Trzy gole Artjoma Rudniewa zapewniły Lechowi zwycięstwo nad ostatnim w tabeli KGHM Zagłębiem. Łotysz już po raz czwarty w sezonie popisał się hat-trickiem i po 19 kolejkach ma w dorobku 18 bramek. Poznaniacy dopisali sobie trzy punkty i awansowali na piątą lokatę w tabeli.
Lech Poznań - KGHM Zagłębie Lubin 3:2 (1:0)
Bramki: 1:0 Artjom Rudniew (21-głową), 2:0 Artjom Rudniew (53-głową), 2:1 Darvydas Sernas (55-karny), 3:1 Artjom Rudniew (80), 3:2 Ariel Famulski (82).
Żółta kartka - Lech Poznań: Jasmin Buric. KGHM Zagłębie Lubin: Michal Hanek.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock). Widzów 9 150.
Lech Poznań: Jasmin Buric - Grzegorz Wojtkowiak, Marcin Kamiński, Manuel Arboleda, Luis Henriquez - Semir Stilic (70.
Jakub Wilk), Mateusz Możdżeń (61. Rafał Murawski), Siergiej Kriwiec, Dimitrije Injac (42. Hubert Wołąkiewicz), Aleksander Tonew - Artjom Rudniew.
Chyba mało kto się spodziewał, że to spotkanie będzie tak wyrównane. Skazywane na pożarcie Zagłębie postawiło się Lechowi, grając bez kompleksów i odważnie do przodu. Podopiecznym Pavla Hapala choćby punktu to jednak nie przyniosło, ale wrażenie, jakie po sobie zostawili Miedziowi było znacznie lepsze niż to po potyczce z Legią.
O zwycięstwie gospodarzy zdecydowały indywidualne umiejętności największych gwiazd Kolejorza. Posiadanie piłki i liczba okazji podbramkowych z obu stron były na podobnym poziomie, ale więcej goli i tak strzelił Lech. Pierwszego zdobył Artjom Rudniew. Łotewski snajper perfekcyjnym strzałem głową wykończył dośrodkowanie Aleksandyra Tonewa. Zrobiło się 1:0, ale to nie podcięło skrzydeł lubinianom.
Wiary w dobry wynik nie stracili także po drugim trafieniu Rudniewa, które do złudzenia przypominało pierwszą bramkę dla Kolejorza. Z tą różnicą, że tym razem w roli asystenta wystąpił Mateusz Możdżeń.
Jako się rzekło, Miedziowi nie poddawali się, a ich upór został wynagrodzony kilkadziesiąt sekund później. Po nieudanej pułapce ofsajdowej w sytuacji sam na sam z Jasminem Buriciem znalazł się Łukasz Hanzel. Bośniacki bramkarz ratował się faulem, a sędzia bez wahania wskazał na wapno.
Więcej wątpliwości miał z tym, jaką kartkę pokazać sprawcy przewinienia. Skończyło się na żółtej, choć pewnie kilku innych arbitrów sięgnęłoby po czerwień. Najważniejsze jednak, że Zagłębie zdobyło gola kontaktowego, a pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Darvydas Sernas.
Ale to nie zadowalało Miedziowych, którzy nadal parli do przodu. Stworzyli sobie kilka kolejnych okazji strzeleckich, ale brakowało im precyzji bądź zimnej krwi. Tę zachował za to Rudniew. Snajper Lecha wykorzystał fatalny błąd jednego z obrońców i po raz trzeci pokonał Bojana Isialovicia (był to jego 18. gol w całym sezonie).
Koniec emocji? Nie tym razem. Zagłębie znów błyskawicznie odpowiedziało, a na listę strzelców wpisał się Ariel Famulski, dla którego ten mecz był debiutem w ekstraklasie.
Na wyrwanie Lechowi punktu zabrakło już sił i czasu, ale z gry Zagłębia możemy być zadowoleni. Może jednak wiosną dla lubinian jeszcze zaświeci słońce?