Przeczołgany przez drugie piętro

    Przeczołgany przez drugie piętro

    Aleksander Malak

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Przeczołgany przez drugie piętro

    ©Fot. Janusz Wójtowicz

    Przed dwoma tygodniami na fali euforii tuziemców z okazji wygrania konkursu na Europejską Stolicę Kultury 2016, upomniałem się w tym miejscu o pamięć dla tych "kulturalnych" wrocławian, którzy po II wojnie światowej niewątpliwie podwaliny pod przyszłą stolicę położyli.
    Przeczołgany przez drugie piętro

    ©Fot. Janusz Wójtowicz

    Wprawdzie ograniczyłem się tylko do przejrzenia planu miasta, na którym z żalem stwierdziłem brak wielkich wrocławskiej kultury (z malutkimi wyjątkami), ale pomyślałem sobie, że nawet w tej mierze przez 5 najbliższych lat zaległości te można nadrobić. I tak narodził się tamten tekst. Bo kto jeszcze pamięta np. o Henryku Tomaszewskim - twórcy Pantomimy Wrocławskiej?

    - Ja pamiętam! - nieoczekiwanie odezwał się w słuchawce Maciej Łagiewski, skądinąd dyrektor Muzeum Miejskiego Wrocławia. - Nie tylko pamiętam, ale również poświęciłem mu specjalną salę w Pałacu Królewskim. Nie tylko zresztą jemu, także innym "zaniedbanym", przez pana w felietonie wymienionym. Zapraszam.

    Dyrektora Łagiewskiego znałem raczej jako mistrza krótkiego dystansu, a tu proszę - pamięć, historia, muzeum, specjalna sala, dystans długi, maraton "in saecula saeculorum".

    Bardzo proszę nie domyślać się w tym miejscu niewczesnych żartów. I każdy, kto tak myśli, a w młodości nie biegał 100 metrów w czasie 10,5 sekundy (jak Maciej Łagiewski), niech się wstydzi.
    Poszedłem do Pałacu. I tradycyjnym, panadyrektorowym zwyczajem zostałem przeczołgany. Na szczęście tylko przez II piętro, na którym mogłem zobaczyć, w jaki sposób "moi" wielcy zostali upamiętnieni. Może to niewiele, ale zawsze.

    Słuchałem dyrektorskiej perory z wieloma dygresjami typu "multi kulti" (a to Niemcy, a to Żydzi, a to Francuzi, a to Rosjanie, a to Polacy), jak to we Wrocławiu, i nie dziwiłem się specjalnie, że po chwili już nie tylko ja byłem w kondukcie zwiedzających.

    Raz tylko między salą wielkiego malarza Eugeniusza Gepperta a kącikiem wielkiego grafika, też Eugeniusza - Geta Stankiewicza, kiedy pan dyrektor zatrzymał się przy swoich ulubionych (?) Francuzach, którzy przez 7 lat (1806 - 1813) okupowali Wrocław, udało mi się dojść do słowa, ba, nawet wprawić dyrektora w zakłopotanie. Bo choć Francuzi stacjonowali we Wrocławiu przez 7 lat, to Napoleona we Wrocławiu nie było. Nigdy. A w mojej rodzinnej Środzie Śląskiej (w końcu rzut beretem) był i to przez dwa tygodnie. No to co, że uciekał spod Moskwy…

    Po dwóch godzinach opuszczałem II piętro muzeum usatysfakcjonowany… powiedzmy w połowie. Bo cóż stąd, że jest we Wrocławiu ktoś, kto pamięta i pamięcią tą chce zarazić wszystkich chętnych do odwiedzin w Pałacu Królewskim (warto!). Ba, ktoś, kto czeka na kolejny gmach, by zamknąć w nim (i otworzyć potem dla zwiedzających) wrocławski powojenny teatr, schowany na razie gdzieś w magazynach i innych odmętach.

    To sporo, ale ciągle mało. Mamy jednak jeszcze 5 lat. Jest trochę czasu, by wielcy wrocławianie wyszli z muzeum na ulice i place, może bulwary Europejskiej Stolicy Kultury AD 2016.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama