Gazeta Wrocławska » Fakty24 » Historia Aleksandra Fredry na wrocławskim Rynku

Historia Aleksandra Fredry na wrocławskim Rynku

Data dodania: 2011-08-13 00:49:06 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2011-08-14 17:57:38

Gazeta Wrocławska

Hanna Wieczorek

3KomentarzePrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Historia Aleksandra Fredry na wrocławskim Rynku

Wrocławianie dbają o hrabiego. Myją go, umawiają się przy cokole na randki, malarskie plenery. A hrabia, bywa, że i w śniegu, patrzy życzliwie na tę codzienną krzątaninę mieszkańców jego - od ponad pól wieku - miasta (© fot. materiały z książki ze lwowa do wrocławia. fredro - świadek historii)

Kiedy stanął na Rynku, padał rzęsisty deszcz. Wcześniej musiano stoczyć batalię, by przywrócono mu należny hrabiowski tytuł. Aleksander Fredro od ponad pół wieku patrzy na nasze miasto - pisze Hanna Wieczorek.

Aleksander hrabia Fredro od 55 lat obserwuje wrocławski Rynek. Widział start Wyścigu Pokoju, pomiary wielkoludów z Klubu Wysokich, obchody milenium i koncert Placido Domingo. Miałby wiele historii do opowiadania - smętnych, wesołych, a pewnie większość z nich byłaby zaprawiona zgryźliwym poczuciem humoru komediopisarza. A więc zapytajmy hrabiego, co widział i jak to wszystko się zaczęło?

- Może nie jak, a gdzie? Bo wszystko zaczęło się we Lwowie, gdzie profesor Leonard Marconi posadził mnie na krześle na środku placu Akademickiego. Ach, mój Lwów... Biało-złote miasto...
I tak siedziałem sobie, w mojej ulubionej czamarce, patrzyłem na ludzi, zerkałem na Chorążczyznę, na której mieszkałem.
∨ Czytaj dalej
Widziałem, jak przez Lwów przechodzą obce wojska. Kiedy żołnierze z czerwoną gwiazdą na czapkach zagościli na dobre, przypomniała mi się fraszka:
"Twoje braterstwo - za drogie mi, bratku!
Miano i wiano, i… życie w dodatku(...)"
Wtedy dowiedziałem się, że jestem obcokrajowcem w swoim mieście i muszę się z niego wynosić. Moje miejsce zajął Mychaił Hruszewski, trochę zły, że dziwnie podobny do mnie się nagle zrobił. Tyle że w ręce nie pióro, a gazetę trzyma.

Cztery lata przygotowywano mnie do podróży, aż w końcu w 1950 roku dotarłem do Warszawy. I przez pięć lat siedziałem - razem z Janem III Sobieskim i Kornelem Ujejskim - w krzakach w parku w Wilanowie. Towarzystwo było zacne, ale w końcu zrobiło się trochę nudno, bo o czym mieliśmy ze sobą rozmawiać przez pięć lat... Nawet o niewieścich zgrabnych nóżkach, bezwstydnie odsłoniętych, pogadać się nie dało... Bo i panie żadne nie zaglądały do nas w te chaszcze.

W końcu przyjechał po mnie profesor Olgierd Czerner. Co się natrudził, żeby załadować mnie i mój cokół na ciężarówkę! No, ale zadbał o moje pióro, schował je do teczki, żeby bezpiecznie przebyło drogę do Wrocławia.

Łza się w oku kręci, kiedy wspominam tę podróż. Na każdym postoju tłumy ludzi przybiegały, żeby się ze mną przywitać. W końcu dojechałem i przerażenie mnie ogarnęło. Wypalone ruiny ciągnęły się kilometrami, ale miejsce znaleziono mi - przyznaję - godne. Bo usiadłem tam, gdzie jeszcze 11 lat temu na koniu jechał król Fryderyk Wilhelm III.

Hmm, przyznam, że miałem pewne problemy z zejściem z ciężarówki. Bo nie można było znaleźć odpowiednio dużego dźwigu dla mnie... Ale w końcu udało się. Tylko z cokołu zniknął gdzieś mój tytuł hrabiowski.

Jak mi później powiedziano, te dwie literki: "hr.", wzbudziły gorącą dyskusję. Bo kiedy dobrzy ludzie zaczęli się domagać, żeby brak uzupełnić, usłyszeli: "A po co?" od przewodniczącego Prezydium Rady Narodowej Eugeniusza Króla. Na szczęście znalazł się ktoś z imponującym refleksem i rzucił: "No, panowie, co cesarz nadał, tego Król nie może odbierać".

W strugach deszczu, 55 lat temu, stanąłem wreszcie na wrocławskim Rynku. Były kwiaty, długie mowy i obietnice troskliwej opieki. Te ostatnie zresztą bardzo się przydały, bo wrocławskie gołębie żadnej świętości nie uznają. A do tego, przez całe lata samochody naokoło mnie kopciły. Na szczęście, od dawna samochodów nie widzę na Rynku, czasem tylko obok mnie przejedzie poczciwa brycz-ka. Słowem, kąpiel, była od czasu do czasu wskazana. Tylko dlaczego te młodziaki z XIII LO, uśmiechając się pod wąsem, szepczą przy moich zabiegach higienicznych:
"Rada małpa, że się śmieli, Kiedy mogła udać człeka, Widząc panią raz w kąpieli, Wlazła pod stół - cicho czeka. Pani wyszła, drzwi zamknęła; Małpa figlarz ..."

Nie powiem, ludzie we Wrocławiu mili. Lubią przysiąść na moim cokole. Słyszałem, że często umawiają się na spotkanie... pod Fredrą. Tradycja sympatyczna. Zresztą nie tylko spotkania widzę, bo i Dni Wrocławia pod moim okiem były organizowane, i Święto Kwiatów. Raz nawet prawdziwy dyliżans sprowadzono, żeby mieszkańcy grodu nad Odrą zobaczyli, jak podróżowano za mojego życia. Przyjemnie czasem było spojrzeć na pię-kne niewiasty bawiące się na Ry-nku, choćby w czasie Cepeliady. Ech, kto dzisiaj pamięta to świę-to. Panienki zresztą urodziwe, i nie wstydziły się nóg pokazać.
1 2 »

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

POPIERAM NOWĄ PRAWICĘ

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

EWA (gość), 21.08.11, 10:10:20

http://nowaprawica.org.pl/

odpowiedzi (0)

skomentuj
Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Miklus (gość), 14.08.11, 19:58:35

A we Wrocławiu jak nie było (ejże? było), tak nie ma ulicy Aleksandra hr. Fredry. Pytajnik w nawiasie adresuję do najstarszych pobytem wrocławian Może oni będą pamiętać o tym, że miał Fredro u nas ulicę, którą komedianci polityczni mu zabrali. Może by tak w ramach oddawania Bogu co Boskie, cesarzowi co cesarskie, oddać Fredrze, co kiedyś miał.

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 1

Nie: 0

skomentuj

Jego tam ptacy i żacy postawili..

zgłoś 0 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

żak (gość), 14.08.11, 19:57:13

.. by mieli na co srać oraz wdrapywać się po pijaku i pióro urywać

odpowiedzi (0)

ocena: 0%

Tak: 0

Nie: 1

skomentuj

Rozrywka

Gazeta Wrocławska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Gazeta Wrocławska", poniedziałek 21.11.2011

Kup e-wydanie

Prenumerata:

"Gazeta Wrocławska"
Dział Prenumeraty
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
071 374 81 15
p.jastrzebska@
gazeta.wroc.pl

Prenumerata domowa
Prenumerata teczkowa

Zamów prenumeratę

Reklama:

"Gazeta Wrocławska" Biuro Reklamy
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
71 374 82 49
faks 071 374 81 35

reklama.wroclaw@
polskapresse.pl

Więcej o reklamie (kliknij)

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

"Gazeta Wrocławska"
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
71 37 48 151

Kontakt z nami (kliknij)



Reporter dyżurny
71 37 48 205

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Czy wybierasz się na pierwsze zakupy do Sky Tower?

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaWroclawska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.