Zawadiackie baby

    Zawadiackie baby

    Eliza Głowicka

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Janina Zima jako pielęgniarka
    1/4
    przejdź do galerii

    Janina Zima jako pielęgniarka ©Tomasz Hołod

    Bez swojego zespołu "Zawadiacy" nie wyobrażają sobie życia. A na wsi lekkie ono nie jest - zawsze jest coś do roboty w gospodarstwie i trzeba wstawać wcześnie rano. Próby są dwa razy w tygodniu, po trzy godziny. Kończą się nieraz po 22. A w domu zawsze jest jeszcze coś do zrobienia. Grzyby nazbierane w lesie trzeba oczyścić, coś ugotować, posprzątać. Ale żadna z kobiet nie żałuje, nie narzeka. Choć za występy nie dostają pieniędzy. Nagrodą są gorące oklaski i uśmiech na twarzach publiczności. No i satysfakcja, że robi się coś fajnego.

    Maria Kozieł chwyta się pod boki i zaczyna żartować sobie z tuszy sołtysa. Zbliża się w końcu wizyta komisarza unijnego, a on taki gruby, że aż wstyd. A wieś chce w końcu dobrze wypaść.
    - O, mój ty sołtysie, odchudzaj się! - śpiewa na znaną melodię "O mój rozmarynie, rozwijaj się". Sołtys wygląda na zawstydzonego. - Ty masz być figurą, a nie waligórą, na dietę czaaas - ciągnie ze swadą. Na szczęście z tuszą Ryszarda Zimy (rzeczywiście przez wiele lat był sołtysem wsi) nie jest tak źle. A piosenka jest fragmentem jednego z widowisk satyrycznych, które zostały przygotowane przed wejściem Polski do Unii Europejskiej. Pani Maria gra w nim sekserkę - czyli fachowca od rozpoznawania płci u kur.

    Godzina 19, poniedziałek. Jak zwykle "Zawadiacy" spotykają się w świetlicy w Zawadzie koło Sycowa. Dziś nie ma Elżbiety Skrobek, która od niedawna pracuje w zakładzie na drugą zmianę. Najpierw obowiązkowe pogaduchy przy kawie i ciastkach. Czasem przy lampce wina. Od tego zaczyna się każda próba. Od pięciu lat, odkąd istnieją.
    - To już stało się tradycją. Umawiamy się, która z nas przygotuje jedzenie, upiecze placek - wyjaśnia Marzena Rogalińska, sołtyska wsi, oczywiście członkini zespołu.
    O, mój ty sołtysie, odchudzaj się! Ty masz być figurą, a nie waligórą, na dietę czaaas!
    Dziś dyżur wypadł na Marię Kozieł i Małgorzatę Oleszczyńską. Dodatkowo Halina Duda przyniosła pyszne sery z krowiego mleka, zrobione własnoręcznie. To jedna z ostatnich prawdziwych rolniczek na wsi, gospodarząca z mężem na dwudziestu hektarach ziemi. Ma też 60 świń, 50 owiec i kilkadziesiąt sztuk bydła.
    - Pracowita jak nikt we wsi. 27 litrów jagód potrafi nazbierać w jeden dzień - chwalą ją koleżanki i koledzy z zespołu.

    Na krowach zna się najlepiej ze wszystkich. I za chwilę zaczyna opowieść o niezwykłej krasuli, co dwie wojny przeżyła, ale daje ajerkoniak, bo jest karmiona zacierem.
    - "Ma lat już wiele, a ciągle na chodzie. Przykład dla bydląt na tym Zachodzie. Co miesiąc daje 100 litrów mleka, wcale nie ryczy i się nie wścieka" - śpiewa czystym głosem, chwaląc się swoją krasulą.
    1 3 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama