Wrocławianka Aleksandra Kurzak wydała płytę w renomowanej...

    Wrocławianka Aleksandra Kurzak wydała płytę w renomowanej wytwórni

    Robert Migdał

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Wrocławianka Aleksandra Kurzak wydała płytę w renomowanej wytwórni

    ©materiały prasowe

    "Gioia" została wydana w renomowanej wytwórni Decca Classics. Nagranie płyty dla Dekki to największe marzenie śpiewaków. - To wielki sukces i spełnienie mojego największego, wydawałoby się, nieosiągalnego zawodowego marzenia - mówi sopranistka.
    Wrocławianka Aleksandra Kurzak wydała płytę w renomowanej wytwórni

    ©materiały prasowe

    Płyta "Gioia" jest pierwszą z nagranych dla wytwórni Decca. Ale nie ostatnią. Aleksandra Kurzak podpisała kontrakt na kilka płyt.

    Jej przepis na sukces? Talent, szczęście, znalezienie się w odpowiednim czasie i miejscu. - I wiara we własne marzenia - podkreśla Aleksandra Kurzak, która nie dość, że muzykę i miłość do niej ma w genach (jej mama Jolanta Żmurko jest sopranistką, gwiazdą Opery Wrocławskiej, a tata - Ryszard Kurzak - waltornistą wrocławskiej Akademii Muzycznej), to na dodatek ciężko na niego zapracowała.
    I to od dziecka: już w wieku siedmiu lat zaczęła się uczyć grać na skrzypcach i fortepianie. No i ważna była atmosfera, w jakiej dorastała. A ta była bardzo specyficzna. Magiczna. Świat opery: wychowywała się w jej kulisach, nasiąkała dźwiękami.

    W domu - też rządziła sztuka. Przez duże "S". Ola zamiast plakatów z chłopcami z boysbandów, bożyszczami nastolatek, powieszone miała nad łóżkiem zdjęcie Placido Domingo. Po latach sam Domingo, po jej występie w Covent Garden, gratulował jej cudownego głosu.
    - Jaka nastolatka byłam jego fanką. I raptem artysta, którego uwielbiam, słucha mnie na widowni. Po spektaklu przyszedł do mnie za kulisy. Gratulował mi. Rozmawialiśmy" - wspominała w wywiadzie dla "Głosu Wielkopolskiego". Niestety, nigdy z wielkim Placido nie pracowała.

    W dzieciństwie, gdy jej mama rozśpiewywała się przed występem, mała Ola ćwiczyła razem z nią. Naśladowała.
    - Już jako mała dziewczynka chciałam być śpiewaczką operową. Nie żadną tancerką, skrzypaczką czy baletnicą - mówiła.
    Gdy miała pięć lat, jej talent zauważył (usłyszał) przypadkiem Stefan Rachoń, wielki polski dyrygent. Jej mama rozśpiewywała się do występu na festiwalu w Kudowie-Zdroju. Mała Ola, tak samo, jak to robiła w domu, śpiewała to, co mama. Rachoń był zachwycony głosem Oli: "Ona ma wielki talent" - stwierdził i... zaproponował, żeby dziewczynka nagrała płytę z ariami operowymi, z towarzyszeniem orkiestry. Niestety, rodzice, żeby chronić dziecko przed blaskami (czy raczej cieniami) wielkiej sceny, nie zgodzili się.
    - Choć dziś wiem, że rodzice podjęli słuszną decyzję, to trochę tego żałuję. Miałabym wielką pamiątkę - uśmiecha się Aleksandra Kurzak.
    W nagrodę mała Ola dostała od Rachonia różę i... czekoladki.

    Ola z Wrocławia
    Podstawówka, szkoła średnia. Aleksandra dorastała we Wrocławiu.
    - Mam sentyment do tego miasta. Wychowałam się w nim, tu są moje korzenie - opowiadała naszej gazecie. Jeszcze w trakcie studiów na Wydziale Wokalnym wrocławskiej Akademii Muzycznej, w wieku 21 lat, wygrała Konkurs Moniuszkowski i zadebiutowała (u boku mamy) na deskach Opery Wrocławskiej w "Weselu Figara" (rola Zuzanny). Studia ukończyła z wyróżnieniem. Później jej życie zawodowe to pasmo sukcesów: kontrakt z operą w Hamburgu, zwycięstwa w konkursach wokalnych w Helsinkach, Barcelonie czy Warszawie. W 2009 roku zwycięsko broni doktorat. Ze sztuki. I śpiewa. Cały czas, na coraz lepszych i coraz bardziej prestiżowych scenach świata. Już jako 27-letnia artystka występuje w nowojorskiej Metropolitan Opera (jej rola Olimpii w "Opowieściach Hoffmanna" została oceniona przez krytyków jako zjawiskowa: "Sensacyjny debiut polskiej śpiewaczki", "Aleksandra Kurzak ukradła przedstawienie" - pisali) i w Royal House Covent Garden w Londynie (rola Aspasii w "Mitridate, Re di Ponto"). Później występowała na scenach Berlina, Parmy, Tuluzy, Monachium, Wiednia, Seattle czy mediolańskiej La Scali.

    Nie ma recepty na udany związek
    Niestety, w parze z sukcesami zawodowymi, nie szło szczęście prywatne. Z mężem poznała się jeszcze na studiach. Ona jeździła po świecie, on został we Wrocławiu. Od kilku lat są po rozwodzie.
    - Miałam z jego strony wielkie wsparcie, radość i dumę z tego, co robię. Ale... nie ma recepty na udany związek. Trudno orzec, dlaczego drogi ludzi się rozchodzą. Nie przeczę, że rozłąka na pewno nam nie pomogła - zwierzała się w wywiadzie dla dwutygodnika "Viva".
    Żyje w ciągłym biegu. Dzień w dzień na walizkach.
    - Jest to męczące, ale sprawia to także wielką radość - mówiła nam pół roku temu. Dziś marzy jednak o stabilizacji. Domu. Rodzinie. W wywiadzie dla "Vivy" przyznała, że czasem dopada ją myśl o... pieluchach.
    - Moja praca, kariera, występy, podróże - to moja stabilizacja. Oczywiście jest miejsce na męża i na dziecko, ale zobaczymy, co nam życie przyniesie (…). Ostatnio byłam u wróżki Aidy (…). Powiedziała: "Widzę panią, będą podróże, będzie dziecko".

    Futro z norek od wiernej fanki
    Wielbiciele jej głosu potrafią przerwać przedstawienie po jej arii i krzyczeć "Bravo, bravo".
    - To bardzo miły moment - mówiła w wywiadzie dla "Gazety Wrocławskiej". Jedna z wielbicielek, zachwycona jej sopranem, podarowała śpiewaczce... czarne futro z norek.
    Ona sama do swojej pracy (która jest wielką pasją) podchodzi bardzo rzeczowo. Bez emocji. Gdy jej nie odpowiada jakaś propozycja, odmawia. Gdy nie czuje na sto procent pewna, że jej głos sprosta wykonaniu danej arii - też rezygnuje z zaśpiewania. Nieważne, czy jest to scena nowojorska, londyńska, mediolańska czy wiedeńska.
    - Bardzo profesjonalnie podchodzę do tego, co robię i jeśli mi coś nie odpowiada, to po prostu nie przyjmuję takich propozycji (…). Nieważne, gdzie śpiewam. Zawsze mam wobec siebie wielkie wymagania i to najpierw ja muszę być zadowolona z tego, co robię - mówiła pół roku temu dla naszej gazety.
    Jak wypoczywa? Uwielbia spotkania z przyjaciółmi, chętnie odwiedza rodziców we Wrocławiu (ma tu swoje mieszkanie). Zastrzega, że w domu, w czasie wolnym, nie słucha opery. - Delektuję się ciszą - mówi.
    Jednak ciszy wokół siebie Aleksandra Kurzak na pewno nie doświadczy. Przynajmniej w ciągu najbliższych dni. Właśnie dzisiaj jest światowa premiera jej płyty "Gioia" ("Radość"), którą wydała w renomowanej wytwórni Decca Classics (nagranie płyty dla Dekki to największe marzenie śpiewaków).
    - Jest to wielki sukces i spełnienie mojego największego, wydawałoby się, nieosiągalnego zawodowego marzenia - mówi sopranistka.
    Na krążku są m.in. słynne arie z oper Rossiniego, Donizettiego, Verdiego, Mozarta, Pucciniego. I polski akcent - aria Hanny z opery "Straszny Dwór" Stanisława Moniuszki.
    Płyta "Gioia" jest pierwszą z nagranych dla wytwórni Decca. Ale nie ostatnią. Aleksandra Kurzak podpisała kontrakt na kilka płyt...

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama