Jakoś tak przed samą Wigilią wezwał mnie kierownik. - Pani magister - zamruczał pod nosem - czeka nas upiorny sylwester. - Mój też będzie upojny - odpowiedziałam grzecznie. - Mam już odpowiednią kreację, do tego buty i elegancką… - Powiedziałem "upiorny", nie "upojny" - brutalnie przerwał mi kierownik i wskazał na monitor, na którym pojawiła się właśnie długo oczekiwana lista leków refundowanych.
- Panie magistrze, przecież to nie pierwszy raz. Najpierw listę opracują programiści, potem informatycy, potem trafi do nas i już. Zwykle 5 dni wystarcza. Mamy czas - ukłoniłam się grzecznie i poszłam realizować recepty.
Dwa dni przed Sylwestrem nieoczekiwanie (?) pan minister wprowadził na listę zmiany. Teoretycznie niewielkie, jeśli chodzi o skład chemiczny leków, praktycznie spore, jeżeli policzymy same leki. Programiści, informatycy, my, za 5 dni będzie już grubo po Nowym Roku.
- Jak się pospieszymy, to zdążycie - mruknął szef. - Proszę do komputera! Trzeba wypełnić wniosek o podpisanie umowy z NFZ-etem. Bez niej nie będziemy mogli otworzyć apteki.
- Ależ panie magistrze - zapytałam - po co nam jakaś umowa? Mamy przecież koncesję na wydawanie leków refundowanych osobom uprawnionym, mamy prawo wykonywania zawodu, dało to nam ministerstwo, a NFZ jest tylko zbrojnym ramieniem ministerstwa, sam pan mówił. Zresztą mamy też nadzór farmaceutyczny, sam NFZ też nas stale kontroluje…
Jak się okazało, zapytałam naiwnie. Chodziło o kary, które umowa będzie miała znacznie większe. Po uzyskaniu specjalnego kodu, wypełniłam wniosek. Razem z załącznikami. W sumie 13 pozycji. I wysłałam. - A teraz proszę wszystko wydrukować i wraz z koncesją zawieźć do siedziby NFZ-etu. Do godz. 15. Tu jest moje pełnomocnictwo. Był 30 grudnia.
Nazajutrz przyszłam do pracy wcześniej, żeby też wcześniej… Na wszelki wypadek umówiłam się z koleżanką, że buty i sukienkę przywiezie mi po południu do apteki.
Do 14 rutyna. Ale potem… Roczne rozliczenie finansowe ze skarbówką - godzinka. Miesięczne rozliczenie z NFZ--etem - 3 godzinki, bo NFZ się zatkał. Skoro tyle aptek w tym samym czasie? Po 18 koleżanka przywiozła sukienkę. - Za godzinę będę gotowa - powiedziałam.
NFZ się odetkał. Ale zrobiła się elektroniczna kolejka. Uff! W końcu się udało. - No to teraz możemy robić remanent - powiedział kierownik. - Drobiazg, szefie - powiedziałam - jesteśmy na bieżąco. Od września wszystko skrupulatnie rejestrujemy na komputerze. Wystarczy nacisnąć klawisz i wydrukować. - Ale przedtem spisać z natury ten regał z lekami stojący na zapleczu. Nie wie czasem pani magister, kto to zrobi? - kierownik też już oddychał rękawami. Zrobiła się godzina 21. Koleżanka pewnie już na dobre zaczęła świętować.
- Jest remanent! Uciekam! - zakomunikowałam kierownikowi o 22. - Dobrze, ale teraz, kiedy uporaliśmy się z zamknięciem roku, możemy wprowadzić nową listę leków refundowanych.
Informatycy stanęli na wysokości zadania, więc i my musimy! - Szefie, jest sylwester. Raz w roku…- popłakałam się. Grubo po północy zadzwonił informatyk, że na liście jest 89 błędów. Nigdy mu tego nie wybaczę. Kierownikowi znaczy…
PS Ale dlaczego akurat kierownikowi, pani magister?