Widmo potopu miasta

    Widmo potopu miasta

    Artur Szałkowski

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Część Wałbrzycha może zostać zatopiona przez wodę płynącą pogórniczą sztolnią.
    W dzielnicy Stary Zdrój, położonej w centralnej części Wałbrzycha, nagle wypływa woda z podziemi. Zatopiona zostaje część najniżej położonych budynków mieszkalnych oraz drogi krajowej nr 35 i drogi wojewódzkiej nr 381. Miasto zostaje sparaliżowane.

    To nie jest fragment scenariusza filmu katastroficznego. Taki przebieg wydarzeń, wbrew pozorom, jest całkiem realny. Wszystko z powodu braku kontroli nad wydrążoną pod dzielnicą sztolnią odwadniającą Fryderyk Wilhelm. Jeśli się zatka, może dojść do powodzi.
    - Kontrolą prawidłowego funkcjonowania sztolni powinna się zajmować Spółka Restrukturyzacji Kopalń - twierdzi z przekonaniem Piotr Kruczkowski, prezydent Wałbrzycha. - Chce ona jednak nas obarczyć tym obowiązkiem. Wszystko z powodu braku precyzyjnych zapisów na ten temat w prawie górniczym.

    Miasto nie zamierza przejmować podziemnego wyrobiska od spółki. Prezydent zwrócił się również z prośbą do parlamentarzystów z regionu, aby przeforsowali w Sejmie ustawę, która dokładnie ustali, kto powinien sprawować kontrolę nad obiektami pogórniczymi. Argumenty władz Wałbrzycha nie przekonują przedstawicieli SRK.
    - Sztolnię wykonano w ten sposób, aby odprowadzała do rzeki Pełcznicy wodę wypływającą z zatapianych wałbrzyskich kopalń - wyjaśnia Wiesław Rzepecki ze Spółki Restrukturyzacji Kopalń. - Po ich całkowitym zalaniu zadaniem sztolni jest odprowadzanie do rzeki nadmiaru wód opadowych. Jest to zatem obecnie obiekt komunalny, który powinien być własnością Wałbrzycha i chronić miasto przed powodzią.

    System opracowali naukowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, Politechniki Wrocławskiej oraz Instytutu Górnictwa Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Zaczął funkcjonować przed sześcioma laty.
    Przez pierwszy rok nadzór nad nim sprawowali eksperci górniczy. Kontrolowali wówczas m.in. poziom stężeń gazów wydobywających się razem z wodą na powierzchnię. Korzystając z pomocy płetwonurka, ustalono także wówczas, że z wody wytrąca się osad, który zatyka sztolnię. Trzeba go regularnie usuwać, żeby nie doszło do zatkania wyrobiska, a w efekcie - niekontrolowanego wypływu wód na powierzchnię. Nie jest to przedsięwzięcie tanie.

    Dlatego nie ma chętnych do przejęcia kontroli nad sztolnią.
    - Niedawno rozmawiałem na ten temat z prezesem spółki. Dał mi do zrozumienia, że nie mają pieniędzy na takie przedsięwzięcie - mówi prezydent Kruczkowski. - Nie rozumiem więc, dlaczego to nas próbuje się obciążyć tym zadaniem.

    Od pięciu lat nikt nie zaglądał do wnętrza wyrobiska. Wejście do sztolni zostało nawet zaspawane, w obawie przed intruzami. Nie wiadomo zatem, czy widmo jej zatkania to kwestia kilku czy kilkunastu lat.
    - Nie mamy możliwości skontrolowania tego, co się dzieje pod ziemią - nie kryje obaw Michał Pacierpnik z biura zarządzania kryzysowego w magistracie. - Możemy jedynie kontrolować miejsce wypływu wody.

    Problem może rozwiązać tylko decyzja Ministerstwa Gospodarki, w której zostanie wskazany podmiot odpowiedzialny za nadzór nad sztolnią.
    - W najbliższych dniach wysyłamy w tej sprawie pismo do ministerstwa - mówi Wiesław Rzepecki. - Mam nadzieję, że odpowiedź dostaniemy jeszcze w tym roku.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama