Wygrał los i popadł w kłopoty

    Wygrał los i popadł w kłopoty

    Grażyna Szyszka

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Aleksander Drozd

    Aleksander Drozd ©Grażyna Szyszka

    Historia, którą zdecydował się nam opowiedzieć pan Aleksander Drozd, ma być ostrzeżeniem dla innych. Głogowianin wpadł w sidła oszustów, przez których stracił ponad t tys. zł i sporo nerwów.
    Aleksander Drozd

    Aleksander Drozd ©Grażyna Szyszka

    Historia, którą zdecydował się nam opowiedzieć pan Aleksander Drozd, ma być ostrzeżeniem dla innych. Głogowianin wpadł w sidła oszustów, przez których stracił ponad t tys. zł i sporo nerwów.
    W styczniu ubiegłego roku do pana Aleksandra przyszło listowne zaproszenie na pokaz specjalnych materaców medycznych, mających zbawienny wpływ na bóle kręgosłupa. - Zadzwoniłem pod podany na nim numer, by się upewnić, że jak tam pójdę, to nie będzie żadnego namawiania do zakupów. I pani, która odebrała telefon zapewniła mnie o tym.
    Pan Aleksander skorzystał więc z zaproszenia, a że ma problemy z bólem kręgosłupa, tym bardziej był ciekaw cudownych właściwości oferowanego materaca. Metoda prezentacji mocno podziałała na wyobraźnię potencjalnych klientów wmawiając im, że jedynym dla nich ratunkiem jest właśnie medyczny materac wart prawie 7 tys. zł. A tych, akurat mieli tylko trzy i to w promocyjnej cenie około 2 tys. zł, więc aby było sprawiedliwie, wśród 30 uczestników przeprowadzono losowanie. Jednym ze szczęśliwców był właśnie pan Aleksander. Nie chciał zaciągać kredytu więc pojechał po gotówkę.
    - Podpisałem umowę, zapłaciłem i wróciłem do domu. Gdy córka zobaczyła materac powiedziała, że taki sam mogę kupić za 400 złotych - opowiada.
    Następnego dnia głogowianin odesłał materac na adres firmy Jupiter w Stargardzie Szczecińskim. Sądził, że firma zrobi to, co obiecała na spotkaniu, czyli jeśli w ciągu 10 dni odeśle się towar, to zwróci pieniądze. - Telefonicznie potwierdzili odebranie paczki i kazali czekać na pieniądze. I czekam do dziś - mówi.
    Kiedy pieniędzy długo nie było, a telefony w firmie zamilkły, pan Aleksander poradził się rzecznika praw konsumenta, który wysłał pismo do Jupitera, ale już nikt korespondencji nie odbierał. Głogowianin zawiadomił więc policję, która wszczęła postępowanie. Udało się ustalić nazwisko i adres właściciela firmy. Okazało się, że był nim obywatel Niemiec Ernest W. Sprawa trafiła do prokuratury, bo czyn nosił znamiona przestępstwa, czyli przywłaszczenia cudzego mienia, co jest zagrożone do 5 lat pozbawienia wolności.
    Pan Aleksander dopytywał policję o postępach w dochodzeniu, wierząc, że odzyska pieniądze. Dowiedział się, że sprawa krążyła między Głogowem a Stargardem Szczecińskim. - Aż dowiedziałem się, że firma, która mnie oszukała już nie istnieje, a biznesem zarządza ojciec, a nie syn - mówi.
    Prawie półtora roku od pokazu, pan Aleksander otrzymał z prokuratury postanowienie o umorzeniu postępowania dotyczącego "przywłaszczenia materaca w ... urzędzie pocztowym w Stargardzie Szczecińskim.
    - Przecież poczta mnie nie okradła, nic z tego nie rozumiem - twierdzi pan Aleksander i od postanowienia prokuratury złożył zażalenie do sądu.
    Powiatowy rzecznik konsumenta przyznaje, że na szczęście coraz mniej osób przychodzi po poradę, jak wybrnąć z niechcianego zakupu z prezentacji.
    - Zobowiązania firmy wobec swoich wierzycieli nie ustają z chwilą zawieszenia jej działalności. - Małgorzata Tazbir-Suchocka, rzeczniczka praw konsumenta.

    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo