„Dom przy alei Rothschildów”: niezwykle barwna i piękna...

    „Dom przy alei Rothschildów”: niezwykle barwna i piękna opowieść o świecie, którego już nie ma

    Małgorzata Matuszewska

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    To dopiero pierwsza część rodzinnej sagi, ledwo zamknęłam książkę, a już chciałabym zanurzyć się w tę soczystą opowieść. „Dom przy alei Rothschildów” napisała Stefanie Zweig, niedawno zmarła pisarka pochodzenia żydowskiego. Miała sześć lat, kiedy wyjechała z Wrocławia do Afryki. Potem była redaktorką w gazecie „Frankfurter Neue Presse”. Pisała znakomicie.
    „Dom przy alei Rothschildów”: niezwykle barwna i piękna opowieść o świecie, którego już nie ma

    ©Wydawnictwo Marginesy

    Akcja „Domu przy alei Rothschildów” zaczyna się w styczniu 1900 roku, w dniu urodzin cesarza Wilhelma II, we Frankfurcie. Rodzina Johanna Isidora Sternberga, „przedsiębiorcy z niemałą fortuną”, cieszy się codziennością po przeprowadzce do domu przy alei Rothschildów 9. Żona Johanna, Betsy, kobieta piękna, mądra (cytuje Schillera, kiedy tylko nadarzy się okazja, czyta „Buddenbrooków” i „Królewską Wysokość” Thomasa Manna), właśnie oczekuje potomstwa. Państwo Sternbergowie są już rodzicami czteroletniego Ottona, ich życie układa się w spokojną całość. Oboje doświadczają radości. Pani prowadzi dom (oczywiście, przy pomocy dobrze zorganizowanej służby), pan domu zajmuje się pomnażaniem zwartości rodzinnej kiesy.
    Piątkowe wieczory są dla nich prawdziwym świętem, bo to żydowska rodzina z tradycjami. Johann Isidor jest także wiernym obywatelem Niemiec. Służba w tym domu jest wzorowa. Josepha Krause, pełniąca wiele ról, to odpowiedzialna osoba. Równie dobrze łuska groch, jak czyści nową bramę z kutego żelaza i w dodatku bardzo tolerancyjnie odnosi się do braku wieprzowiny w posiłkach rodzinnych. Stefanie Zweig bardzo soczyście opisuje życie frankfurckiego mieszczaństwa owych czasów, pokazując szczegóły i drobiazgi świadczące o urokach egzystencji. Opowieść pełna jest smakołyków, a „kluseczki ze szczupaka, bulion po florentyńsku według przepisu madame Suzette z pensji w Montreux, cielęcina w maderze, kurczak w burgundzie, zapiekane ziemniaczane kuleczki, chałka migdałowa, flamandzkie gofry z reńskim syropem jabłkowym, popołudniowa czekolada” to tylko niewielka część suto zastawianego stołu. Betsy lubi życie dobre i wygodne, kocha otaczać się pięknem i dobrze się ubierać. Kapelusz „zielony jak mech”, „liliowa suknia z szarfą w pasie”, a nawet „niebiesko--biała suknia w kratę” nie są zwyczajnymi ubraniami, to stroje służące zadowoleniu noszącej je osoby. Życie to właściwie jedna wielka sielanka. Sielankowe życie pryska i rozpada na proch razem z wybuchem I wojny światowej. Wszyscy będą musieli zrewidować swoje poglądy, a rodzinę Sternbergów nie ominie wojenny dramat. Niejako „przy okazji” wyjdzie na jaw straszna tajemnica pana domu. Wszyscy będą musieli zmierzyć się z wielką historią i własnymi dramatami. Tę książkę czyta się świetnie nie dlatego, że jest pełna szczegółów historycznych, precyzyjnie podanych. Także nie dlatego czyta się ją świetnie, że jest pełna soczystych, żywych opisów przyjemności życia, choć właśnie one świadczą o znakomitym piórze autorki. To poczucie nieuchronnie nadciągającego nieszczęścia i powtarzalność historii znana z dziejów świata sprawiają, że „Dom...” jest żywą książką, przypominającą chwilami powieści Manna.
    „– Teoretycznie mógłbyś również szyć mundury. Wojny też będą zawsze” – podpowiada mężowi Betsy, znająca życie i jego historyczne zawiłości. Nie spodziewa się jednak, że wojna wkrótce dotknie jej rodzinę. Zweig ciekawie rysuje wątki młodych Sternbergów: Ottona, uważającego, że ma szczęście, bo „to musi być potworne, gdy wybucha wojna i jest się za starym albo za młodym, by wziąć w niej udział”, Erwina marzącego o malowaniu „jak Rembrandt, tylko bardziej nowocześnie”, 15-letniej Clary, spełniającej się w pracy w szpitalu. Nawet w 1916 roku. „– Jest jeszcze normalność na tym świecie”, mimo panującej biedy i wojny, w piątkowy wieczór zapalone zostają szabasowe świece, do jedzenia jest chałka (co prawda z ciemnej mąki z suszonym grochem, ale upieczona według przepisu pobożnej babki) i potrzaskane życie toczy się dalej. Stefanie Zweig namalowała nieodległy świat i jego mieszkańców ze zrozumieniem powtarzalności dziejów.
    Stefanie Zweig, „Dom przy alei Rothschildów”, tłum. Anna Kierejewska, Wydawnictwo Marginesy 2015.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama