Miłośnicy jadania w plenerze będą mieli taką szansę przez okrągły rok. Nie przeszkodzi im w tym ani jesienna plucha, ani równikowe upały czy siarczysty mróz. Mamy wreszcie pierwszą na Odrze restaurację z prawdziwego zdarzenia we Wrocławiu.
Barka ma trzy kondygnacje czekające na gości i wszystkie uprawnienia pływającego statku, choć zamiast maszynowni ma tylko nowoczesną i świetnie wyposażoną kuchnię.
Władzę w niej będzie sprawowało dwóch doświadczonych koków (kok to kucharz okrętowy) - Artur Dziegański i Tomasz Nowak. Potrawy ze specjalnego menu będzie można spożywać w Mesie Kapitańskiej, Mesie Oficerskiej oraz w restauracji "Blue Marine" przeznaczonej dla większej liczby pasażerów.
Najniżej, na poziomie wody, jest oczywiście "Tawerna", czyli pub, w którym królować będzie rum i whisky. Piwo też. Wszystko jak na prawdziwym statku pasażerskim troszkę w mniejszej skali.
Do barki można zacumować nie tylko motorówką, ale też małym statkiem wycieczkowym. W razie czego będzie się można złapać za najprawdziwsze koła ratunkowe. Załoga została prze-szkolona w rzucaniu kołami na komendę: człowiek za burtą! Gdy tylko załoga wyłowi nas z Odry, nozdrza zaczną podniecać zapachy i aromaty wydobywające się z kambuza, czyli okrętowej kuchni.
Jak każdego właściciela trochę większego brzucha, ale przecież nie tylko, interesowało mnie, oczywiście, pokładowe menu. Zawsze wypada zacząć od przystawek. Rzecz jasna, trudno, żeby zabrakło klasycznych śledzi w śmietanie i oliwie (po 15 zł). Moją uwagę zwrócił jednak tatar z wędzonego łososia podlany odrobiną brandy z kaparami i cebulką. Spróbowałem sałatki z kalmarami i kurkami w sosie balsamino (obie po 18 zł). Do piwa czy drinka możemy wybierać między dwoma sandwiczami (kanapkami). Bosman firmuje kanapkę ze śledziem i ogórkiem (10 zł), a Admirał z wędzonym łososiem (13 zł).
Z ciepłych przystawek kuszą mule w sosie prowansalskim (25 zł) i fileciki z ryby baramundi podawane na tostach i sałacie (23 zł). Ta ryba to ozdoba morskich jadłospisów. Nie wiem, czy Państwa takie rzeczy interesują, ale baramundi rodzi się jako samiec, a po pięciu latach zmienia płeć na lepszą. A żyje zarówno w wodach słodkich, jak i morskich. Ty-le że nie w naszej szerokości geograficznej. Woli cieplejsze klimaty.
Patrząc na rozwidlenie Odry i miejsce po słynnych młynach św. Klary wysadzonych w powietrze przez jednego ze "światłych" prezydentów miasta Wrocławia, samopoczucie mogą nam poprawić dwie delikatne zupki. Polecam zupę rybną z pomidorami i mozzarellą. Naprawdę bardzo delikatna, bez śladu zapachu ryby, dopiero gdy natrafimy na kawałek ugotowanej ryby, nabieramy pewności, że jest to zupa rybna. Druga to równie delikatny bulion z mięsnymi pulpetami (obie za 12 zł).
Największy wybór jest wśród dań głównych, bo mamy ich aż osiem. Polecam z całym przekonaniem miętusa w sosie z szyjkami rakowymi za 36 zł (dokładny przepis obok) - sama subtelność i aksamitność. Bardzo dobrze trafiony smak sosu łączący wszystko na talerzu. Ryba soczysta i delikatna.
Męczę Państwa rybami i owocami morza, ale w końcu jesteś-my na wodzie. Nie licząc mojej słabości do tego rodzaju dań. Przy następnym zaokrętowaniu się na Odrze koło zabytkowych mostów Tumskich zdam dokładną relację, jak smakowały inne dania.
W wybrane dni pobyt na barce Tumskiej umilą nam występy artystyczne. Ze specjalnym spektaklem teatralnym napisanym na zamówienie kapitana.