Choć wrocławski magistrat już w grudniu ubiegłego roku ogłosił plan podwyższenia od maja cen biletów MPK, do dziś nie przedstawił tych pomysłów radnym, choć to oni mają nowe taryfy zatwierdzać.
Zobacz jak podrożeją bilety MPK we Wrocławiu
- Dziś rozmowa o planowanych podwyżkach, to jak dyskusja o tym, co by było gdyby (...) Wiele było planów, które nigdy nie znalazły finału w uchwałach - napisała w profilu "Gazety Wrocławskiej" na Facebook'u radna klubu Rafała Dutkiewicza Katarzyna Obara.
Dlaczego radni do dziś nie otrzymali projektu tak ważnej dla wrocławian uchwały? - To kompetencja prezydenta Rafała Dutkiewicza. Projekt pojawi się przed 7 lutego, czyli przed posiedzeniem komisji głównej - wyjaśnia przewodniczący wrocławskiej rady miejskiej Jacek Ossowski.
Jego zdaniem, grudniowe przedstawienie nowych taryf przez urząd to dopiero "konsultacje społeczne".
Konsultacje, z którymi i tak nikt się nie będzie liczył? Wszystko na to wskazuje. Bo ratusz pyta różne środowiska o zdanie w sprawie nowych cen, ale od razu ustami rzecznika Pawła Czumy zastrzega: - Mało prawdopodobne jest, aby zaproponowane przez nas taryfy uległy zmianie.
Jako pierwsi nowy cennik konsultowały związki zawodowe. Solidarność powiedziała już "nie". I co? I nic.
Wzrost cen MPK wywołał aktywność różnych środowisk politycznych. Nawet takich, o których istnieniu już mało kto pamięta. Dezaprobatę w sprawie podwyżek wyraziła na przykład rada powiatowa Unii Pracy. Jej przewodniczący Mieczysław Kornik w piśmie adresowanym do Jacka Ossowskiego, szefa rady miejskiej, podkreśla: - Jeżeli kreatywna logika w sięganiu po pieniądze do portfeli wrocławian przez władze miasta nie zostanie ograniczona, możemy spodziewać się opłaty od poruszania się po mieście spotkań.
Swoje wystąpienie przeciwko pomysłom magistratu zaplanował na dziś Ruch Palikota, który sprawami miasta i jego mieszkańców do tej pory (oprócz ubiegłorocznej kampanii wyborczej) w ogóle się nie interesował.
Wczoraj SLD we Wrocławiu zaprotestował w sprawie cen biletów MPK i zaapelował do radnych, by ich na sesji nie popierali. Przeciwko podwyżkowym chcą głosować w lutym radni Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości.
Ale wszystkich głosów pewien nie może być też Rafał Dutkiewicz. Wyjaśnień w sprawie nowych taryf domaga się m.in. jego radny Piotr Kuczyński. Planom urzędników sprzeciwiają się nie tylko politycy, ale i kolejarze. O 23 zł więcej co miesiąc będą płacili bowiem pasażerowie kupując bilet zintegrowany czyli pozwalający na jednoczesną jazdę pociągiem i komunikacją miejską.
Dzisiaj podróżni dojeżdżający do Wrocławia mają wybór. Znaczek (przyklejany na bilet kolejowy upoważniając do korzystania z tramwajów i autobusów w mieście) na wszystkie linie normalne w granicach miasta kosztuje 63 złote, taki na linie normalne i pośpieszne w granicach miasta - 77 złotych.
Za kilka miesięcy pasażerowie dostaną tylko jedną możliwość - kupienia biletu za 86 zł. Ma obowiązywać i na liniach normalnych, i na pospiesznych. Według kolei, to być zbyt droga opcja.
Skąd to wiadomo? Przewozy Regionalne monitorują sprzedaż biletów zintegrowanych. - Ten tańszy, za 63 zł, cieszy się popularnością i miesięcznie sprzedajemy 2,5 tysiąca sztuk - mówi Andrzej Piech, naczelnik działu sprzedaży w Dolnośląskim Zakładzie Przewozów Regionalnych. - Ten droższy sprzedaje się w nakładzie raptem 150 sztuk miesięcznie.