Graty i szmaty z Azji

    Graty i szmaty z Azji

    Maciej Czujko

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Tanie chińskie towary zalewają Dolny Śląsk. Ekonomiści mówią, że ta sytuacja szybko się nie zmieni.
    Od początku tego roku na Dolny Śląsk trafiło aż 25 tysięcy ton różnych produktów z Chin - wynika ze statystyk wrocławskich celników. Żaden inny kraj spoza Unii Europejskiej nie dostarczył na nasz rynek aż tyle towaru. Celnicy tłumaczą, że chodzi głównie o ubrania i zabawki. Wśród ton tanich i kiepskich produktów zdarzają się też podróbki. Niedawno Izba Celna skonfiskowała na przykład 6 tysięcy koszul. Już wiadomo, że nie będą zniszczone, lecz trafią do potrzebujących.
    - Zawsze, gdy znajdziemy podrobione rzeczy, pytamy właściciela danej marki, czy można je komuś ofiarować - mówi Aleksandra Pokora, rzecznik Izby Celnej we Wrocławiu. - W tym przypadku udało się usunąć metki i zdobyć jego zgodę. Odzież trafi m.in. do Caritasu i Monaru - dodaje.

    W pierwszej trójce krajów spoza UE, z których towary trafiały na Dolny Śląsk jest też Korea. W tym roku przyjechało do nas stamtąd 15 tys. ton różnych produktów, głównie elektroniki. Z Azji przywozimy także słodycze. Chałwa, czekolada, ale również zupy i buliony przyjeżdżają z kolei z Turcji.
    Ze Stanów Zjednoczonych - duże ilości masy celulozowej. Po co? Do produkcji nieodzownego w każdym gospodarstwie domowym papieru toaletowego.
    Importujemy też chętnie z bardziej egzotycznych krajów. Z Bahamów - rum i likiery. Z Hondurasu ktoś przywiózł hafty na tiulu. Ta miękka i lekka tkanina z Ameryki Środkowej bez wątpienia jest lepszej jakości niż np. chińskie skarpety. Od początku 2008 roku przyjechało ich na Dolny Śląsk już 11000 par. I choć sąsiad Adama Miauczyńskiego z "Dnia Świra" zapewniał, że Chińczycy chcą nas wykończyć, instalując w nich za ciasne gumki, ten transport był legalny. Legalne były też chińskie truskawki, które w ubiegłym roku zalewały nasz rynek.

    Czy jest szansa, żebyśmy uniezależnili się od dostaw z tego kraju?
    - Na pewno nie teraz i na pewno nie całkiem - uważa Zbigniew Sebastian, prezes Dolnośląskiej Izby Gospodarczej. - U nas nie ma kto produkować tych wszystkich bluzek, butów i spodni. Ale coraz więcej przedsiębiorców rezygnuje z produkowania w Chinach i sprowadzania stamtąd towarów. Nie jest to już tak opłacalne jak kiedyś - dodaje.
    Prezes Sebastian uspokaja też, że znaczna cześć chińskich produktów, które trafiają na Dolny Śląsk jedzie dalej. Część w Polskę, a część do innych krajów Unii Europejskiej. Np. do Niemiec, od których my z kolei sprowadzamy np. artykuły erotyczne.
    Celnicy trafiają też na groźne artykuły. Np. na whisky, która w rzeczywistości okazuje się wodą doprawioną spirytusem i zabarwioną... bejcą do drewna. Niebezpieczne są też podrabiane maści, kremy i kosmetyki, a nawet leki i sprzęt medyczny.
    Często celnicy znajdują też papierosy. Zazwyczaj podrobione. W magazynach Izby Celnej leży dziś ich aż 10 tysięcy ton. Celnicy już wiedzą, że wkrótce je spalą. Ale nie w biurach przy kawie, lecz w plenerze, na wielkim ognisku.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama