Gazeta Wrocławska » Fakty24 » Prof. Wiszniewski: Leczmy nasze uczelnie. I to szybko

Prof. Wiszniewski: Leczmy nasze uczelnie. I to szybko

Data dodania: 2012-02-11 14:37:34 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2012-02-12 13:23:24

Gazeta Wrocławska

Hanna Wieczorek

87KomentarzyPrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Prof. Wiszniewski: Leczmy nasze uczelnie. I to szybko

(© Andrzej Łuc)

O kondycji wrocławskich uczelni, rankingach i pieniądzach z prof. Andrzejem Wiszniewskim, byłym ministrem nauki, rozmawia Hanna Wieczorek

Wrocławskie uczelnie nie najlepiej wypadają w rankingach...
- To, delikatnie mówiąc, powiedziane przez kwiatek. Moim zdaniem wypadają źle! Oczywiście, można by tu dodać, jako pewną okoliczność łagodzącą, że żadna polska uczelnia nie wypada dobrze w międzynarodowych zestawieniach. Ranking, o którym pisała "Gazeta Wrocławska", dotyczący obecności uczelni w internecie, jest niedobry, ale nie jest aż tak zły. Bowiem na ponad 20 tysięcy sprawdzanych uczelni Politechnika Wrocławska znalazła się bodaj na tysięcznym. Można więc powiedzieć, że mieści się w górnych pięciu procentach najlepszych uczelni.

Czyli nie jest źle?
- Ja tak mówię, żeby się pocieszyć.
∨ Czytaj dalej
Tym bardziej że to właśnie zestawienie nie jest do końca miarodajne. Obecność w sieci nie jest najważniejszym wyznacznikiem osiągnięć akademickich. A w najbardziej liczących się rankingach - szanghajskim, QS i "The Times" - jest dużo gorzej, jeśli chodzi o polskie uczelnie.

Nie ma w Polsce uczelni, która ma dobre notowania na świecie?
- Jedynie dwa polskie uniwersytety zostały w nich zauważone. Mówię tu o Uniwersytecie Warszawskim i Uniwersytecie Jagiellońskim. Ale to też jest niezbyt chwalebne miejsce, bo to czwarta setka uczelni, które "The Times" brał pod uwagę.

Jak można to zmienić?
- Myślę, że warto byłoby o tym podyskutować w szerszym gronie. Mam propozycję dla "Gazety Wrocławskiej" - przeprowadźcie debatę na ten temat. Chętnie posłuchałbym, co mają do powiedzenia moi koledzy. Może wspólnie udałoby się naszemu środowisku naukowemu znaleźć jakąś receptę na ten stan rzeczy. Obawiam się, że wielu z nich może bagatelizować rankingi i ich rolę w postrzeganiu uczelni wyższych. Bo przecież "to tylko medialny szum". Ale to nie całkiem tak, ponieważ świadczą one o popularności danej szkoły wyższej na świecie i w efekcie rzutują na finansowanie, na to, ilu studentów zagranicznych do nas przyjdzie. My nie możemy więc powiedzieć, że nas to zupełnie nie interesuje.

Ale jakie Pana zdaniem są przyczyny tego stanu rzeczy? Płacimy frycowe za lata PRL-u?
- Na pewno nie ma jednej przyczyny. Byłoby świetnie, gdyby w grę wchodziła tylko jedna. Wystarczyłoby ją usunąć i od razu podskoczylibyśmy w notowaniach co najmniej o 100 punktów. Niestety, przyczyn jest cały szereg. Pierwsza z nich to umasowienie szkolnictwa wyższego. Dzisiaj w Polsce liczba studentów ociera się o dwa miliony! To pięć razy więcej niż 20 lat temu. Ilość przechodzi w bylejakość. Jeden z moich znajomych z Politechniki, pan prof. Galar, bardzo inteligentny człowiek, powiedział kiedyś, że nasze kształcenie nie jest wyższe, a dłuższe. To jest gorzka konstatacja, ale w dużej mierze prawdziwa.

A inne powody?
- Bardzo niski poziom kształcenia średniego. Poza tym my, naukowcy w Polsce dopingowani do pracy badawczej - rozliczanej przede wszystkim w systemie publikowania artykułów z listy filadelfijskiej - w tym natłoku studentów także nie kształcimy młodych ludzi, tak jak powinni być uczeni. Pewnie tę listę można byłoby długo jeszcze ciągnąć...

Nie mówi Pan nic o pieniądzach. Czy ich brak nie jest podstawową barierą rozwoju wyższych uczelni?

- To jedno z chętnie powtarzanych usprawiedliwień. Oczywiście, pieniądze są ważne i ich brak dotkliwie wpływa na kondycję uczelni. Jednak nie jest główną barierą rozwoju. Ostatnio zrobiliśmy krok w dobrym kierunku, ograniczając wielozatrudnienie naukowców. Bo proszę mi wierzyć, naukowiec zatrudniony na kilkunastu etatach jest tak zagoniony i zmęczony, że nie ma siły na pracę badawczą i dydaktykę. Kiedy słyszę, że jakiś profesor prowadzi 150 prac magisterskich, łza mi się kręci w oku. On przecież nawet może nie znać twarzy swoich magistrantów. Pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze. Dlatego sądzę, że Wrocław, zamiast toczyć boje o EIT+, dyskutować, czy warto było wydawać pieniądze na Pracze Odrzańskie (które to środki mogłyby skutecznie wesprzeć istniejące uczelnie), powinien zastanowić się, co zrobić, żeby nasze uczelnie były lepiej postrzegane. Uważam, że tutaj dużą rolę do odegrania mają media.

Odnoszę wrażenie, że większość uczelni stanęła w miejscu. Nie ma pomysłu na rozwój.
- Uważam, że szkolnictwo wyższe jest tym obszarem, który najmniej się zmienił od czasu PRL-u. To jest w dużej mierze skansen PRL-u. Niestety, pomysły na zmianę bardziej mnie smucą, niż cieszą. Jedynym, który ostatnio odnotowałem, było powołanie Uniwersytetu Dolnośląskiego skupiającego istniejące już uczelnie. Mnie to nie przekonuje, co mówiłem głośno, narażając się zwolennikom takiego rozwiązania.
Nie mam cudownej recepty, antybiotyku do zaordynowania, który uzdrowi sytuację. Ale coś zrobić trzeba. Bo ręce mi opadają, jak widzę, że uczelnia z Kazachstanu wyprzedza w rankingach wszystkie polskie szkoły wyższe...

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Weryfikacja pracy prowadzących

zgłoś +6 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Paweł (gość), 13.02.12, 13:10:45

Studiowałem na Politechnice Wrocławskiej, z której byłem wysoce niezadowolony ze względu na przerośniętą biurokrację, olewanie studenta i brak zaangażowania prowadzących w zajęcia (poza wyjątkami). Na większości wykładów prowadzący zwyczajnie nawijają co maja powiedzieć, bez zastanowienia jaka wiedza nam będzie potrzebna przyszłości, nie odczuwa się zaangażowania w przedmiot którego uczą ani chęci przekazania nam pożytecznej wiedzy. Obecnie studiuje na najlepszej technicznej uczelni w Portugalii (IST) która przewyższa PWR o epokę albo dwie. Pracy jest znacznie więcej, ale odczuwa się sens zadań jakie dostajemy i ich przydatność w przyszłości. Prowadzący wyraźnie chcą czegoś studenta nauczyć i na wykładach upewniają się zawsze czy wszyscy zrozumieli, dopiero potem lecą dalej. Zawsze mają czas żeby wytłumaczyć niejasności. Na wykładach panuje interakcja, normalna sprawa że studenci zadają pytania, czasem prowadzący zapyta - momentami powstaje dyskusja między studentami a prowadzącymi. Na zakończenie semestru zawsze pytają studentów o odzew, co było ok podczas kursu a co nie. Zastanawiałem się skąd się bierze takie zaangażowanie portugalskich profesorów w naukę? może więcej zarabiają, mają mniej zajęć (więcej czasu) albo mają po prostu taką mentalność? niekoniecznie; rozwiązanie jakie zastosowała moja uczelnia jest dość proste: prowadzący są weryfikowani z ich pracy na koniec każdego semestru. Każdy student wypełnia złożoną ankietę na temat przedmiotu oraz prowadzącego z którym miał zajęcia. Pojawiają się w niej pytania, jak bardzo prowadzący był zaangażowany w przedmiot, czy miał czas wyjaśniać niejasności studentowi, czy kurs motywował do pracy w grupie, do samodzielnego zgłębiania tematu, czy pokazywał praktyczne zastosowanie zdobywanej wiedzy, jak dużo czasu student musiał poświęcić na pracę nad tym przedmiotem? itp... Ta weryfikacja ma zarówno wpływ na same przedmioty (ilość pkt. ECTS, godzin poświęconych na przedmiot itp.) jak i na prowadzących. Ustala prestiż prowadzącego, ilość i rodzaj przedmiotów i prac badawczych jakie może otrzymać i w konsekwencji - ile może zarobić. W skrajnych przypadkach oczywiście prowadzący może wylecieć. I nie ma tu cackania się jak w u nas, że praktycznie nie ma możliwości wyrzucić profesora z uczelni. To jest instytucja i jak w każdej innej, jeśli ktoś nie spełnia prawidłowo swoich obowiązków, wylatuje.

Dla zainteresowanych, przesyłam zgrane strony z przykładowymi pytaniami z takiej weryfikacji: http://www.sendspace.com/file/4zyijr

Zapewne powinny zostać podjęte też inne zmiany, ale już sama weryfikacja i kontrola pracy prowadzących, rusza bardzo do przodu jakość zajęć na uczelni.

ocena: 100%

Tak: 6

Nie: 0

skomentuj

to nie o ankiety chodzi

zgłoś +2 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Zorro (gość), 13.02.12, 21:02:26

Ankiety są w Polsce od dawna na wszystkich wydziałach. I co z tego? Ważniejsze jest to, czego zwykły student nie widzi - dlaczego w Portugalii ankiety mają znaczenie a w Polsce tylko w prywatnych firmach korepetytorskich? Czy nie wynika to z faktu, że w Polsce rektora wybierają koledzy profesorowie? To jak on ich ma potem dyscyplinować do pracy? To samo z dziekanami - ich wybierają KOLEDZY, których on potem na pewno nie wyrzuci z pracy.
Dlatego jeżeli prof. Wiszniewski narzeka na jakość uczelni wyższych (za którą w dużym stopniu sam odpowiada), to niech zaproponuje na swojej uczelni jedną prostą zmianę: wybór rektora w otwartym konkursie, co przewiduje znowelizowana ustawa. I co, panie profesorze ministrze rektorze Wiszniewski? Mina zrzedła? Zapał rewolucyjny zamienił się w gorączkę kontrreformacji?

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 2

Nie: 0

skomentuj

Ankiety

zgłoś +3 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Paweł (gość), 14.02.12, 11:43:39

W rozmowach ze znajomymi jeszcze się nie spotkałem z Polską uczelnią która by weryfikowała prowadzących ankietami. Natomiast zgadzam się że w naszym kraju, czy to na uczelniach, czy też w innych sektorach publicznych, do zarządu wybiera się znajomych. Uczelnie, szpitale itp. powinny być rozpatrywane jak każde inne instytucje, przedsiębiorstwa itp. Jest zarząd, który jest wybierany w otwartym konkursie (chociaż nie jestem pewny czy jeszcze jak studiowałem na PWR, rektora nie wybierano właśnie w ten sposób) i jest weryfikowany ze swojej pracy. Z profesjonalnym podejściem, nastawionym na jak najlepsze wyniki. W przypadku przedsiębiorstwa jest to po prostu większy zysk finansowy, w przypadku uczelni - sukcesy naukowe, co ostatecznie wiąże się też z większymi zyskami uczelni. Owszem, jesteśmy ludźmi i zawsze będziemy mieć uczucia, sentymenty itp. do znajomych; ale wyrzucenie z pracy jest tylko skrajnym przypadkiem. Docelowo chodzi o pokazywanie gdzie robią błędy i motywowanie do pracy nad sobą. Inną sprawą jest odpowiednie wynagrodzenie, bez którego ciężko zmotywować do pracy, a odnośnie jego poziomu, słyszę tylko sprzeczne opinie. Z rozmów z doktorantami na PWR wychodzi że co prawda nie jest to Ameryka, ale zarabiają wystarczająco dobrze; dodatkowo mają dużo możliwości dorobienia, otrzymania dodatków itp.

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 3

Nie: 0

skomentuj

Ankiety

zgłoś +2 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

marcel (gość), 14.02.12, 16:05:11

Ankiety to jest na naszych uczelniach czysta formalność - bo ministerstwo nakazuje, to trzeba je robić. A rządzi i tak praktyka - nepotyzm i układy. "Naukowcy" przecież "wiedzą" lepiej, kto jest dobry, a kto nie. Dopóki nie wyeliminuje się tego rodzaju patologii w polskim szkolnictwie wyższym, nie ma sensu zwiększać nakładów na naukę.

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 2

Nie: 0

skomentuj

Jest jeden glowny powod

zgłoś +4 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

malgorzata.academicus (gość), 13.02.12, 08:29:46

"Byłoby świetnie, gdyby w grę wchodziła tylko jedna." Nie jest to jedna przyczyna zapasci polskich uczelni, ale glowna. Sposob zarzadzania ni9mi czyli tzw. "demokracja" akademicka. Po czasach demokracji socjalistycznej zabraklo nam wyobrazni wierzac w etos srodwiska dzialajacego na rzecz dobra publicznego i jego zbiorowa "madrosc".
A co do dyskusji. No coz argument o koniecznosci przeprowadzenia dyskusji nad zmianami byl w ostatnich latach glownym argumentem za opoznieniem zmian. Jestem zdecydowanie przeciw. Lepiej zaczac porzadnie wywiazywac sie ze sowich obowiazkow.

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 4

Nie: 0

skomentuj

Polskie vs brytyjske uczelnie

zgłoś 0 / -7

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Artur (gość), 12.02.12, 13:01:00

Mieszkam w Wielkiej Brytanii i ukonczylem tutaj uniwersytet w Edynburgu. Ja bym zyczyl brytyjskim uczelniom, zeby poziom byl taki, gdy konczylem Uniwersytet we Wroclawiu. I tyle w tym temacie. Poziom na Wysach jest bardzo slaby, a wiekszosc egzaminow w sesji to tzw. "open book". Tragedia!

ocena: 0%

Tak: 0

Nie: 7

skomentuj

"Wysoki" poziom polskich uczelni

zgłoś +7 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

marcus (gość), 12.02.12, 14:02:11

Jakoś dziwnym trafem to brytyjskie uczelnie są dużo wyżej w rankingach niż polskie. Osobiste odczucia są zawsze subiektywne, rankingi - dużo bardziej obiektywne. Wykłady z pożółkłych notatek, przestarzałe programy nauczania, złe traktowanie studentów, przyzwalanie na ściąganie... - to są te wyznaczniki "wysokiego poziomu"? Wielu studentów, którzy wyjechali na studia na zagraniczne uczelnie, potwierdza, że prawda jest jednak przeciwna od tego, co napisałeś.

odpowiedzi (0)

ocena: 87%

Tak: 7

Nie: 1

skomentuj

obcinacze

zgłoś +2 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

L4 (gość), 12.02.12, 11:47:23

"dziwnym trafem" kilka wpisów łaskawca z GW wyciął! Odgórny prikaz , czy cóś innego ?

odpowiedzi (0)

ocena: 66%

Tak: 2

Nie: 1

skomentuj

mam w rodzinie "naukowców" z PWr

zgłoś +10 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

KIMI (gość), 12.02.12, 08:18:46

Obserwuję ich postawę i pracę zawodową. Oni żyją w głębokiej komunie, a polega to na tym, że kompletnie ich nie interesuje dydaktyka (ale ci studenci to barany, ale nie będę ich oblewał, bo szkoda mi czasu), szukają tylko konferencji gdzieś na krańcach świata (bo to niezłe biuro podróży) i pojawiają się w pracy 2 razy w tygodniu. Byle tylko wyrwać swoje. Na moje oburzenie odpowiadają, że nikt ich z tego nie rozlicza. W mojej rodzinie średnio raz na miesiąc jadą na konferencję (Chiny, Chile, Korea, Emiraty itp.). Nie liczy się to, że nie prowadzą wtedy zajęć, bo studenci naprawdę są nieważni. Mają wysokie tytuły naukowe i dożywotni angaż, są w "klice", więc nikt im nie podskoczy. Obserwuję to ze zgrozą. Poziom nauczania spada z każdym rokiem. Dwa dni w tygodniu studenci nie mają zajęć. Programy nauczania dostosowane są do wygody prowadzących a nie do potrzeb gospodarki. Rozp........ te uczelnie państwowe i zacząć od nowa!!!!!!!!

ocena: 100%

Tak: 10

Nie: 0

skomentuj

praca na PWr

zgłoś +3 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

pracownik PWr (gość), 13.02.12, 11:07:17

Ja również pracuję na uczelni i to na PWr. Nie zgadzam się z opinią, że tu się pracę odbębnia czy też olewa. Jestem pracownikiem SJO. To raczej studenci nas olewają. Przychodzą nieprzygotowani, nie maja wymaganego poziomu języka. Trudno jest prowadzić zajęcia na odpowiednim poziomie, gdy nie mamy takiej możliwości. Student zapisuje się na poziom zaawansowany a powinien na podstawowy, ponieważ niczego nie umie i nie może brać udziału w zajęciach ponieważ nie rozumie /nie zna / nie uczył się tego.... Nawet rewelacyjnie przygotowani lektorzy nie zrobią nic jeśli student im nie da na to szansy.
A kiedy otrzymują oceny niedostateczne to są pretensje, że "lektor taki niedobry, uwziął się na biednego studenta". A ten biedny student nie przychodzi na zajęcia i nic nie robi. Smutne, ale prawdziwe.
Zgadzam się z Prof. Wiszniewskim: poziom nauczania podstawowy, gimnazjalny i średni jest bardzo niski. Tam się uczniów "przepycha" z klasy do klasy, żeby mieć święty spokój. Wiem, bo mam znajomych, którzy uczą w szkołach podstawowych, gimnazjalnych i liceach. Takie jest zalecenie dyrektorów: przepchnąć, niech się inni męczą z nimi.

odpowiedzi (0)

ocena: 50%

Tak: 3

Nie: 3

skomentuj
Autor komentarza nie dodał zdjęcia

danek (gość), 13.02.12, 17:26:50

Ale co to znaczy: "studenci nas olewają. Przychodzą nieprzygotowani, nie maja wymaganego poziomu języka"??? Trzeba ich było podzielić na odpowiednie poziomy, w zależności od stopnia zaawansowania. A to już należy do was. Trudno wymagać od studentów, żeby obiektywnie ocenili własne kompetencje językowe, nie mając pojęcia o poziomie nauczania w studium czy porównania do innych studentów.

Fakt, że w tej kwestii panuje w SJO bałagan, obciąża tylko was, a nie studentów.

odpowiedzi (0)

ocena: 83%

Tak: 5

Nie: 1

skomentuj
Autor komentarza nie dodał zdjęcia

pracownik (gość), 13.02.12, 20:34:48

Na stronie e-portalu jest test kwalifikacyjny. Kiedy pytam, czy ktoś go zrobił przed zapisami... panuje grobowa cisza. Nikomu się nie chce. To przykre. A po szkole średniej uczeń powinien osiągnąć poziom około B2 - na takim powinna być matura a większość jest po maturze językowej

odpowiedzi (0)

ocena: 33%

Tak: 1

Nie: 2

skomentuj
Autor komentarza nie dodał zdjęcia

marcel (gość), 14.02.12, 16:09:07

To nie trzeba pytać, tylko wymagać. Wypełnienie testu powinno być nieodłącznym elementem rekrutacji. Czy egzaminy też zdają u was tylko ci, co chcą?

Ponoć naukowcy są ponadprzeciętnie inteligencji, a tutaj okazuje się, że nieporadni jak dziecko...

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 3

Nie: 0

skomentuj

publiczne vs prywatne

zgłoś +2 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

masto (gość), 12.02.12, 19:42:48

Przykro mi, ale zupełnie nie wiesz o czym mówisz. Tak się skałada, że pracuję na uczelni i mam porównanie państwowych z prywatnymi (pracowałem i na jednych i drugich). OK, na uczelniach państwowych nie wszystko funkcjonuje jak należy, zgadzam się, ale prawdziwy dramat dla Polski to uczelnie prywante. Żal pisać co tam się dzieje i jak wygląda podejście władz takich uczelni do treści i poziomu naucznia. Radzę więc wpierw pogłębić temat niż wypowiadać opinie tylko z racji samego faktu, że "ma się w rodzinie" kogoś, kto pracuje na uczelni. Ironię też zostawiłbym na boku, bo to zbyt ważki temat. Pozdrawiam

odpowiedzi (0)

ocena: 40%

Tak: 2

Nie: 3

skomentuj

publiczne vs prywatne

zgłoś +5 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

m. (gość), 13.02.12, 04:50:12

A na uczelniach prywatnych kto pracuje - imigranci ze Słowacji i Rumunii??? Tam przecież mają drugie i trzecie etaty ci sami naukowcy, którzy pracują na uczelniach państwowych!

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 5

Nie: 0

skomentuj

testament spełnionego naukowca

zgłoś +11 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Wstyd przyznać - profesor. (gość), 11.02.12, 22:50:22

Skończyłem ongiś studia z największym publikowanym dorobkiem naukowym (sic!) w dziejach tej "komórki" i... byłem bezrobotny. Potem pracowałem, ponad 10 lat zawodowej wegetacji, degradacji i poniżania - w zasadzie poza zawodem. Zrobiłem w tym czasie doktorat, habilitację (za granicą, bo w RP się nie dało, klika nie pozwoliła...). Bilans - ponad 40 lat, dorobek naukowy który starczyłby na 3 profesury, owszem - przebieram dziś w ofertach różnych uczelni, co roku jest lepiej, nawet zadzwia mnie to tempo (po tylu latach bycia "nikim"). Cena - materialnie nic. Jestem biednym człowiekiem, który niczego się nie dorobił, żyje od kredytu do kredytu, komunalne mieszkanie, klitka raczej... (Relatywnie) ceniony, może nawet spełniony naukowiec, tylko życie uciekło.
Za późno zorientowałem się, że karierę można robić też zagranicą. Dlatego młodzi ludzie - uciekajcie póki czas i nie marnujcie życia w tym społeczeństwie. Prawda jest smutna - ono ma was i wasz talent w DUPIE. Chynba, że macie tatusiów i mamusie, stryjków, sąsiadów, który pomogą, zatrudnią, popra... - wtedy świetlana kariera. Wartościowi ludzie skazani tylko na siebie nie mają tu jednak czego szukać. I nie zmieni tego żadna reforma, żaden minister, żadna rada czy debata publiczna. Tak było, jest i będzie. Czym wczesniej to zrozumiecie, tym lepiej dla was. Amen.

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 11

Nie: 0

skomentuj

WISNIEWSKI MA RACJĘ

zgłoś +7 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

EDREA (gość), 11.02.12, 22:13:57

NASI PRACOWNICY WYŻSZYCH UCZELNI BIEGAJĄ , LATAJĄ , JEŻDŻĄ Z UCZELNI NA UCZELNIĘ W POSZUKIWANIU KASY I TYLKO KASA SIĘ U NICH LICZY ,A EFEKTY ICH MASOWEJ PRODUKCJI ALBO NADPRODUKCJI LICENCJATÓW, INŻYNIERÓW, MAGISTRÓW JEST CORAZ BARDZIEJ WIDOCZNY.

odpowiedzi (0)

ocena: 77%

Tak: 7

Nie: 2

skomentuj

Dobry naukowiec prędzej zostanie zniszczony na polskich uczelniach niż doceniony

zgłoś +10 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

dolnoślązak (gość), 11.02.12, 20:56:56

Niestety, ale większość z tych negatywnych opinii na temat polskich uczelni, jakie tu napisano, to prawda. Moja córka robiła doktorat na jednym z wydziałów UWr. Przez całe studia magisterskie i doktoranckie zapieprzała jak nakręcany ludzik. Zrobiła trzy (!) fakultety, bez żadnych problemów i samodzielnie napisała w terminie dobry doktorat, opublikowała około 20 artykułów naukowych, ponadto bardzo aktywnie angażowała się w popularyzację nauki, publikując mnóstwo artykułów w wielu najróżniejszych czasopismach i wygłaszając wykłady i prelekcje popularnonaukowe. Co roku jej spis publikacji (naukowych i popularnonaukowych) zawierał więcej pozycji niż łącznie całego zakładu, w którym pisała doktorat. Etatu na uczelni jednak nie dostała, co nie zmienia faktu, że w jej zakładzie znalazły się wolne etaty dla jej kolegów i koleżanek po studiach doktoranckich, którzy mieli nieporównywalnie mniejsze osiągnięcia naukowe i zawodowe (jeden fakultet, kilka publikacji na krzyż w wydawnictwach własnych zakładu i to jeszcze nie napisanych samodzielnie), ale za to od początku byli lubiani. Niektórzy nawet doktoratu nie zrobili. Teraz moja córka nie może znaleźć pracy, bo: 1) Całe jej środowisko naukowe to wąska klitka, gdzie wszyscy znają się jak łyse konie i nikt nie chce się narazić swoim znajomym z UWr, 2) Praktycznie na wszystkich uczelniach konkursy na etaty są ustawiane pod konkretne osoby, 3) Córka po swoich doświadczeniach na uczelni bardzo zniechęciła się w ogóle do całej nauki. Z powyższych względów raczej nie będzie zajmować się tym, co najbardziej lubi, czyli uprawiać naukę zgodnie ze swoim wykształceniem i zainteresowaniami, zastanawia się nad wyjazdem za granicę, ewentualnie będzie musiała poszukać sobie pracy poza głównym zawodem. Na pewno jednak nigdy nie powie już nic dobrego o swojej dawnej Alma Mater.

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 10

Nie: 0

skomentuj

Panie prof. Wiszniewski

zgłoś +1 / -11

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

kropek (gość), 11.02.12, 19:25:37

Jest Pan kretynem. To moja prywatna opinia. Dopóki ACTA nie wejdzie w życie, mam prawo ją publicznie ogłaszać. Jak może Pan tak mocno porównywać uczelnie polskie do rankingu bardzo śliskiego, biorącego pod uwagę wąski wachlarz możliwości i niesamowicie zależnego od SEO Google. Politechnika Wrocławska była na 1000 miejscu, a nie na 50, tylko dlatego, że w niefortunnym momencie zaingerowano głęboko w jej kod. Pechowo akurat w czasie trwania tego plebiscytu i zanim boty Google zdążyły przeskanować na nowo zawartość portali PWR. Jeżeli zrozumiał Pan chociaż połowę z tego co napisałem, to jestem pełen podziwu !

ocena: 8%

Tak: 1

Nie: 11

skomentuj

Ranking

zgłoś +9 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

zebu (gość), 11.02.12, 20:18:18

Czekam zatem na ranking, według którego wrocławskie uczelnie są w światowej czołówce...

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 9

Nie: 0

skomentuj

Odp. Ranking

zgłoś 0 / -8

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

kropek (gość), 11.02.12, 21:06:00

Bardzo latwo o taki. Tylko jego parametry beda tak samo zgodne z rzeczywistoscia, co w rankingu na ktorym swa opinie opiera Kretyn.

odpowiedzi (0)

ocena: 0%

Tak: 0

Nie: 8

skomentuj

Odp. Ranking

zgłoś +5 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

marcus (gość), 12.02.12, 14:06:22

Więc podaj nam choćby nawet taki ranking.

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 5

Nie: 0

skomentuj

Panie profesorze Wiszniewski...

zgłoś +6 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Aloiz (gość), 11.02.12, 18:42:44

Czego pan osobiście dokonał będąc ministrem?

To że coś trzeba coś zrobić to ja też wiem choć profesorem nie jestem, nie wiem tylko kto i kiedy ma to zrobić. Pan dzięki swojej pozycji miał za to zapłacone by znać odpowiedz na te pytania a jednak pan nie zna odpowiedzi do dzisiaj, czyli brał pan pieniądze ministra za nic.

ocena: 85%

Tak: 6

Nie: 1

skomentuj
Autor komentarza nie dodał zdjęcia

PWr (gość), 13.02.12, 19:42:24

jakiego ministra o_O? Rektor PWr (szef uczelni nie resortu w Warszawie;])

odpowiedzi (0)

skomentuj

szef KBN jest w randze ministra

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

xyz (gość), 13.02.12, 23:13:35

Profesor Wiszniewski był przewodniczącym Komitetu Badań Naukowych w randze ministra!

odpowiedzi (0)

skomentuj
1 2 »

Rozrywka

Gazeta Wrocławska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Gazeta Wrocławska", poniedziałek 21.11.2011

Kup e-wydanie

Prenumerata:

"Gazeta Wrocławska"
Dział Prenumeraty
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
071 374 81 15
p.jastrzebska@
gazeta.wroc.pl

Prenumerata domowa
Prenumerata teczkowa

Zamów prenumeratę

Reklama:

"Gazeta Wrocławska" Biuro Reklamy
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
71 374 82 49
faks 071 374 81 35

reklama.wroclaw@
polskapresse.pl

Więcej o reklamie (kliknij)

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

"Gazeta Wrocławska"
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
71 37 48 151

Kontakt z nami (kliknij)



Reporter dyżurny
71 37 48 205

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Czy zdarzyły ci się problemy podczas wypłaty gotówki z bankomatu?

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaWroclawska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.