Czasem misja pokojowa kosztuje życie

    Czasem misja pokojowa kosztuje życie

    Jacek Antczak

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Czasem misja pokojowa kosztuje życie

    ©Tomasz Hołod

    Z Jerzym Banachem, wrocławskim lekarzem, wiceprezesem Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ, rozmawia Jacek Antczak.
    Czasem misja pokojowa kosztuje życie

    ©Tomasz Hołod

    Jutro w Warszawie spotkają się kombatanci misji pokojowych. Trochę to dziwnie to brzmi, "żołnierze walczący o pokój".

    Ale tylko oni to potrafią.

    Jak to?

    Każdy z nas ma w legitymacji słowa Daga Hammerskjölda, sekretarza ONZ i laureata pokojowej Nagrody Nobla, który powiedział "Prowadzenie misji pokojowych nie jest zajęciem dla żołnierzy, ale tylko żołnierze potrafią to czynić".
    I ten paradoks jest prawdziwy. Najpierw dochodzi do zbrojnego konfliktu, potem często do porozumienia, ale ktoś musi zadbać, by to ten konflikt nie wybuchł na nowo. Komu powierzyć taką misję? To musi być organizacja, która potrafi sprawnie działać w strukturach międzynarodowych, wykonywać rozkazy. Są dziesiątki przykładów, że organizacje cywilne sobie z tym nie radzą, a żołnierze jak najbardziej.

    Takie misje kojarzą się jednak z tym, co się dzieje w Iraku i Afganistanie.

    To są misje stabilizacyjne. Niestety, dopływające do nas informacje o kolejnych polskich żołnierzach, którzy zginęli, pokazują, jak niebezpieczne zajęciem jest próba doprowadzenia do pokoju w wielu gorących miejscach świata. Ale nasza organizacja skupia także uczestników misji pokojowych i humanitarnych ONZ, NATO i UE. Wśród kombatantów tych misji jest już kilkadziesiąt tysięcy Polaków. Ale ludzie, którzy działają w błękitnych hełmach czy beretach, wykonują równie niebezpieczną pracę. W ubiegłym roku w najbardziej klasycznych misjach pokojowych, których uczestnicy działają bez broni, zginęło 164 żołnierzy. Jak widać, niesienie gałązki oliwnej, by inni ludzie mogli żyć w pokoju, to jest często największe żołnierskie poświęcenie.

    Kiedy Dolnoślązacy zaczęli jeździć na misje pokojowe?

    Już w 1954 roku niedawno zmarły wrocławski dziennikarz Stanisław Łapeta był w Korei, gdy po wojnie między Północą a Południem siły międzynarodowe musiały zadbać o przestrzeganie rozejmu miedzy tymi państwami. Zresztą, on dalej obowiązuje, bo stan wojny trwa tam do dzisiaj. Inny kolega, który też niedawno od nas odszedł - Jan Szewczyk - w 1955 roku był na misji na Dalekim Wschodzie, gdy powstawały Kambodża, Laos i Wietnam.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      1/3 wywiadu

      aj (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 80 / 65

      Przepraszam, ale tu jest tylko 1/3 romowy, nie wiem dlaczego. JA

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama