Polski policjant szkolił komandosów Kaddafiego? Tak wynika z informacji uzyskanych przez dziennikarzy portalu GazetaWrocławska.pl. Funkcjonariusz zaprzecza. Jak ustaliliśmy, Libijczyków szkolić mieli też trzej byli wrocławscy policjanci.
Czy polski policjant - bez wiedzy przełożonych - pojechał do Libii szkolić żołnierzy dawnego dyktatora Muammara Kaddafiego?
Wyjazd ekipy polskich instruktorów zorganizował wiosną 2010 roku Andrzej Bryl, wrocławski przedsiębiorca, właściciel m.in. agencji ochrony Delta Security a także twórca i właściciel Europejskiej Akademii Ochrony.
- Jednym z instruktorów w Libii był funkcjonariusz policji - twierdzi dwóch naszych informatorów niezależnie od siebie.
- Miałem propozycję ale nie pojechałem. Można to sprawdzić. Byłem w tym czasie w służbie - zapewnia funkcjonariusz, do którego dotarliśmy. - Nie dogadałem się finansowo. Poza tym, na przeszkodzie stanęły obowiązki zawodowe.
- Informował pan przełożonych o ofercie wyjazdu do Libii? - dopytujemy funkcjonariusza.
- Nie, bo był to wyjazd oficjalny. Wiedziała o tym m.in. ambasada polska w Trypolisie - przekonuje. Polski MSZ tej informacji zdecydowanie zaprzecza.
- On się nie krył z tym, że był w Libii - opowiada nam tymczasem kolega funkcjonariusza, rzekomo zaangażowanego w szkolenie libijskich sił specjalnych.
Organizator wyjazdu - Andrzej Bryl - nie chce mówić, jacy instruktorzy z Polski pojechali do Libii. Niejasno też wypowiada się o swojej roli w zawarciu kontraktu.
Wiemy nieoficjalnie, że w grupie ekspertów byli emerytowani żołnierze jednostki GROM a także kilku byłych funkcjonariuszy wrocławskiej policji. Wśród nich dwaj emerytowani antyterroryści.
Jeden z nich to Krzysztof K. - były żołnierz a później policjant, absolwent wrocławskiej szkoły oficerskiej. Na początku lat 90.
dowodził jednostką antyterrorystyczną wrocławskiej policji.
W marcu 1996 roku jego podwładni napadli na klub nocny "Reduta" przy ul. Piotra Skargi w centrum Wrocławia. Z ustaleń późniejszego śledztwa wynikało, że rozkaz wydał właśnie Krzysztof K. Dziś jest emerytem.
Według naszych informacji w Libii było też co najmniej dwóch innych emerytowanych wrocławskich policjantów: były antyterrorysta oraz były funkcjonariusz wrocławskiego wydziału Centralnego Biura Śledczego świetnie znający język arabski. Zabrano też cywila, rajdowego kierowcę, który prowadził zajęcia z jazdy samochodem.
- Nie będę rozmawiał o tym przez telefon - ucina pytania rajdowiec. - Wyjazd zorganizował Bryl, proszę jego pytać - mówi były dowódca wrocławskich komandosów Krzysztof K.
Andrzej Bryl przekonuje, że on sam kontraktu z Libijczykami nie podpisywał, nie był stroną projektu ani bezpośrednim wykonawcą. Zna jednak bardzo wiele szczegółów.
- Szkolono - jak mówi - libijski odpowiednik naszego Biura Ochrony Rządu. Przekonuje, że udział polskich ekspertów w szkoleniu libijskich sił specjalnych to wielki sukces.
Projekt - do którego zaangażowano ekspertów z Polski - nazywał się Close Protection. Według Andrzeja Bryla, projekt charakter międzynarodowy. Przed ekspertami z Polski w Libii mieli gościć specjaliści z Włoch, Francji i Niemiec.
- Stał się udziałem polskich ekspertów za sprawą wygranego przetargu - informuje wrocławski przedsiębiorca. - Szkoda, że ten niewątpliwy sukces postrzega się "po naszemu", czyli po polsku, jako sensację - dodaje.
Bryl przypomina, że projekt realizowano w okresie bardzo bliskiej współpracy Libii z krajami Unii Europejskiej i NATO.
Na pytanie o to czy jakakolwiek polska instytucja państwowa wiedziała o zaangażowaniu polskich ekspertów wojskowych w szkoleniu libijskich żołnierzy, Andrzej Bryl odpowiada: - Mogę zapewnić, że zachowana została pełna, wymagana dla tej sprawy, transparentność.
Komentarz Ministerstwa Spraw Zagranicznych: "MSZ nie posiada wiedzy na temat zaangażowania obywateli polskich w szkoleniu libijskich sił rządowych lub ochronnych w latach 2009 i 2010. W opinii MSZ obywatele polscy, angażujący się w podobne przedsięwzięcia poza Polską, powinni we własnym interesie informować o swoich planach właściwe polskie placówki
dyplomatyczno - konsularne".
W przesłanym nam oświadczeniu MSZ dodaje, że polscy obywatele powinni takie informacje przekazywać we własnym interesie by "uniknąć sytuacji, w których ich działania mogłyby okazać się sprzeczne z polską racją stanu i narazić ich na ewentualną odpowiedzialność z tego tytułu".