europosłowie, zapraszam

    Marek Twaróg, redaktor naczelny

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    O ile rozumiem kandydatów na fotel prezydenta państwa, którzy jak jeden mąż zaprzeczają, że kampanii wyborczej jeszcze nie rozpoczęli (bo boją się, że spalą się za wcześnie), o tyle nie jestem w stanie pojąć, dlaczego w ten sam sposób odżegnują się od kampanii kandydaci w wyborach do Parlamentu Europejskiego.
    Powinno im bowiem przede wszystkim zależeć na tym, by o przyszłorocznych, czerwcowych wyborach było głośno.

    Frekwencja z 2004 roku - zaledwie dwudziestoprocentowa - była tak zawstydzająco niska, że teraz wszyscy europosłowie, którzy starają się o reelekcję, powinni obowiązkowo zadbać o to, by wśród Polaków zwiększyć zainteresowanie działalnością izby. Już dawno powinni prowadzić kampanię - zapewne z pożytkiem dla siebie (w tym wypadku trudniej się spalić i znudzić wyborcom), jak i dla samej idei demokracji na poziomie unijnym.

    Idei, która w naszym kraju (niestety w innych krajach jest tylko trochę lepiej) wciąż nie znajduje zrozumienia. Obecni europosłowie mogą sobie to zaliczyć do porażek mijającej powoli kadencji.
    To zastanawiające, bo w tej chwili w Strasburgu czy Brukseli mamy naprawdę dobrą reprezentację. Nawet po śmierci Bronisława Geremka w polskim klubie mamy posłów, wobec których europejscy koledzy nie przechodzą obojętnie. Jacek Saryusz-Wolski, Jerzy Buzek, Janusz Lewandowski, Jan Olbrycht, Jan Kułakowski - to wybitni przedstawiciele niezłej polskiej ekipy.

    W niej są też Dolnoślązacy - Jacek Protasiewicz, Konrad Szymański czy Lidia Geringer de Oedenberg na pewno nie należą do tych posłów, których programowo nie warto słuchać (a proszę mi wierzyć, że takich jest w PE sporo). Swoje zdanie dobrze akcentują też Ryszard Czarnecki i Józef Pinior. Dlaczego ludzie, którzy świetnie umieją przemawiać i argumentować, dobrze wypadają w telewizji, mają wiedzę o polityce krajowej i międzynarodowej, przez cztery lata nie potrafili nawiązać ze swoimi wyborcami dostatecznego kontaktu?

    Nie potrafili przekonać, że Parlament Europejski to nie tylko salon zajmujący się krzywizną banana, ale setki aktów prawnych, które bezpośrednio wpływają na nasze życie. Co ja mówię - nie potrafili nawet przebić się z informacją, że już teraz ogromna część prawa, które u nas obowiązuje, tworzone jest na poziomie unijnym, a nie w Polsce.

    Pewnie posłowie wskażą winnych: media. Media, które bardziej interesuje brak samolotu do Brukseli dla głowy państwa niż dyskutowany we wszystkich instytucjach unijnych pakiet klimatyczny z jego poważnymi konsekwencjami dla przeciętnego Kowalskiego. Ja jednak odbiję piłeczkę: obowiązkiem posłów jest takie prezentowanie spraw, którymi się zajmują, by wykazać ich ważność, nośność, atrakcyjność. Zamiast tego na ogół słyszę z ich ust kuluarowe smaczki albo opowieści o pysznych mulach w Brukseli czy doskonałych szparagach w Strasburgu. Mam wrażenie, że często tylko dzięki uporowi dziennikarzy co jakiś czas do mediów trafia informacja o ważnej debacie w PE.

    Zapraszam zatem czołowych polskich europosłów - wśród nich, wiem to doskonale, są dolnośląscy eurodeputowani - na nasze łamy. Przekonajcie Czytelników, że warto, by na czerwcowe wybory poszło więcej niż tylko 20 procent uprawnionych.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama