Jak wrocławianie korumpowali pracownika NBP

    Jak wrocławianie korumpowali pracownika NBP

    Marcin Rybak

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Urzędnik z NBP w korupcyjny układ wciągnął syna, synową i trójkę ich znajomych

    Urzędnik z NBP w korupcyjny układ wciągnął syna, synową i trójkę ich znajomych ©Janusz Wójtowicz

    W kwietniu przed warszawskim sądem stanąć ma dwóch wrocławskich przedsiębiorców i były pracownik Narodowego Banku Polskiego. Są oskarżeni o korupcję i ustawianie przetargu.
    Urzędnik z NBP w korupcyjny układ wciągnął syna, synową i trójkę ich znajomych

    Urzędnik z NBP w korupcyjny układ wciągnął syna, synową i trójkę ich znajomych ©Janusz Wójtowicz

    Biznesmeni płacili, a urzędnik brał. W zamian załatwiał zlecenia na serwis i dostawy do NBP urządzeń i systemów telefonicznych. W branie łapówek wciągnął swojego syna, synową i ich znajomych. Proceder trwał od 2001 aż do końca 2008 roku.

    To ustalenia śledztwa prowadzonego przez Centralne Biuro Antykorupcyjne i wrocławską Prokuraturę Okręgową. Akt oskarżenia w tej sprawie wysłano do sądu już w 2009 roku. Proces ma się zacząć dopiero teraz. Główne dowody to podsłuchane rozmowy telefoniczne i zeznania "skruszonego" przedsiębiorcy.

    Dla agentów CBA sprawa zaczęła się w sierpniu 2008 roku. Wtedy do Biura zgłosił się biznesmen Radosław D., były wspólnik jednej z wrocławskich firm zamieszanych w całą sprawę. Jego doniesienie to efekt konfliktu z biznesowym partnerem. Ich firma się rozpadła. Dawny kolega założył nową, z innym wspólnikiem.

    Radosław D. zeznał, że od 2001 do 2005 roku on i jego ówczesny partner biznesowy korumpowali Jana L., wysoko postawionego pracownika Departamentu Informatyki NBP. Dzięki temu, że sam się zgłosił i ujawnił korupcję, Radosław D. nie jest dziś oskarżonym, tylko świadkiem oskarżenia.

    Przekonywał , że nowa firma, którą założył jego były wspólnik, przejęła korupcyjne układy w banku. Biuro postanowiło sprawdzić te rewelacje. Założono podsłuchy pracownikowi NBP Janowi L. i rzekomym łapówkodawcom. Dzięki temu, podejrzenia się potwierdziły. Z ustaleń śledztwa wynika, że urzędnik z NBP przez siedem lat dostał przeszło 300 tysięcy złotych.

    Zaczęło się, gdy wrocławska spółka, której właścicielami byli Radosław D. i Krzysztof M., wygrała przetarg na serwisowanie i dostawy sprzętu telekomunikacyjnego do NBP. Wrocławianie - przy okazji realizacji kontraktu - poznali się bliżej z Janem L., głównym specjalistą w Departamencie Informatyki Narodowego Banku Polskiego. Zaczęły się prywatne spotkania, kolacje w eleganckich restauracjach. Wreszcie zaproponowali urzędnikowi, że będą mu płacić łapówki, jeśli pomoże im wygrać kolejne przetargi. Zgodził się.

    Jan L. wciągnął do gry swojego syna i jego narzeczoną, a później żonę. Oni z kolei poprosili o pomoc swoich znajomych.
    Wrocławska firma podpisywała lewe umowy-zlecenia z osobami wskazanymi przez syna i synową urzędnika. Płaciła im za fikcyjne usługi. Ci zaś przekazywali pieniądze rodzinie L. Tak łapówki docierały do głównego specjalisty w Narodowym Banku Polskim.

    W 2005 r. system się zaciął, bo spółka Radosława D., dziś głównego świadka oskarżenia, i Krzysztofa M. - dziś jednego z oskarżonych - rozpadła się. Krzysztof zawiązał nową firmę. Jego partnerem biznesowym został warszawski menedżer Tomasz F.
    W 2008 roku - po zeznaniach Radosława D. - CBA założyło podsłuchy Krzysztofowi M., Tomaszowi F. i Janowi L.

    Nagrania ujawniły, jak od sierpnia do grudnia 2008 r. manipulowano przetargiem na prace warte przeszło milion złotych. Chodziło o "konsolidację systemu telekomunikacyjnego" banku. Warunki udziału w przetargu ułożono tak, żeby jak najbardziej pasowały wrocławskiej firmie. Wykorzystano też tzw. zająca: żeby uniknąć podejrzeń o ustawienie przetargu, zaangażowano fikcyjnego konkurenta. Pewna warszawska firma złożyła swoją ofertę, ale znacznie gorszą od tej, która miała wygrać. Dodatkowo, zawierała ona błąd. Gdy NBP wezwał oferenta do jego usunięcia, nie otrzymał odpowiedzi. Fikcyjnego konkurenta wykluczono więc z przetargu, zaś Jan L. skasował kolejną łapówkę.

    W 2009 roku zaczęły się zatrzymania. Niewiele później NBP wyrzucił z pracy skorumpowanego urzędnika i zerwał kontakty z firmą z Wrocławia. Janowi L. może grozić 10 lat więzienia.

    Czytaj także

      Komentarze (3)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Bank powinien pracownikowi więcej płacić

      Radek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      przez 7 lat 300000 pln? Co to za łapówki? Pewnie prezes nbp dostaje droższe prezenty jak jest na oficjalnych spotkaniach.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      A jakie to firmy ?

      z (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 12 / 8

      O jakie firmy to chodzi, wie ktoś ?

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      hi hi,

      aws (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 8 / 8

      jak się biznesmenowi kasa skończyła za lewe zlecenia to donos złożył, ale wcześniej kilka lat mu nie przeszkadzało że kradnie...

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama