Ważne
    Węże dla najgorszych polskich filmów (ZOBACZ)

    Węże dla najgorszych polskich filmów (ZOBACZ)

    Justyna Kościelna

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Węże dla najgorszych polskich filmów (ZOBACZ)

    ©Kino Świat

    To dzięki niemu między Orły, Kaczki i Lwy, przyznawane polskim twórcom filmów, wpełzły w tym roku Węże. Dlaczego krytyk Kamil Śmiałkowski postanowił nagradzać najgorsze filmy roku?
    Węże dla najgorszych polskich filmów (ZOBACZ)

    ©Kino Świat

    Justyna Kościelna: Weź Nataszę Urbańską, każ jej całować Borysa Szyca, a później strzelać z karabinu maszynowego. Dołóż Jana Frycza w różowej sukience. Wszystkich wyślij na wyjazd integracyjny, a za kamerą postaw Cezarego Pazurę. Tak mniej więcej brzmiałby przepis na najbardziej żenujący film roku?

    Kamil Śmiałkowski: Hm, myślę, że to wcale nie takie proste. Ze złym filmem jest trochę tak, jak z dobrym - ciężko go zrobić. Z tej układanki, którą pani wymieniła, można by stworzyć kawał dobrego kina.

    Złość na polskich twórców, wrodzone poczucie złośliwości, protest przeciwko miernocie panującej w polskim kinie - co sprawiło, że wymyślił Pan Węże - wzorowane na amerykańskich Złotych Malinach antynagrody dla najgorszych filmów roku?

    Faktycznie, trochę złośliwości w tym było, ale Węże to przede wszystkim niezgoda na hucpę, jaka panuje po tej stronie kinematografii. Z jednej strony mamy wspaniałe filmy nominowane do Oscara, z drugiej sporo gniotów reklamowanych jako genialnie rozrywkowe, które z rozrywką niewiele mają wspólnego i za które musimy się wstydzić. Analogiczne produkcje, na przykład w Stanach Zjednoczonych czy Francji, też bywają wulgarne i niesmaczne, ale przynajmniej są robione zgodnie z kanonami i fajnie się je ogląda. Przykład? "Borat" - owszem, momentami żenujący, ale jednocześnie dobry, zabawny, chce się go zobaczyć do końca.

    Czyli Węże to nie tylko zabawa w wybieranie kiepskich filmów?

    Oczywiście, chcielibyśmy, żeby nasze nagrody dały twórcom do myślenia. Ale nie mamy złudzeń - w dzisiejszych czasach głos krytyka nie ma takiej mocy, jak kiedyś. Wiemy też, że tysiące osób nie zgadzają się z naszym werdyktem, twierdząc, że świetnie się w kinie na wymienianych przez nas filmach bawili. I my tego nie negujemy. Rozumiemy, że są osoby, które nie widzą różnicy między "Kac Vegas" a "Kac Wawą".

    Długo namawiał Pan kolegów po fachu, by się przyłączyli do tej inicjatywy?

    Nie. Zadzwoniłem do Krzyśka Spora - redaktora naczelnego portalu Stopklatka.pl i Konrada Wągrowskiego z portalu Esensja.pl z pytaniem, co sądzą o tym pomyśle. I czy uda nam się zebrać 5-10 osób z branży, chcących z nami decydować o nominacjach.

    Udało się zebrać, i to znacznie więcej.

    Lekko rzucona śnieżka wywołała lawinę. Dołączyło do nas wiele osób - od znanych krytyków po sympatycznych, młodych blogerów, którzy piszą o kinie. W momencie rozstrzygania pierwszej edycji naszego konkursu nasza Akademia liczyła ok. 60 osób. Nie wszyscy głosowali, tłumacząc, że nie widzieli kompletu nominowanych filmów, ale wszyscy w pełni poparli nasz werdykt.

    Trzeba przyznać - pracę mieliście ciężką. Zobaczyć tyle kiepskich produkcji w ciągu 12 miesięcy, to nie lada wyczyn.

    Łatwo nie było. Ale przecież ktoś musi wykonywać i taką niewdzięczną robotę. A tak poważnie mówiąc, to lubię złe filmy!

    Jaki był najgorszy w Pana karierze?

    Są twórcy, na których zawsze można liczyć - na przykład Jarosław Żamojda. Ale moim ulubionym reżyserem w tej kategorii jest chyba Rafał M. Lipka, autor filmów "Łowcy skór", opartego na słynnej aferze, i "Serce gór". Ta druga produkcja to cudownie nieudolna próba podejścia do fantasy. Oba filmy są dość nowe. Ale patronem Waszej nagrody jest "Klątwa doliny węży" Marka Piestraka z 1987 roku. Złe filmy zawsze były i zawsze będą, to się nie zmieni. Ale teraz - mam wrażenie - to okrzepło i częściej serwuje się nam filmy, które nigdy nie powinny powstać.

    Jakie są główne grzechy polskich twórców? Brakuje im talentu, dobrego smaku, dostają za mało pieniędzy na produkcje?

    Przede wszystkim bardzo brakuje im warsztatu. A aktorom wyczucia - często udział w kiepskiej, ale szeroko reklamowanej produkcji to dla nich szansa zarobienia szybkich i dużych pieniędzy.

    No właśnie, aktorzy. Jak przyjęli Węże? Biedacy, nawet nie mieli jak odebrać swoich statuetek, bo rozstrzygnięcie konkursu zorganizowaliście trochę po partyzancku, publikując film w internecie.

    Spokojnie, damy im taką szansę. Statuetki - wąż na rolce filmowej - właśnie powstają i będą gotowe za miesiąc. Zabieramy je na festiwal do Gdyni, gdzie zorganizujemy konferencję prasową i jeszcze raz wyczytamy zwycięzców. Jestem bardzo ciekawy, czy któryś z nich odważy się odebrać swoje trofeum.

    Z festiwalem gdyńskim nawiązaliście już współpracę, może pora na Polski Instytut Sztuki Filmowej? W końcu im też powinno zależeć na tym, by powstawały u nas tylko dobre filmy.

    Nie do końca widzę pole do takiej współpracy. Być może PISF powinien zerknąć na nasze wyniki i swoich dofinansowań nie przyznawać osobom, które wyróżnimy. Ale my nie ograniczamy się tylko do filmów współprodukowanych przez Instytut i właściwie nie zwracamy uwagi, czy film powstał z państwowych, czy z prywatnych pieniędzy. Dla nas liczy się efekt.
    No tak, nie zawahaliście się podnieść ręki nawet na Jerzego Hoffmana, którego "Bitwa Warszawska" ze znaczkiem PISF zdeklasowała rywali, zgarniając aż pięć nagród. To był demokratyczny wybór członków Akademii. Ale jedna z kategorii, w której zwyciężyła "Bitwa" - najlepszy film w 3D, była humorystycznym spojrzeniem na próby naszej kinematografii nadążenia za światowymi trendami. Tu mógł wygrać tylko film pana Hoffmana, bo był jedynym pretendentem do tytułu.

    Co na to wszystko tzw. branża?

    Informację o Wężach po prostu zignorowała i wyparła. Najlepszym przykładem jest strona filmpolski.pl - najpierw poinformowała o nominacjach. Potem, jak napisali - po licznych zapytaniach - dołączyła do tej wiadomości listę naszej Akademii, zresztą - w wielu przypadkach figurujących w bazie serwisu jako autorzy różnych tekstów o polskim kinie. Ale kiedy ogłosiliśmy werdykt, nie tylko nie poinformowano o tym czytelników, ale i usunięto wcześniejszą informację o kandydatach do tytułu. Pewnie też w efekcie "licznych zapytań".

    W przyszłym roku na pewno będzie lepiej. Bo rozumiem, że Węże w 2013 roku wypełzną ponownie?

    Oczywiście. Chcemy organizować konkurs co roku.

    Szkoda tylko, że zwycięzca w kategorii Najgorszy Film 2012 roku jest już znany.

    Myśli pani o "Kac Wawie"? Spokojnie, nie docenia pani polskiego kina. Być może powstanie coś gorszego, polscy reżyserzy to twardzi zawodnicy. Bardzo w nich wierzę!

    P.S.
    "Branża" jednak zareagowała! Chwilę po zakończeniu naszej rozmowy pomysłodawcy Węży dowiedzieli się o liście, jaki wystosował do nich Sławomir Idziak, autor zdjęć do "1920 Bitwy Warszawskiej". Idziak napisał m.in.: "Szanowana Akademio, mam pomysł, aby waszą akcję uczynić jeszcze bardziej skuteczną. Proponuję wasze wężowe logo opatrzyć sloganem reklamowym: »Tylko świnie siedzą na polskim filmie w kinie«". Operator uznał nagrodę za "Czarny PR", który szkodzi polskiemu kinu. Dziwił się, że inicjatywę poparł Michał Chaciński, szef gdyńskiego festiwalu, i zaproponował wszystkim dyskusję podczas majowego święta kina. Idziak zarzucił też członkom Akademii nieznajomość gramatyki filmowej, a fakt przyznania aż trzech Węży debiutującej na dużym ekranie Nataszy Urbańskiej opisał jako "obrzucanie błotem". Twórcy Węży odpowiedzieli na Facebooku, pisząc m.in.: "Polska kinematografia ma się nieźle. I z roku na rok coraz lepiej. Zarówno merytorycznie, jak i frekwencyjnie w kinach. Więc powtarzane od lat argumenty, żeby w żaden sposób nie krytykować, bo zgasimy ten ledwo tlący się płomyczek, są już trochę nieaktualne. (...) Film to produkt. I jak produkt należy go oceniać. Bez ciągle powtarzanych w wypowiedziach twórców »okoliczności dodatkowych«. Że to debiutantka, a tam był słaby projektor. To naprawdę nie jest problem widza czy krytyka".

    Twórcy "Bitwy Warszawskiej" nie muszą się martwić - z pięcioma Wężami na koncie i tak nie pobili rekordu. Ten ustanowiły filmy "Showgirls" (1995) i "Bitwa o Ziemię" (2000), które zgarnęły aż 7 Złotych Malin, czyli amerykańskich nagród za najgorsze filmy roku. Maliny mają bogatą historię - po raz pierwszy przyznano je w 1981 roku. Pomysłodawcy nagród długo musieli czekać na pierwszego śmiałka, który odbierze statuetkę. W 1996 roku zrobił to reżyser "Showgirls" Paul Verhoeven. Pięć lat później dystans do siebie i swojej twórczości pokazał Tom Green, reżyser i aktor "Luźnego gościa", który pokonał konkurentów w pięciu kategoriach. Po Malinę zgłosiły się też piękne panie - Halle Berry w 2004 r. za rolę Kobiety-Kota oraz Sandra Bullock w 2009 r. (za film "Wszystko o Stevenie" dla najgorszej aktorki i z Bradleyem Cooperem dla najgorszej ekranowej pary). Dzień później Bullock triumfowała na serio - dostała Oscara za film "Wielki Mike. The Blind Side". Polski odpowiednik Malin - Wąż - dopiero rozpoczyna swoją karierę. Na razie jest skromnym kuzynem z dalekiej Polski. Ale o wielkich ambicjach. Być może w przyszłym roku organizatorzy dorzucą kilka nowych kategorii, m.in. najgorszy product placement (czyli lokowanie produktu). Na razie Węża można dostać za: najgorszy film (w tym roku "Wyjazd integracyjny"), najgorszy film 3D ("Bitwa Warszawska"), najgorszego aktora (Paweł Małaszyński, "Weekend'), najgorszą aktorkę (Natasza Urbańska, "Bitwa..."), najgorszy duet na ekranie (Natasza Urbańska i Borys Szyc, "Bitwa..."), reżyserię (Cezary Pazura, "Weekend"), scenariusz (Jerzy Hoffman, Jarosław Sokół, "Bitwa..."), komedię, która nie śmieszy ("Weekend"), żenującą scenę (Natasza Urbańska strzelają-ca z karabinu w "Bitwie..."), występ poniżej godności (Jan Frycz w różowej sukience, "Wyjazd..."), plakat ("Cudowne lato"). Polscy twórcy mają szansę nie tylko na Węża - krytycy filmowi związani z programem TVP "Weekendowy Magazyn Filmowy" przyznali ostatnio Złotego Pawia za najgorszy film dekady. Wygrał "Kac Wawa".

    Czytaj także

      Komentarze (5)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Gdy wybieram się do kina

      z (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 51 / 39

      zawsze czytam opinię zawodowego krytyka. Idę na ten wilm gdzie ocena jest negatywna. I muszę powiedzieć, że zawsze dobrze na tym wychodzę!!

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Kamil Śmiałkowski?

      and (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 33 / 32

      Co to za pajac, który obraża innych. Kto go upoważnił do nadawania gupich nagród. Samozwaniec???

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      krytycy

      nikt (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 77 / 54

      Przypomina mi się niejaki Piróg. Ubiera się jak kupa gówna a zwie się kreatorem mody. To on ocenia czy ktoś jest gruby czy chudy, dobrze ubrany czy nie. A ja jak na niego patrzę to zastanawiam się...rozwiń całość

      Przypomina mi się niejaki Piróg. Ubiera się jak kupa gówna a zwie się kreatorem mody. To on ocenia czy ktoś jest gruby czy chudy, dobrze ubrany czy nie. A ja jak na niego patrzę to zastanawiam się z którego gówna się właśnie wydostał i jak musi mieć nasrane we łbie żeby tak ubranym wyjść na miasto. Tak samo jest z krytykami kina, weźmy takiego Raczka. Siedzi całe życie przed telewizorkiem, w d**** był gówno widział, a wypowiada się na temat "Wyjazdu Integracyjnego" :) Przecież nie pracując nigdy w korporacji nie ma się pojecia o tekstach które tam padają. Ja osobiście z********** ubawiłem się oglądając Wyjazd, Wojna 1920 może nie powaliła mnie na kolana ale fajnie było sobie przypomnieć trochę historii i całkiem przyjemne dla oka było obejrzenie czegoś innego od wychwalanych pod niebiosa "dzieł" Wajdy na które to za moich czasów ciągnięto dzieci ze szkoły bo nikt tego nie chciał tego chłamu oglądać a krytycy się zachwycali. Reasumując : może nie jestem na tyle odważny żeby sobie nawpierdzielać kolczyków w każdy narząd i zwać się krytykiem mody, nie jestem znawcą kina czy też właścicielem portalu zajmującego się krytyką, ale cieszę się z tego bo przynajmniej wiem że nie mam wysrane na tyle w głowie aby poniżać i krytykować kogoś kto coś robi samemu nie robiąc nic. Sram na was panowie "krytycy" i na wasze opinie. Zostało mi jeszcze obejrzeć "Weekend" i Kac Wawa :) Myślę że ubawię się jak nigdy:) ale może to tylko ja jestem nienormalny i heteroseksualny?zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      zyom

      kibic (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 37 / 29

      zyd zawrze bedzie hwalony w polsce bo bedziesz wywrotowcem

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      :-(

      tom (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 55 / 44

      Po przeczytani "textu" jestem już pewien, że się ubawisz. I to po pachy, albo jeszcze lepiej !

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecane

      Wideo