"Tylko nie o polityce, proszę". Nowa książka Roberta Migdała...

    "Tylko nie o polityce, proszę". Nowa książka Roberta Migdała już w księgarniach

    Hanna Wieczorek

    Aktualizacja:

    Robert Migdał, dziennikarz "Gazety Wrocławskiej", autor książki "Tylko nie o polityce, proszę..."

    Robert Migdał, dziennikarz "Gazety Wrocławskiej", autor książki "Tylko nie o polityce, proszę..." ©Pawł Relikowski

    Jaki polityk jest, każdy widzi. Ale znamy go z jednej, publicznej strony. A przecież jest on też dzieckiem swoich rodziców, rodzicem, małżonkiem, ma różne pasje i umiejętności. Warto poznać ich prywatne wcielenia.
    Robert Migdał, dziennikarz "Gazety Wrocławskiej", autor książki "Tylko nie o polityce, proszę..."

    Robert Migdał, dziennikarz "Gazety Wrocławskiej", autor książki "Tylko nie o polityce, proszę..." ©Pawł Relikowski

    Z wykształcenia jest politologiem. I zapewnia, że polityką się interesuje - obserwowanie politycznej rzeczywistości bywa przecież fascynujące. Szczególnie jeśli przyglądamy się grze różnych interesów, zmieniającym się sojuszom i sojusznikom. Ale, jak dodaje, zawsze okazuje się, że ostatecznie i tak najważniejszy jest człowiek.

    A tego nie poznasz, jeśli nie wiesz, jaki jest prywatnie. Bo to, jaki jest w rodzinie, co robi po pracy, czym się interesuje, ma wpływ na to, jakim jest politykiem. Dlatego właśnie Robert Migdał - nasz redakcyjny kolega - zaczął rozmawiać z politykami związanymi z Dolnym Śląskiem o wszystkim, tylko nie o ich wykonywanym zawodzie.

    Jego wywiady ukazywały się w "Gazecie Wrocławskiej" i cieszyły się ogromną popularnością wśród czytelników. I wreszcie dostaliśmy do rąk książkę: "Tylko nie o polityce, proszę...". Zbiór 28 wywiadów. Wyłania się z niego obraz zbiorowy Dolnoślązaków, którzy reprezentują nas w Sejmie, samorządach lub od wielu lat startują w wyborach.

    Tym razem bardzo ważny polityk gdzieś się zgubił

    Naciągnąć bardzo ważnego polityka na rozmowę o życiu prywatnym wcale nie jest łatwo. Bo tę część życia większość z nich chroni starannie, oddzielając te dwie sfery życia taflą ze szkła pancernego.

    O tę taflę rozbiło się już wielu. Jak śmieje się Robert, czasem mijało pół roku, rok, zanim udało się namówić niektórych polityków na prywatne zwierzenia. Na przykład Ryszard Zbrzyzny nigdy nie miał czasu. Ostatecznie umówił się na rozmowę wcześnie rano na lotnisku. Po dłuższej chwili zwierzył się, że nie przepada za rozmowami z dziennikarzami, bo zawsze zadają mu napastliwe pytania.

    Okazało się, że warto było na posła SLD "polować" kilka miesięcy: dzięki temu dowiedzieliśmy się, że ma nie tylko uprawnienia kapitana żeglugi śródlądowej, ale przez kilka lat pływał zestawem pchanym po wszystkich wodach śródlądowych w Polsce. "Taki «Bizon» miał sto dwadzieścia metrów długości i zabierał ponad tysiąc ton ładunku"...

    Poseł Zbrzyzny zdradził też, jak to się stało, że zafarbował sobie włosy, choć jest przeciwnikiem sztucznego odmładzania się. A było to tak: "To był wypadek, przysięgam. Wiosną malowałem pergolę w ogrodzie. Stałem na drabinie, dość wysoko, a puszkę z farbą postawiłem nad głową, na poprzeczce. W pewnym momencie poślizgnąłem się, spadłem z drabiny, ruszyłem pergolą i cała farba mnie pochlapała, łącznie z włosami. Byłem cały w brązowej mazi. Jezus Maria. Żona szybko zaczęła mnie czyścić rozpuszczalnikiem, ale włosy chwyciły trochę tej farby i na głowie pojawiło mi się coś żółtorudego (śmiech). Oj, długo się to trzymało".

    Rozmowy unikała jak mogła Aleksandra Natalli-Świat (posłanka PiS, która zginęła w katastrofie smoleńskiej). I choć broniła się jak mogła przed pytaniami o prywatną sferę życia, otworzyła się, kiedy przyszło rozmawiać o wrocławskiej... koszykówce. Przyznała, że na mecze Śląska chodziła z trąbką, głośno krzyczała, dopingując swoją drużynę, a kiedy się zdenerwowała, zdarzało się jej nawet rzucić nieparlamentarnym słowem.

    Jak już dolnośląscy politycy zaczynali się zwierzać, to nie ukrywali niczego. Senator PO Jarosław Duda przyznał, że uwielbia kino familijne. Czasem nawet podczas oglądania jakiegoś filmu trochę sobie popłacze: "Podoba mi się też «Uwolnić orkę». Przy pierwszej i drugiej części «Orki» szkliły mi się oczy. Przy takich filmach odpoczywam: to takie sielskie kino. I bardzo lubię z najmłodszym synkiem pójść do kina na jakieś kreskówki".

    Zresztą nie ukrywał, że dla dzieci gotowy jest na baaardzo dużo: "W życiu mam za dużo adrenaliny. Ostatnio mocno mi się podniosła, gdy byłem z najmłodszym, ośmioletnim synem w parku rozrywki. Musiałem jeździć z nim tymi wszystkimi kolejkami górskimi, które pędziły z zawrotną prędkością. Synowi się nie odmawia, więc się przełamałem do kilku zjazdów. Ale przyznaję, jak dla mnie - straszne przeżycie".

    A już chyba największym zaskoczeniem jest, że "twardy" Grzegorz Schetyna, choć strzelać umie nieźle, żadnego żywego zwierzątka nie ustrzeliłby. Co innego kaczki, wirtualne oczywiście.

    O miłości? Czemu nie?

    W swoich rozmowach Robert Migdał nie namawiał polityków, żeby zdradzali najpilniej strzeżone sekrety, ale jak już jakiś polityk chciał o tym mówić, to nie omieszkał pociągnąć go za język.
    Choćby Kornela Morawieckiego, który młodo się ożenił, bo jak mówił: - Chciałem szybko żyć. Nie sądziłem, że długo pożyję. Poza tym żona mi się spodobała, a ja obawiałem się, że mogę zostać starym kawalerem.

    Kornel Morawiecki przyznał, że ma pięcioro dzieci: "czwórka z żoną Jadwigą i jedno ze związku pozamałżeńskiego". A na pytanie: "Mówił pan, że jedno dziecko jest ze związku pozamałżeńskiego. To był taki epizod w pana życiu?", odpowiedział tak: "Nie epizod, nazwałbym to miłością. W swoim życiu kochałem parę kobiet…". I przyznał, że choć nigdy nie myślał o rozwodzie z żoną, nie wie, czy mu wybaczyła inne miłości.

    O miłości mówiła też Wanda Ziembicka, od kilku lat uprawiająca politykę we wrocławskiej Radzie Miejskiej. Bo właściwie praktycznie nikt nie wie, że dwukrotnie była mężatką. Opowiada o tym tak: "Pierwszy mąż był młodszy ode mnie, a drugi starszy. Pierwsze małżeństwo było finałem szalonej, młodzieńczej miłości. Studiowałam w Krakowie, byłam na czwartym roku i miałam narzeczonego, ale cóż: zakochałam się w przystojnym Francuzie i wyszłam za niego za mąż". I dodaje, że rozdzieliła ich granica, bo ona nigdy nie chciała mieszkać poza Polską, a on nie chciał wyjeżdżać z Francji. Zresztą, nie ukrywa, że często bywa zakochana, a czasem ma poważne dylematy, bo: "Zauroczył mnie pewien pan z Wrocławia. Ale jednocześnie podoba mi się pewien pan w Krakowie… Mam dylemat".

    Titanic z lodu zawsze wyjdzie

    Niektórzy z polityków potrafią nas zaskoczyć nietypowymi umiejętnościami. O tym, że Bogdan Zdrojewski był psim fotografem, dzięki Robertowi Migdałowi, wie już cała Polska. Ale nie wszyscy zauważyli, że Dawid Jackiewicz podróżował po świecie dzięki temu, że świetnie wychodziły mu... rzeźby w lodzie. Zapewnia, że choć śniegowy bałwan pewnie wyjdzie mu trochę krzywy, to Titanic z bryły lodowej będzie naprawdę świetny. Może dzięki odziedziczonym, po ojcu rzeźbiarzu, zdolnościom. I na koniec dowiadujemy się, że poseł PiS należał do Polskiego Stowarzyszenia Rzeźbiarzy w Śniegu i Lodzie. Opowiada o tym tak: "Założyliśmy je we Wrocławiu na początku lat dziewięćdziesiątych. Byliśmy jedyną taką grupą w Polsce: głównie studenci akademii sztuk pięknych. W tym towarzystwie byłem jedynym politologiem - kompletnie do nich nie pasowałem, ale miałem dryg do rzeźbienia".

    Były marszałek Marek Łapiński przyznaje się, że umie grać na gitarze. Co więcej, jeszcze jakieś dwadzieścia lat temu nosił długie włosy - jak na prawdziwego punka przystało - i szokował publiczność. Czym? Piosenkami, bo bywało i tak: "Graliśmy swoje piosenki, i to w bardzo dziwnych miejscach. Na przykład w 1988 roku mieliśmy występ na… przyczepie od ciągnika, na stadionie, z okazji akademii pierwszomajowej. Wprawiliśmy zebrany tłum w pewną konsternację. Wyszło nas czterech facetów, niekoniecznie ubranych grzecznie, jak do szkoły. A jak już zaczęliśmy śpiewać, że «nie wierzymy politykom», że «ludzie nie mają moralności, że mają kamienne twarze« - to już był szok.

    Śpiewałem, że «Gdańsk jest zawsze polski» i że «stolicą Śląska jest Wrocław» - niektórzy złośliwi się śmieją, że wyśpiewałem sobie swoją przyszłość. Pisałem o tym, żeby akceptować ludzi niezależnych, ludzi, którzy mają inne zdanie niż otoczenie. Zawsze te teksty były z pewnym podtekstem, bo to były jednak czasy cenzury i trzeba było pisać tak, żeby można było czytać między wierszami".

    Rozmowy niekontrolowane

    Jak mówi jeden z moich znajomych, jeśli polityk nie potrafi poradzić sobie z prywatną sferą życia, to nie powinien brać się za tę publiczną. Bo skończy jak Berlusconi. Chcecie wiedzieć, czy dolnośląscy politycy nadają się do polityki? Przeczytajcie książkę Roberta Migdała.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Znam !!!

      ob.x (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 44 / 40

      No comment!!! Nie wypada

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama