Dziś to nie czas na lamenty i wytykanie błędów. To nie teraz powinniśmy mówić o uchybieniach klubu w dystrybucji biletów, o komunikacyjnych niedostatkach, o tym, że na Stadionie Miejskim pełno jest jeszcze kurzu, koparek i robotników. Bo dziś - jakkolwiek patetycznie to nie zabrzmi - Śląsk Wrocław wchodzi w nową erę. Jej początkiem będzie pierwszy gwizdek sędziego w meczu WKS-u z Lechią Gdańsk (godz. 20.30).
To spotkanie będzie wyjątkowe nie tylko ze względu na stadion. Jak mówi kapitan Śląska Sebastian Mila (czytaj obok), drużyna z Trójmiasta była dla niego pierwszą przygodą z profesjonalną piłką. I chociaż "Milowy" pochodzi z Pomorza, to teraz trudno wyobrazić sobie Śląsk bez swojego kapitana. Dla niego będzie to 101. występ w barwach WKS-u.
Wiele oczu zwróconych będzie dzisiaj także na krajana Mili, o 11 lat młodszego Wojciecha Pawłowskiego.
Krajana, bo obaj urodzili się w Koszalinie i grali w tamtejszym Bałtyku. 18-latek przebojem wdarł się do bramki Lechii, a media liczą mu minuty bez straconego gola. Piłki z siatki nie musiał wyciągać od 269 minut. Rekord bramkarza debiutanta należy w tej chwili do obecnego golkipera Arsenalu Londyn Łukasza Fabiańskiego. Ten zachowywał czyste konto przez 298 minut. Pawłowskiemu brakuje zatem niecałe pół godziny. Świetnie zaprezentował się w ostatnim meczu z Lechem Poznań. Lechia na pięknej PGE-Arenie zremisowała bezbramkowo z "Kolejorzem", a bramkarz gospodarzy był jednym z bohaterów pojedynku. Kilkakrotnie świetnie interweniował, ale też dopisywało mu szczęście, gdy piłka odbijała się na przykład od poprzeczki. No, ale jak sam przyznał - fart jest potrzebny bramkarzowi.
Pochodzenie Mili i Pawłowskiego to niejedyne podobieństwo, które łączy dzisiejszych rywali. Kolejnym są stadiony.
Oba mają być arenami przyszłorocznego Euro 2012. Debiut obu przypada na rundę jesienną sezonu 2011/2012 T-Mobile Ekstraklasy.
Lechia swój pierwszy mecz na PGE Arenie rozegrała 14 sierpnia. W planach rywal miał być wielki, może Juventus i rewanż za pojedynek sprzed lat? Padło jednak na Cracovię, która ostatnimi czasy stała się czerwoną latarnią rozgrywek. Przeciwnik jednak nie odstraszył, bo na stadionie zasiadło ponad 34 tys. fanów. We Wrocławiu ten poziom sprzedaży biletów osiągnięto wczoraj rano, więc gdańszczan zapewne pobijemy. Na pocieszenie zostaje im fakt, że mają jeden z najładniejszych stadionów w Europie, którym zachwycali się wizytujący areny Euro dziennikarze z Włoch czy Anglii.
Wspomniany mecz z Cracovią zakończył się remisem 1:1. Lechia wygrała na PGE Arenie dopiero trzecie spotkanie z Górnikiem Zabrze (2:1, 18,5 tys. widzów). Wcześniej zremisowała jeszcze bezbramkowo z ŁKS-em Łódź (22 tys.). Problem bowiem w tym przy stadionowej przeprowadzce, że obiekt pachnie nowością, ale na początku jest jakiś taki obcy...
Zawodnicy muszą się do niego przyzwyczaić. Wie dobrze o tym trener Orest Lenczyk, który w minionych tygodniach wspominał, że pilczycka arena niby swoja, ale jednak obca. Wczoraj także stwierdził, że nie wie do końca, jak potoczy się dzisiejszy pojedynek.
- Z pewnością w największym kłopocie jesteśmy my, czyli drużyna, bo wszyscy liczą na zwycięstwo, na wspaniałe spotkanie i mają nadzieję, że na każdym kolejnym meczu nie będzie mniej kibiców. Nie jestem w stanie odpowiedzieć, co się będzie działo na tym meczu oraz kolejnych, ale wyczuwam u zawodników ogromną satysfakcję, że doczekali gry na Pilczycach. Moja skromna osoba również - mówił na przedmeczowej konferencji prasowej.
Tydzień wcześniej Lenczyk wspomniał, że prowadząc Cracovię, już raz czekał na mecz na nowym stadionie, ale nie udało mu się poprowadzić drużyny na zmodernizowanym obiekcie przy ul. Kałuży, bo podziękowano mu za współpracę. - Mam nadzięję, że tym razem doczekam - żartował.
- Zawsze była Oporowska i nawet jak przez chwilę graliśmy na Stadionie Olimpijskim, to jednak cały czas Śląsk był kojarzony z Oporowską. Wydaje mi się, że może nadal tak pozostać, bo tutaj będzie baza treningowa i tutaj będziemy na co dzień, zdecydowanie częściej niż na nowym stadionie - zauważa wychowanek WKS-u Tadeusz Socha. Ma dużo racji. Tym bardziej trzeba powalczyć o zwycięstwo. By stadionu od razu nie ochrzcić pechowym. Szczególnie, że potem na Pilczyce przyjedzie Wisła, a to zawsze rywal niełatwy.
Jeśli chodzi o Lechię, to rywal trudny. Jest po kryzysie: wygrał w Lubinie z Zagłębiem 1:0, a w spotkaniu z Lechem zaprezentował otwartą grę. Na dodatek do dyspozycji z ubiegłego sezonu wraca Razack Traore.
- Lechia ma zespół, który dobrze biega i stara się grać ofensywnie. Stawiają na dwóch piłkarzy: Bensona i Traore. Są to szybcy gracze i bardzo aktywni. Trudno ich upilnować. Z pewnością będzie to atut drużyny Lechii - komentuje Lenczyk.
Wynik jest ważny, ale niezależnie od niego i tak wszyscy zapamiętamy dzisiejszy wieczór.
"Gazeta Wrocławska" Dział Prenumeraty ul. św. Antoniego 2/4 wejście B, III piętro 50-073 Wrocław 071 374 81 15 p.jastrzebska@ gazeta.wroc.pl Prenumerata domowa Prenumerata teczkowa
Reklama:
"Gazeta Wrocławska" Biuro Reklamy ul. św. Antoniego 2/4 wejście B, III piętro 50-073 Wrocław 71 374 82 49 faks 071 374 81 35
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaWroclawska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.