"Nie chcę klubu w Lidze Mistrzów, gdy nie będę miał jak dojechać do szkoły dziecka, sklepu czy domu. Ja nie chcę Expo w mieście, w którym nie wiadomo, gdzie można odpocząć. Ja nie chcę EIT we Wrocławiu, który nie może sobie poradzić z gzymsami spadającymi na głowy. I dlatego Wrocław potrzebuje najpierw dobrego gospodarza, a nie marzyciela. Czy to oznacza, że Rafał Dutkiewicz musi odejść? Szanuję demokrację i zostawiam ten wybór wrocławianom". To fragmenty tekstu Arkadiusza Franasa, zastępcy redaktora naczelnego "Polski-Gazety Wrocławskiej". Tym artykułem sprowokowaliśmy wrocławian do dyskusji. O Wrocławiu i modelu władzy obowiązującym dotąd w stolicy Dolnego Śląska.
Dzisiaj kolejny głos: Dawida Jackiewicza, szefa regionu wrocławskiego Prawa i Sprawiedliwości
Nie pierwszy raz w historii pojawia się pomysł, że źródłem ocalenia przed zepsuciem, zastojem, bezrobociem, a także jedynym sposobem uniknięcia szykan, jest legitymacja partyjna.
Plakietka platformy obywatelskiej to dziś jak przepustka do lepszego życia. Rodzina ma pracę, firmy zlecenia i dotacje europejskie, rady nadzorcze zyskują na profesjonalizmie, a i sam człowiek czuje się nagle lepiej, bo po właściwej stronie sondaży i poza linią ostrzału mediów. Bez POtrzebnej legitymacji życie traci sens, który wkrótce wypełni ci prokurator.
Dzięki takiej kreacji rzeczywistości możliwe jest chłostanie jeszcze niedawnego pupilka i utworzenie dla Wrocławia ścieżki dostępu do decyzji rządowych, która mi przypomniała Canossę, a innym tzw. ścieżki zdrowia za komuny. Przesadzam? Dziwnie zagęszczająca się wokół miasta siatka aktywności prokuratury i służb, a żyjemy w czasach prześwietlania zbrodni na laptopach, może skutkować choćby oskarżeniem o morderstwo krasnala. To może wystarczyć, żeby słupki sondaży nie drgnęły w niewłaściwym kierunku.
Trudno włączać się do dyskusji publicznej, która przypomina polityczną nagonkę, gdzie wszystkie role zostały obsadzone. Jest zły policjant, Jacek Protasiewicz, który snuje historię Wrocławia, jak dawniej komuniści opisywali swoje zdobycze cywilizacyjne. Jak to było? Że bez nich nie byłoby asfaltu, taniego budownictwa i darmowej opieki medycznej? Gdyby nie Zdrojewski, gdyby nie Zdrojewski, opowiada Protasiewicz, ziarno rzucone tak dawno wciąż kiełkuje. Z otchłani dziejów promieniowanie wielkości Zdrojewskiego jest tak silne, że nawet likwidacja dotacji na Halę Ludową jawi się tylko jako odsunięcie decyzji na... wyciągnięcie ręki. Wystarczy poprosić...
Ta mądrość działaczy PO przypomina mądrość ludową - nie wiadomo skąd się wzięła, wiadomo komu służy. Nie służą dobrze miastu, według Protasiewicza, ludzie choćby przez ułamek policyjnego oka kojarzeni z PiS-em, tych trzeba prześwietlić, czytaj wyrzucić. Ale jest też policjant dobry, Stanisław Huskowski, który tylko jedno źdźbło w oku Dutkiewicza znajduje, wiecie Państwo, ta nieszczęsna legitymacja...
W innej dyskusji porównywałem kiedyś sytuację Wrocławia do tworzonego przez kanclerza Zamoyskiego idealnego miasta. Choć on sam za życia zobaczył ledwie kilka bud wokół rynku, wiedział, co robi, stawiając na szkolnictwo i oświatę. Dutkiewicz niewątpliwie nawiązuje do takiej wizji rozwoju, postawił na naukę, profesjonalną edukację i nowe technologie. Musi jednak pamiętać, że wymarzony przez niego XXI wiek już się dzieje, a w nim są także problemy komunikacyjne (tu wciąż brak całościowego pomysłu na modernizację), szeroko rozumiane bezpieczeństwo (także energetyczne) i postępujące rozwarstwienie społeczne (na poziomie miasta można mu przeciwdziałać choćby przez bardziej aktywną rewitalizację dalszych dzielnic i otwarcie na region).
A co z jego zaangażowaniem w politykę? Czytając listę zdefiniowanych przez ruch Dutkiewicza polskich bolączek: przeregulowana gospodarka, wysokie podatki, dzieci zagrożone ubóstwem, blokowanie młodym ludziom dostępu do zawodu przez korporacje, brak bezpieczeństwa energetycznego, czuję zadowolenie i zdziwienie. Cieszę się, bo z takimi hasłami PiS wygrywał wybory, jest to wciąż lista naszych priorytetów i dobrze, że ktoś podobnie jak my analizuje polską rzeczywistość. Dziwię się i tu wrzucam kamyczek do ogródka Dutkiewicza: jak tak określone cele polityczne osiągnąć metodami niepolitycznymi, tylko przez pisanie tekstów w zaprzyjaźnionych, czytaj lojalnych, redakcjach?
Jeżeli brak jasnego określenia się nowego ruchu jako partii politycznej wynika ze strachu, źle to wróży jego przyszłości, bo "jeśli ktoś się kogoś boi, to dlatego, że udzielił temu komuś jakiejś władzy nad sobą."