Moje Rotary? Piekielnie trudne pytanie. Jak tu w paru słowach opowiedzieć o tym, co naprawdę jest ważne - przyznaje Stanisław Rybarczyk, dyrygent i szef fundacji Pro Arte i od razu dodaje: - Zaproszenie do Rotary było dla mnie ogromnym wyróżnieniem, a stało się też zobowiązaniem. Bo Rotary zobowiązuje do myślenia o innych, słabszych czy takich, którzy potrzebują wsparcia. Po prostu rotarianom pewnych rzeczy robić i mówić nie wypada. Tylko tyle i aż tyle.
To dzięki Rybarczykowi klub Rotary Centrum wsparł wybitnie uzdolnioną skrzypaczkę Kingę Augustyn. Czynem, nie słowem. Rotarianie kupili jej skrzypce, pomogli w uzyskaniu stypendium w Niemczech, a kiedy dostała się na studia w Juilliard School w Nowym Jorku, też jej pomagali. Dzisiaj pisze doktorat i koncertuje w najważniejszych salach tego miasta.
25 czerwca 1996 roku - to dla nich data historyczna. Wtedy do sądu wpłynął wniosek o zarejestrowanie drugiego we Wrocławiu klubu rotariańskiego. Komitet założycielski liczył pięć osób: Janusz Krasoń, Jan Łuszczak, Piotr Pelczar, Piotr Szyber i Rafał Tabęcki. Część z nich zdobywała ostrogi w pierwszym wrocławskim klubie.
- To wyjątkowe doświadczenie. Po pierwsze, dzięki Rotary poznaję ludzi, których zapewne nigdy bym nie poznał. Po drugie, w życiu zawsze ważne dla mnie były wartości lewicowe, a dzięki Rotary ich realizacja zyskuje jak najbardziej realny wymiar - podkreśla prof. Piotr Szyber.
A Maciej Demski dodaje: - Kiedy 15 lat temu świętej pamięci Rafał Tabęcki zaproponował mi wstąpienie do Rotary, przeczytałem materiały informacyjne. I dowiedziałem się, że to nudziarstwo. Na szczęście okazało się, że wprawdzie tak bywa, ale tylko wyjątkowo.
- Rotary? Ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie. I ogrom sensu w każdym działaniu - mówi krótko Tadeusz Chodorowski, obecny prezydent Rotary Centrum.
Bo jak podkreślają rotarianie, klub pozwolił im poznać, a z biegiem czasu zaprzyjaźnić się z ludźmi, których nigdy by nie spotkał, od których uczą się wielu rzeczy.
- Takich jak otwarcie na drugiego człowieka czy szacunek do odmiennych poglądów, ale dla jasności, z pewnymi wyjątkami - uśmiecha się Demski.
Jednym z ich najważniejszych "dzieci" jest Zakład Opiekuńczo--Leczniczy dla Dzieci im. Jana Pawła II w Jaszkotlu. Pierwszy raz pojechali tam w 2004 roku, w grudniu. Ta wizyta, ogrom cierpień dzieci, ogrom pracy, jakiej wymagają, sprawiły, że zaczęli pomagać ośrodkowi, jego podopiecznym i siostrom, które go prowadzą. I tak w zeszłym roku firma Pawła Janczarskiego (oczywiście rotarianina) przygotowała projekt i dokumentację nowego budynku. Inwestycję w swoje ręce przejął kolejny prezydent, też budowlaniec, Cho-dorowski, który dzisiaj z dumą mówi: - Krok po kroku budujemy, malujemy. Dużo już zrobiliśmy, choć sporo jeszcze przed nami.
Maciej Łagiewski, dyrektor Muzeum Miejskiego i honorowy członek trzech wrocławskich klubów Rotary, w swoim gabinecie ma w widocznym miejscu ustawiony czek od rotarian z Drezna. Rotary Golden Reiter zebrało 2500 euro, dzięki którym kupiono obraz wrocławianina Isidora Aschheima, ucznia Fryderyka Pautscha i Ottona Millera.
- Wspieranie muzeum to też wielka sprawa - uśmiecha się.
Pierwszy klub Rotary powstał we Wrocławiu 15 września 1930 roku. Jego ostatni sekretarz Walter Meinecke, którego rodzina miała fabrykę wodomierzy przy ul. Długosza, na początku lat 90. odwiedził rodzinne miasto, do którego powrócili rotarianie. W Niemczech nazistowskich ich działalność była bowiem zakazana, a w PRL nie było na nią miejsca. Dzisiaj klub Rotary Centrum ma wielkie święto. 15 lat istnienia to w końcu nie byle co.