Twardzielka z miękkim sercem

    Twardzielka z miękkim sercem

    Paweł Gołębiowski

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Trudno uwierzyć, że Agnieszka długo była małą i drobną dziewczynką
    1/6
    przejdź do galerii

    Trudno uwierzyć, że Agnieszka długo była małą i drobną dziewczynką ©Archiwum domowe

    Kiedy urodziłam Agnieszkę, to ważyła 3,20 kg i miała 51 cm wzrostu. Teraz jest wysoka, ma 175 cm i aż trudno uwierzyć, że długo była małą i drobną dziewczynką. Zawsze jednak była bardzo ruchliwa i silna. Kiedy miała osiem miesięcy, wyszła z łóżeczka i na czworakach przyszła do mnie do łazienki. Na podwórku ciągle wspinała się po płotach i trzepaku. Sąsiadki pytały mnie, czy się o nią nie boję. Odpowiadałam, że bardzo, ale co mam zrobić - wspomina Jadwiga Wieszczek, mama medalistki olimpijskiej. - Jeszcze jak była licealistką, to potrafiła wyjść z mieszkania nie po schodach, ale po latarni stojącej tuż za oknem jej pokoju - dodaje.

    Agnieszka przysłuchuje się temu, co mówi jej mama. Śmieje się. Przy drobnej, mającej 154 cm wzrostu pani Jadwidze wydaje się duża, ale tak naprawdę nie pasuje do obiegowego wyobrażenia zawodniczki uprawiającej zapasy: herod-baby, kładącej na łopatki swoje przeciwniczki.
    25-letnia Agnieszka Wieszczek jest ładną, szczupłą, wysoką blondynką. Często nosi krótkie spódniczki, uwielbia korale i kolczyki.

    - Szpilek od pewnego czasu nie zakłada, bo nabawiła się kontuzji i musi nosić płaskie buty, ale i tak dobrze wygląda. Agnieszka ma świetne nogi - wyjaśnia jej mama.
    - Czasem nawet trochę przesadza. Idzie kupić bluzkę, a przynosi dwie pary butów. Ma okresy, że kupuje ciuchy w jednym kolorze, ostatnio wszystko na żółto. Dobrze wygląda, bo nie tyje, mimo że ciągle coś je - wtrąca się Kamila Olejnik, przyjaciółka medalistki, patrząc, jak ta właśnie pakuje do ust kolejne ciasteczko.

    - Co ja poradzę, że smakuje mi wszystko? Zjem to, co tylko nie ucieka z talerza. Kiedy długo nie ma mnie w domu, to tęsknię zwłaszcza za ruskimi pierogami mojej mamy - tłumaczy zapaśniczka.
    Stara się dbać o wygląd, ale boi się trochę, że na skutek uprawiania tej dyscypliny sportu jej uszy mogą zamienić się w tzw. kalafiory (od uderzeń czy szarpnięć rywalki). Pokazuje, że jedno jest już trochę zniekształcone. To dlatego zaczęła walczyć w specjalnych nausznikach. Opowiada, jak kiedyś na zawodach jej ucho zaczęło pęcznieć od zbierającej się krwi. Kolega, zapaśnik, ściągnął ją natychmiast strzykawką. Sytuacja powtórzyła się, kiedy była w Kanadzie, ale tam nie miał jej kto pomóc. Sama wbiła sobie igłę w ucho i ściągała krew.

    - Agnieszki trzeba pilnować, bo ma szalone pomysły. Mieszkaliśmy w pobliżu i pamiętam, jak spotykałem ją wracającą z treningów. Pytałem, czy jest zmęczona, a ona w odpowiedzi potrafiła wziąć mnie na barana i zrobić tak ze mną kilka przysiadów. To nie jest normalne, tym bardziej że ważę sto kilogramów - wyjaśnia Łukasz Gagatek, kolega.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama