Data dodania: 2012-02-11 14:37:34 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2012-02-12 13:23:24
(© Andrzej Łuc)
O kondycji wrocławskich uczelni, rankingach i pieniądzach z prof. Andrzejem Wiszniewskim, byłym ministrem nauki, rozmawia Hanna Wieczorek
Paweł (gość), 13.02.12, 13:10:45
Studiowałem na Politechnice Wrocławskiej, z której byłem wysoce niezadowolony ze względu na przerośniętą biurokrację, olewanie studenta i brak zaangażowania prowadzących w zajęcia (poza wyjątkami). Na większości wykładów prowadzący zwyczajnie nawijają co maja powiedzieć, bez zastanowienia jaka wiedza nam będzie potrzebna przyszłości, nie odczuwa się zaangażowania w przedmiot którego uczą ani chęci przekazania nam pożytecznej wiedzy. Obecnie studiuje na najlepszej technicznej uczelni w Portugalii (IST) która przewyższa PWR o epokę albo dwie. Pracy jest znacznie więcej, ale odczuwa się sens zadań jakie dostajemy i ich przydatność w przyszłości. Prowadzący wyraźnie chcą czegoś studenta nauczyć i na wykładach upewniają się zawsze czy wszyscy zrozumieli, dopiero potem lecą dalej. Zawsze mają czas żeby wytłumaczyć niejasności. Na wykładach panuje interakcja, normalna sprawa że studenci zadają pytania, czasem prowadzący zapyta - momentami powstaje dyskusja między studentami a prowadzącymi. Na zakończenie semestru zawsze pytają studentów o odzew, co było ok podczas kursu a co nie. Zastanawiałem się skąd się bierze takie zaangażowanie portugalskich profesorów w naukę? może więcej zarabiają, mają mniej zajęć (więcej czasu) albo mają po prostu taką mentalność? niekoniecznie; rozwiązanie jakie zastosowała moja uczelnia jest dość proste: prowadzący są weryfikowani z ich pracy na koniec każdego semestru. Każdy student wypełnia złożoną ankietę na temat przedmiotu oraz prowadzącego z którym miał zajęcia. Pojawiają się w niej pytania, jak bardzo prowadzący był zaangażowany w przedmiot, czy miał czas wyjaśniać niejasności studentowi, czy kurs motywował do pracy w grupie, do samodzielnego zgłębiania tematu, czy pokazywał praktyczne zastosowanie zdobywanej wiedzy, jak dużo czasu student musiał poświęcić na pracę nad tym przedmiotem? itp... Ta weryfikacja ma zarówno wpływ na same przedmioty (ilość pkt. ECTS, godzin poświęconych na przedmiot itp.) jak i na prowadzących. Ustala prestiż prowadzącego, ilość i rodzaj przedmiotów i prac badawczych jakie może otrzymać i w konsekwencji - ile może zarobić. W skrajnych przypadkach oczywiście prowadzący może wylecieć. I nie ma tu cackania się jak w u nas, że praktycznie nie ma możliwości wyrzucić profesora z uczelni. To jest instytucja i jak w każdej innej, jeśli ktoś nie spełnia prawidłowo swoich obowiązków, wylatuje.
Dla zainteresowanych, przesyłam zgrane strony z przykładowymi pytaniami z takiej weryfikacji: http://www.sendspace.com/file/4zyijr
Zapewne powinny zostać podjęte też inne zmiany, ale już sama weryfikacja i kontrola pracy prowadzących, rusza bardzo do przodu jakość zajęć na uczelni.
Tak: 6
Nie: 0
Zorro (gość), 13.02.12, 21:02:26
Ankiety są w Polsce od dawna na wszystkich wydziałach. I co z tego? Ważniejsze jest to, czego zwykły student nie widzi - dlaczego w Portugalii ankiety mają znaczenie a w Polsce tylko w prywatnych firmach korepetytorskich? Czy nie wynika to z faktu, że w Polsce rektora wybierają koledzy profesorowie? To jak on ich ma potem dyscyplinować do pracy? To samo z dziekanami - ich wybierają KOLEDZY, których on potem na pewno nie wyrzuci z pracy.
Dlatego jeżeli prof. Wiszniewski narzeka na jakość uczelni wyższych (za którą w dużym stopniu sam odpowiada), to niech zaproponuje na swojej uczelni jedną prostą zmianę: wybór rektora w otwartym konkursie, co przewiduje znowelizowana ustawa. I co, panie profesorze ministrze rektorze Wiszniewski? Mina zrzedła? Zapał rewolucyjny zamienił się w gorączkę kontrreformacji?
odpowiedzi (0)
Tak: 2
Nie: 0
Paweł (gość), 14.02.12, 11:43:39
W rozmowach ze znajomymi jeszcze się nie spotkałem z Polską uczelnią która by weryfikowała prowadzących ankietami. Natomiast zgadzam się że w naszym kraju, czy to na uczelniach, czy też w innych sektorach publicznych, do zarządu wybiera się znajomych. Uczelnie, szpitale itp. powinny być rozpatrywane jak każde inne instytucje, przedsiębiorstwa itp. Jest zarząd, który jest wybierany w otwartym konkursie (chociaż nie jestem pewny czy jeszcze jak studiowałem na PWR, rektora nie wybierano właśnie w ten sposób) i jest weryfikowany ze swojej pracy. Z profesjonalnym podejściem, nastawionym na jak najlepsze wyniki. W przypadku przedsiębiorstwa jest to po prostu większy zysk finansowy, w przypadku uczelni - sukcesy naukowe, co ostatecznie wiąże się też z większymi zyskami uczelni. Owszem, jesteśmy ludźmi i zawsze będziemy mieć uczucia, sentymenty itp. do znajomych; ale wyrzucenie z pracy jest tylko skrajnym przypadkiem. Docelowo chodzi o pokazywanie gdzie robią błędy i motywowanie do pracy nad sobą. Inną sprawą jest odpowiednie wynagrodzenie, bez którego ciężko zmotywować do pracy, a odnośnie jego poziomu, słyszę tylko sprzeczne opinie. Z rozmów z doktorantami na PWR wychodzi że co prawda nie jest to Ameryka, ale zarabiają wystarczająco dobrze; dodatkowo mają dużo możliwości dorobienia, otrzymania dodatków itp.
odpowiedzi (0)
Tak: 3
Nie: 0
marcel (gość), 14.02.12, 16:05:11
Ankiety to jest na naszych uczelniach czysta formalność - bo ministerstwo nakazuje, to trzeba je robić. A rządzi i tak praktyka - nepotyzm i układy. "Naukowcy" przecież "wiedzą" lepiej, kto jest dobry, a kto nie. Dopóki nie wyeliminuje się tego rodzaju patologii w polskim szkolnictwie wyższym, nie ma sensu zwiększać nakładów na naukę.
odpowiedzi (0)
Tak: 2
Nie: 0
malgorzata.academicus (gość), 13.02.12, 08:29:46
"Byłoby świetnie, gdyby w grę wchodziła tylko jedna." Nie jest to jedna przyczyna zapasci polskich uczelni, ale glowna. Sposob zarzadzania ni9mi czyli tzw. "demokracja" akademicka. Po czasach demokracji socjalistycznej zabraklo nam wyobrazni wierzac w etos srodwiska dzialajacego na rzecz dobra publicznego i jego zbiorowa "madrosc".
A co do dyskusji. No coz argument o koniecznosci przeprowadzenia dyskusji nad zmianami byl w ostatnich latach glownym argumentem za opoznieniem zmian. Jestem zdecydowanie przeciw. Lepiej zaczac porzadnie wywiazywac sie ze sowich obowiazkow.
odpowiedzi (0)
Tak: 4
Nie: 0
Artur (gość), 12.02.12, 13:01:00
Mieszkam w Wielkiej Brytanii i ukonczylem tutaj uniwersytet w Edynburgu. Ja bym zyczyl brytyjskim uczelniom, zeby poziom byl taki, gdy konczylem Uniwersytet we Wroclawiu. I tyle w tym temacie. Poziom na Wysach jest bardzo slaby, a wiekszosc egzaminow w sesji to tzw. "open book". Tragedia!
Tak: 0
Nie: 7
marcus (gość), 12.02.12, 14:02:11
Jakoś dziwnym trafem to brytyjskie uczelnie są dużo wyżej w rankingach niż polskie. Osobiste odczucia są zawsze subiektywne, rankingi - dużo bardziej obiektywne. Wykłady z pożółkłych notatek, przestarzałe programy nauczania, złe traktowanie studentów, przyzwalanie na ściąganie... - to są te wyznaczniki "wysokiego poziomu"? Wielu studentów, którzy wyjechali na studia na zagraniczne uczelnie, potwierdza, że prawda jest jednak przeciwna od tego, co napisałeś.
odpowiedzi (0)
Tak: 7
Nie: 1
KIMI (gość), 12.02.12, 08:18:46
Obserwuję ich postawę i pracę zawodową. Oni żyją w głębokiej komunie, a polega to na tym, że kompletnie ich nie interesuje dydaktyka (ale ci studenci to barany, ale nie będę ich oblewał, bo szkoda mi czasu), szukają tylko konferencji gdzieś na krańcach świata (bo to niezłe biuro podróży) i pojawiają się w pracy 2 razy w tygodniu. Byle tylko wyrwać swoje. Na moje oburzenie odpowiadają, że nikt ich z tego nie rozlicza. W mojej rodzinie średnio raz na miesiąc jadą na konferencję (Chiny, Chile, Korea, Emiraty itp.). Nie liczy się to, że nie prowadzą wtedy zajęć, bo studenci naprawdę są nieważni. Mają wysokie tytuły naukowe i dożywotni angaż, są w "klice", więc nikt im nie podskoczy. Obserwuję to ze zgrozą. Poziom nauczania spada z każdym rokiem. Dwa dni w tygodniu studenci nie mają zajęć. Programy nauczania dostosowane są do wygody prowadzących a nie do potrzeb gospodarki. Rozp........ te uczelnie państwowe i zacząć od nowa!!!!!!!!
Tak: 10
Nie: 0
pracownik PWr (gość), 13.02.12, 11:07:17
Ja również pracuję na uczelni i to na PWr. Nie zgadzam się z opinią, że tu się pracę odbębnia czy też olewa. Jestem pracownikiem SJO. To raczej studenci nas olewają. Przychodzą nieprzygotowani, nie maja wymaganego poziomu języka. Trudno jest prowadzić zajęcia na odpowiednim poziomie, gdy nie mamy takiej możliwości. Student zapisuje się na poziom zaawansowany a powinien na podstawowy, ponieważ niczego nie umie i nie może brać udziału w zajęciach ponieważ nie rozumie /nie zna / nie uczył się tego.... Nawet rewelacyjnie przygotowani lektorzy nie zrobią nic jeśli student im nie da na to szansy.
A kiedy otrzymują oceny niedostateczne to są pretensje, że "lektor taki niedobry, uwziął się na biednego studenta". A ten biedny student nie przychodzi na zajęcia i nic nie robi. Smutne, ale prawdziwe.
Zgadzam się z Prof. Wiszniewskim: poziom nauczania podstawowy, gimnazjalny i średni jest bardzo niski. Tam się uczniów "przepycha" z klasy do klasy, żeby mieć święty spokój. Wiem, bo mam znajomych, którzy uczą w szkołach podstawowych, gimnazjalnych i liceach. Takie jest zalecenie dyrektorów: przepchnąć, niech się inni męczą z nimi.
odpowiedzi (0)
Tak: 3
Nie: 3
danek (gość), 13.02.12, 17:26:50
Ale co to znaczy: "studenci nas olewają. Przychodzą nieprzygotowani, nie maja wymaganego poziomu języka"??? Trzeba ich było podzielić na odpowiednie poziomy, w zależności od stopnia zaawansowania. A to już należy do was. Trudno wymagać od studentów, żeby obiektywnie ocenili własne kompetencje językowe, nie mając pojęcia o poziomie nauczania w studium czy porównania do innych studentów.
Fakt, że w tej kwestii panuje w SJO bałagan, obciąża tylko was, a nie studentów.
odpowiedzi (0)
Tak: 5
Nie: 1
pracownik (gość), 13.02.12, 20:34:48
Na stronie e-portalu jest test kwalifikacyjny. Kiedy pytam, czy ktoś go zrobił przed zapisami... panuje grobowa cisza. Nikomu się nie chce. To przykre. A po szkole średniej uczeń powinien osiągnąć poziom około B2 - na takim powinna być matura a większość jest po maturze językowej
odpowiedzi (0)
Tak: 1
Nie: 2
marcel (gość), 14.02.12, 16:09:07
To nie trzeba pytać, tylko wymagać. Wypełnienie testu powinno być nieodłącznym elementem rekrutacji. Czy egzaminy też zdają u was tylko ci, co chcą?
Ponoć naukowcy są ponadprzeciętnie inteligencji, a tutaj okazuje się, że nieporadni jak dziecko...
odpowiedzi (0)
Tak: 3
Nie: 0
masto (gość), 12.02.12, 19:42:48
Przykro mi, ale zupełnie nie wiesz o czym mówisz. Tak się skałada, że pracuję na uczelni i mam porównanie państwowych z prywatnymi (pracowałem i na jednych i drugich). OK, na uczelniach państwowych nie wszystko funkcjonuje jak należy, zgadzam się, ale prawdziwy dramat dla Polski to uczelnie prywante. Żal pisać co tam się dzieje i jak wygląda podejście władz takich uczelni do treści i poziomu naucznia. Radzę więc wpierw pogłębić temat niż wypowiadać opinie tylko z racji samego faktu, że "ma się w rodzinie" kogoś, kto pracuje na uczelni. Ironię też zostawiłbym na boku, bo to zbyt ważki temat. Pozdrawiam
odpowiedzi (0)
Tak: 2
Nie: 3
Wstyd przyznać - profesor. (gość), 11.02.12, 22:50:22
Skończyłem ongiś studia z największym publikowanym dorobkiem naukowym (sic!) w dziejach tej "komórki" i... byłem bezrobotny. Potem pracowałem, ponad 10 lat zawodowej wegetacji, degradacji i poniżania - w zasadzie poza zawodem. Zrobiłem w tym czasie doktorat, habilitację (za granicą, bo w RP się nie dało, klika nie pozwoliła...). Bilans - ponad 40 lat, dorobek naukowy który starczyłby na 3 profesury, owszem - przebieram dziś w ofertach różnych uczelni, co roku jest lepiej, nawet zadzwia mnie to tempo (po tylu latach bycia "nikim"). Cena - materialnie nic. Jestem biednym człowiekiem, który niczego się nie dorobił, żyje od kredytu do kredytu, komunalne mieszkanie, klitka raczej... (Relatywnie) ceniony, może nawet spełniony naukowiec, tylko życie uciekło.
Za późno zorientowałem się, że karierę można robić też zagranicą. Dlatego młodzi ludzie - uciekajcie póki czas i nie marnujcie życia w tym społeczeństwie. Prawda jest smutna - ono ma was i wasz talent w DUPIE. Chynba, że macie tatusiów i mamusie, stryjków, sąsiadów, który pomogą, zatrudnią, popra... - wtedy świetlana kariera. Wartościowi ludzie skazani tylko na siebie nie mają tu jednak czego szukać. I nie zmieni tego żadna reforma, żaden minister, żadna rada czy debata publiczna. Tak było, jest i będzie. Czym wczesniej to zrozumiecie, tym lepiej dla was. Amen.
odpowiedzi (0)
Tak: 11
Nie: 0
EDREA (gość), 11.02.12, 22:13:57
NASI PRACOWNICY WYŻSZYCH UCZELNI BIEGAJĄ , LATAJĄ , JEŻDŻĄ Z UCZELNI NA UCZELNIĘ W POSZUKIWANIU KASY I TYLKO KASA SIĘ U NICH LICZY ,A EFEKTY ICH MASOWEJ PRODUKCJI ALBO NADPRODUKCJI LICENCJATÓW, INŻYNIERÓW, MAGISTRÓW JEST CORAZ BARDZIEJ WIDOCZNY.
odpowiedzi (0)
Tak: 7
Nie: 2
dolnoślązak (gość), 11.02.12, 20:56:56
Niestety, ale większość z tych negatywnych opinii na temat polskich uczelni, jakie tu napisano, to prawda. Moja córka robiła doktorat na jednym z wydziałów UWr. Przez całe studia magisterskie i doktoranckie zapieprzała jak nakręcany ludzik. Zrobiła trzy (!) fakultety, bez żadnych problemów i samodzielnie napisała w terminie dobry doktorat, opublikowała około 20 artykułów naukowych, ponadto bardzo aktywnie angażowała się w popularyzację nauki, publikując mnóstwo artykułów w wielu najróżniejszych czasopismach i wygłaszając wykłady i prelekcje popularnonaukowe. Co roku jej spis publikacji (naukowych i popularnonaukowych) zawierał więcej pozycji niż łącznie całego zakładu, w którym pisała doktorat. Etatu na uczelni jednak nie dostała, co nie zmienia faktu, że w jej zakładzie znalazły się wolne etaty dla jej kolegów i koleżanek po studiach doktoranckich, którzy mieli nieporównywalnie mniejsze osiągnięcia naukowe i zawodowe (jeden fakultet, kilka publikacji na krzyż w wydawnictwach własnych zakładu i to jeszcze nie napisanych samodzielnie), ale za to od początku byli lubiani. Niektórzy nawet doktoratu nie zrobili. Teraz moja córka nie może znaleźć pracy, bo: 1) Całe jej środowisko naukowe to wąska klitka, gdzie wszyscy znają się jak łyse konie i nikt nie chce się narazić swoim znajomym z UWr, 2) Praktycznie na wszystkich uczelniach konkursy na etaty są ustawiane pod konkretne osoby, 3) Córka po swoich doświadczeniach na uczelni bardzo zniechęciła się w ogóle do całej nauki. Z powyższych względów raczej nie będzie zajmować się tym, co najbardziej lubi, czyli uprawiać naukę zgodnie ze swoim wykształceniem i zainteresowaniami, zastanawia się nad wyjazdem za granicę, ewentualnie będzie musiała poszukać sobie pracy poza głównym zawodem. Na pewno jednak nigdy nie powie już nic dobrego o swojej dawnej Alma Mater.
odpowiedzi (0)
Tak: 10
Nie: 0
kropek (gość), 11.02.12, 19:25:37
Jest Pan kretynem. To moja prywatna opinia. Dopóki ACTA nie wejdzie w życie, mam prawo ją publicznie ogłaszać. Jak może Pan tak mocno porównywać uczelnie polskie do rankingu bardzo śliskiego, biorącego pod uwagę wąski wachlarz możliwości i niesamowicie zależnego od SEO Google. Politechnika Wrocławska była na 1000 miejscu, a nie na 50, tylko dlatego, że w niefortunnym momencie zaingerowano głęboko w jej kod. Pechowo akurat w czasie trwania tego plebiscytu i zanim boty Google zdążyły przeskanować na nowo zawartość portali PWR. Jeżeli zrozumiał Pan chociaż połowę z tego co napisałem, to jestem pełen podziwu !
Tak: 1
Nie: 11
zebu (gość), 11.02.12, 20:18:18
Czekam zatem na ranking, według którego wrocławskie uczelnie są w światowej czołówce...
odpowiedzi (0)
Tak: 9
Nie: 0
Aloiz (gość), 11.02.12, 18:42:44
Czego pan osobiście dokonał będąc ministrem?
To że coś trzeba coś zrobić to ja też wiem choć profesorem nie jestem, nie wiem tylko kto i kiedy ma to zrobić. Pan dzięki swojej pozycji miał za to zapłacone by znać odpowiedz na te pytania a jednak pan nie zna odpowiedzi do dzisiaj, czyli brał pan pieniądze ministra za nic.
Tak: 6
Nie: 1
PWr (gość), 13.02.12, 19:42:24
jakiego ministra o_O? Rektor PWr (szef uczelni nie resortu w Warszawie;])
odpowiedzi (0)
skomentuj"Gazeta Wrocławska"
Dział Prenumeraty
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
071 374 81 15
p.jastrzebska@
gazeta.wroc.pl
Prenumerata domowa
Prenumerata teczkowa
"Gazeta Wrocławska" Biuro Reklamy
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
71 374 82 49
faks 071 374 81 35
reklama.wroclaw@
polskapresse.pl
Więcej o reklamie (kliknij)
"Gazeta Wrocławska"
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
71 37 48 151
Reklama
Reklama
Czy zdarzyły ci się problemy podczas wypłaty gotówki z bankomatu?
Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaWroclawska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.