Mówi się, często, że Polacy świętują tylko klęski. Czyżby? Nasze dwa święta narodowe - 3 maja i 11 listopada to przecież rocznice optymistycznych, pozytywnych wydarzeń. Celebrujemy również bitwę grunwaldzką i - może nieco rzadziej - wiedeńską. A wreszcie 15 sierpnia, rocznicę bitwy warszawskiej, obchodzimy jako święto wojska polskiego.
Po co jednak obchodzimy takie rocznice? Żeby napawać się sukcesem naszych przodków, kompensować sobie inne historyczne klęski, które zadali nam zaborcy i okupanci? Podsycać w sobie jakieś wojownicze uczucia czy obawy?
Bez wątpienia warto zaglądać zarówno na jasne jak i ciemniejsze karty narodowej historii po to, by złożyć hołd tym, którzy odeszli, dzięki których wysiłkowi i poświęceniu możemy żyć w wolnym kraju i - mimo wszystkich słabości współczesnej Polski - cieszyć się z jej osiągnięć i rozwoju.
Warto też uczyć się od naszych przodków. Odrobić lekcję ich doświadczeń w bardziej komfortowych warunkach, jako nie narażeni na bezpośrednie zagrożenia.
Obchodzimy teraz 91 rocznicę bitwy warszawskiej, bitwy która była bez wątpienia jednym z punktów zwrotnych naszej historii, a również ważnym wydarzeniem historii Europy i świata. Państwo polskie i jego z trudem budowana armia stawiło wówczas skuteczny opór Armii Czerwonej i powstrzymało ją w marszu, którego celem było wywołanie rewolucji w zachodniej Europie.
Szczególną rolę w bitwie i jak całej wojnie 1919-1920 odegrał, jako Naczelny Wódz, Józef Piłsudski. Był bez wątpienia bohaterem tamtych wydarzeń. Warto zatem prześledzić kilka ważnych spraw i decyzji z tamtego okresu. Przydatną pomocą do tego będzie wydana w ubiegłym roku książka Andrzeja Nowaka "Ojczyzna ocalona. Wojna sowiecko polska 1919-1920" oraz właśnie wydane przez Muzeum Historii Polski wspomnienia gen. Jana Romera.
Józef Piłsudski był świadomy tego, że wyznaczenie wschodniej granicy Polski było najtrudniejszym zadaniem nowego państwa. Nie dał się zrealizować ani scenariusz łatwego powrotu Polski do granic z 1772 roku, ale też nie do zaakceptowania było ograniczenie jej do terytorium do granic czysto etnicznych. Szczególnie, że w roku 1918 nie dawało się przeprowadzić żadnej oczywistej linii rozgraniczenia terytoriów polskich, od litewskich, białoruskich czy ukraińskich. Piłsudski marzył o federacji na obszarze dawnej Rzeczypospolitej, był jednak równocześnie realistą, czego dał wyraz pisząc do Leona Wasilewskiego w kwietniu 1919 r. "Nie chcę być ani imperialistą, ani federalistą, dopóki nie mam możności mówienia w tych sprawach z jaką taką powagą - no i z rewolwerem w kieszeni".
Piłsudski podjął wielką grę o to, by Polska stała się znaczącym państwem europejskim. Do tego konieczne było uzyskanie realnej siły. Piłsudski nie zdał się na decyzje mocarstw, ale narzucił własne reguły działań. Jednym z takich momentów było podjęcie rokowań z bolszewikami w momencie, kiedy Denikin prowadził swoją ofensywę na Moskwę w drugiej połowie 1919 r. Czy kontynuowanie polskiej ofensywy doprowadziłoby do zwycięstwa białych? Andrzej Nowak nie udziela jednoznacznej odpowiedzi. Bez wątpienia jednak Piłsudski pokazał, że nie zamierzał podporządkowywać interesów Polski dobrym relacjom z zachodnimi sojusznikami. Zdecydował, że konflikt z bolszewikami daje Polsce większe szanse niż konfrontacja z uznawaną przez Zachód białą Rosją.
Początek 1920 roku. Na Zachodzie nie chcą eskalacji wojny i nie rozumieją polskich działań na wschodzie. Piłsudski wie natomiast, że przyszłość nie rozstrzygnie się przy stole rokowań, tylko w starciu zbrojnym. Wojska bolszewickie koncentrują się na granicy i prędzej czy później musi dojść do zwarcia. Postanawia sam rozpocząć natarcie na korzystnych dla Polski warunkach, uderza na Kijów.
Wprawdzie w ciągu kilku tygodni polska armia zajęła znaczną część Ukrainy, łącznie z Kijowem, ale ostatecznie Plan Piłsudskiego nie powiódł się. Petlura nie potrafił pociągnąć za sobą Ukraińców, a siły sowieckie nie zostały rozbite. Polacy zaczynają wycofywać się, a Tuchaczewskiego ruszają w kierunku Warszawy. Ostatecznie, precyzyjnie zaplanowane i wykonane kontruderzenie sił polskich znad Wieprza nie tylko uchroniło Warszawę, ale doprowadziło do rozgromienia sił bolszewickich i odrzucenia przeciwnika za Niemen. Wprawdzie przeciwnicy Marszałka chętnie przypisywali wszystkie zasługi szefowi sztabu gen. Rozwadowskiemu, albo kierującemu francuską misją wojskową Weygandowi, ale niezależnie od ich wkładu w zwycięstwo, kluczowe decyzje i odpowiedzialność musiał wziąć na siebie Piłsudski i dlatego nie ma powodu, żeby odmawiać mu chwały zwycięstwa.
Józef Piłsudski nie jest dla mnie bohaterem bez skazy. Wiele jego działań, zwłaszcza później po zamachu majowym budzi mój krytycyzm. Bez wątpienia jednak wojna z bolszewicką Rosją pokazuje jego geniusz, jego umiejętność prowadzenia aktywnej polityki pomimo względnej słabości Polski. Piłsudski był politykiem świadomym swoich celów, w którego działaniach nie było miejsca na bierność czy czekanie na pochwały. Wiedział, czego się chce, sam wykazywał inicjatywę, żeby toczyć walkę na własnych warunkach. Czasem się mylił, ale nie zniechęcał się, potrafił aktualizować i rewidować scenariusze działań. Zaczynał od nowa. Bez wątpienia taka polityka, w której był zamysł strategiczny, odwaga, wielka praca organizacyjna i logistyczna, ale też i umiejętność improwizacji, okazała się skuteczna.
Było coś wielkiego i heroicznego w działaniach, które podejmowała generacja Piłsudskiego i Dmowskiego w okresie tworzenia państwa polskiego i walki o granicę. Ale byli to jednak ludzie z krwi i kości, tacy jak my. Żebyśmy więc nie popadli w nadmierny zachwyt dla przeszłości, albo zbytni pesymizm, co do naszych możliwości, nie odmówię sobie przytoczenia wypowiedzi jednego z bohaterów tamtych czasów. Oto generał Jan Romer, jeden z dowódców zasłużonych w wojnie 1919-1920, pisze coś, co niestety brzmi bardzo aktualnie:
"Nareszcie ziścił się wyśniony ideał tylu polskich pokoleń. Ojczyzna zmartwychwstała, a zmartwychwstała bez wielkiego wysiłku, bez dobrowolnych poświęceń narodu, zmartwychwstała przede wszystkim cudem Bożym! Przodkowie nasi pragnęli oddać za Ojczyznę życie - a my cóż poświęcamy dla Ojczyzny żyjącej? Jest niestety moim wewnętrznym przekonaniem, że większość narodu, bez różnicy stanu i wyznania, że magnat i szlachcic, i chłop, obszarnik, kupiec, fabrykant, rękodzielnik, włościanin, robotnik, urzędnik, a i wielu wojskowych, Żyd i chrześcijanin, że wszyscy z małymi wyjątkami mają jedną myśl przewodnią - wzbogacić się i używać."