Ojciec zgotował im w domu piekło

    Ojciec zgotował im w domu piekło

    Katarzyna Wilk

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Najpierw tato zatykał jej usta, żeby nie krzyczała. Potem gwałcił. Znosiła to przez lata. Dopiero ze strachu, że to samo, co ją, spotka jej młodszą siostrę, coś w niej pękło. Opowiedziała o koszmarze.
    Zza drzwi zaniedbanego gospodarstwa w Ocicach, koło Bolesławca wyłania się postać młodej kobiety. To 20-letnia Sandra, która przeszła gehennę w rodzinnym domu, domu, który powinien być oazą bezpieczeństwa i spokoju. Widać potworny smutek w jej niebieskich oczach. Sama unika wzroku innych ludzi, jakby ciągle się bała, że zaraz do domu wróci ojciec po kilku głębszych i znowu "to" jej zrobi.

    Za chwilę jakby pogodnieje, bo przecież ojca zabrała policja. Siedzi w areszcie i już nic nie może jej zrobić. Teraz Sandra może spać spokojnie. Ale o sen nie jest łatwo. Nie po kilku latach koszmaru, który przeszła. O złych czasach mówi niechętnie.

    - Chcę o tym jak najszybciej zapomnieć - wyrzuca z siebie, odwracając głowę.
    Odważyła się na wstrząsające wyznanie, bo chciała ochronić młodszą siostrę.

    Po tym, jak się wyprowadziła, w jej rodzinnym domu została 14-latka, która mogła stać się kolejną ofiarą ojca kazirodcy. Obawiała się, bo tak właśnie było w jej przypadku. Gdy z domu wyprowadziła się najstarsza z sióstr, to na Sandrę ojciec przeniósł swoje chore żądze.
    - Nie mogłam pozwolić, by tak samo, jak nas, krzywdził moją malutką siostrzyczkę - mówi stanowczo. - Ona tego nie rozumie. Ma mi za złe, że ojciec przeze mnie trafił do więzienia. Ale wierzę, że kiedyś to doceni - dodaje, nerwowo stąpając z nogi na nogę.

    Sandra nie jest ani ładna, ani brzydka. Farbowane blond włosy spadają luźno na ramiona. Dziewczyna z trudem wraca pamięcią do traumatycznych przeżyć.
    - Za każdym razem zakrywał mi usta, żebym nie krzyczała - z bólem wspomina. - Zawsze, gdy to robił, byliśmy sami, żeby nikt przypadkiem się nie dowiedział. Straszył, że jak komuś pisnę słówko, zrobi krzywdę i mi, i bliskim. Bałam się go - dodaje.

    Teraz najważniejsze jest dla niej, aby dziecko, które w sobie nosi, urodziło się zdrowe. Sandra jest w 6. miesiącu ciąży ze swoim byłym narzeczonym. Los jej nie oszczędza. Chłopak odwrócił się od niej. Nie interesuje go, czy z dzieckiem wszystko dobrze i jak ona sobie radzi w tak trudnej sytuacji.

    W strachu żyła nie tylko gwałcona córka, ale cała rodzina. Bolesławiecka Prokuratura Rejonowa postawiła Andrzejowi H., obok zarzutów wykorzystywania seksualnego i gwałtów dwóch córek, także psychiczne i fizyczne znęcanie się nad rodziną. Do molestowania dziewczynek dochodziło jeszcze wtedy, gdy nie miały skończonych 15 lat. Zwyrodnialec nie przyznaje się do winy. Grozi mu od dwóch do dwunastu lat pozbawienia wolności.

    Kiedy po siedmiu latach gehenna wyszła na jaw, babcia gwałconych dziewczyn nie może w to uwierzyć.
    - Skrzywdził całą rodzinę. Nie będzie nam łatwo się pozbierać, ale musimy sobie z tym poradzić - przyznaje Karolina Szal. O zięciu nie ma najlepszego zdania, bo miał się nią na starość opiekować. Za to nawet przepisała na niego całe gospodarstwo, a ten tak jej się odwdzięczył.
    - Lubił wypić i wtedy się awanturował i wszystkich wyzywał - wspomina staruszka.

    Żona Andrzeja H. także zarzeka się, że nie miała pojęcia o tym, że mąż gwałci córki.
    - Gdybym wiedziała, zgłosiłabym to policji - ucina rozmowę na ten temat i tuli pięciomiesięcznego synka. Z Andrzejem H. wychowywała sześcioro dzieci. Tylko on zarabiał na utrzymanie rodziny.
    - Pracował dorywczo. Ostatnio w kamieniołomach. Teraz będzie nam brakować na chleb. Nie ma z czego rat spłacać - opowiada zmartwiona.

    Ludzie z wioski są wstrząśnięci dramatem. Sąsiedzi jednak nie chcą za dużo mówić i wydawać wyroków. Rodzina uchodziła za zamkniętą. Nie utrzymywała z innymi mieszkańcami bliskich kontaktów. Andrzej H. był raczej uprzejmy i niekonfliktowy.
    - Nie mogę o nim złego słowa powiedzieć - mówi jedna z sąsiadek, mieszkająca w pobliżu.

    Sprzedawczyni z wiejskiego sklepu przypomina sobie, że kupował alkohol, ale wyglądał na normalnego człowieka. Niepokojące sygnały nie dochodziły także do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.
    - Rodzina nie żyła w złych warunkach. Ze wsparcia ośrodka pomocy społecznej korzystała tylko doraźnie - zapewnia wójt gminy Bolesławiec Kazimierz Gawron.

    Tragedia gwałconych przez ojca córek spod Bolesławca to kolejna tak szokująca wiadomość. We wrześniu Polskę obiegła historia 21-latki z Siemiatycz, która przez 6 lat była wykorzystywana seksualnie przez ojca. Do pierwszych wymuszonych zbliżeń miało dojść, kiedy miała niespełna 15 lat.

    Według jej zeznań urodziła dwoje dzieci i została przez ojca zmuszona do pozostawienia noworodków w szpitalach. Prokuratura oskarżyła jej ojca, 45-letniego Krzysztofa B., o wielokrotne doprowadzenie córki - z użyciem gróźb i przemocy - do obcowania płciowego. Zwyrodnialcowi grozi 15 lat więzienia.

    Podobna sprawa wstrząsnęła kilka dni potem maleńką wsią Lipiny koło Szczecina. Prokuratura postawiła zarzut kazirodztwa dwóm osobom: ojcu i córce. Z pierwszych ustaleń śledczych wynika bowiem, że kobieta godziła się na współżycie z ojcem, dlatego jej również postawiono zarzut kazirodztwa. W tej rodzinie wychowywała się szóstka dzieci, dwójka z nich pochodziła z kazirodczego związku.

    W październiku wrocławska prokuratura oskarżyła mężczyznę, który przez osiem lat wykorzystywał seksualnie swoją córkę. Dziewczynka ma dziś 15 lat. Jej ojciec 40. Prokuratura zarzuca mężczyźnie pedofilię, gwałty, kazirodztwo oraz pokazywanie dziecku treści pornograficznych.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama