Władzo, uśmiech szczęśliwego obywatela... bezcenny

    Władzo, uśmiech szczęśliwego obywatela... bezcenny

    Janusz Michalczyk

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Rafał Dutkiewicz chciał być przez moment ojcem narodu, ale poskromił swe ambicje i zadowolił się opieką nad wrocławianami. Wczoraj mógł ojcowskie uczucia zweryfikować, gdy odwiedziła go trzydziestka kobiet z dziećmi, które nie znalazły wolnych miejsc w publicznych przedszkolach.
    Władzo, uśmiech szczęśliwego obywatela... bezcenny

    ©Fot. Paweł Relikowski

    Mógł. Uniknął jednak konfrontacji, wysyłając do boju swojego zastępcę. Ten spisał się na tyle dobrze obiecując wzmożone wysiłki, że zdesperowane matki nie zostawiły urwisów na noc w magistracie. Nic mi jednak nie wiadomo, by odwiedziły punkt, w którym w Rynku kompletowano uśmiechy wrocławian z myślą o wystawie zdjęć radosnych mieszkańców.

    Owego punktu nie odwiedzili chyba również kioskarze, którzy nie mogą się dogadać z Mennicą Polską, odpowiadającą teraz za sprzedaż biletów MPK. Zaproponowano im tak lichą prowizję, że nawet perspektywa obsługiwania nowoczesnej drukarki, wypluwającej bilet na oczach klienta, nie skłoniła ich do podjęcia współpracy.

    Swojego uśmiechu nie uwiecznił zapewne były asystent prezydenta, który jakiś czas temu wykazał się nadgorliwością (jak wiadomo - jest gorsza od faszyzmu) i złamał przepisy o ochronie danych osobowych, gdy użytkownikom systemu Urbancard (czyli klientom MPK) w kampanii wyborczej rozesłał pocztą elektroniczną fraszki pryncypała. Teraz ma kłopoty, bo prokuratura nie doceniła walorów literackich i uparła się posłać byłego asystenta do sądu, co oczywiście jeszcze nie znaczy, że będzie gnił za kratami.

    Zastępca prezydenta Wrocławia spisał się na tyle dobrze, że zdesperowane matki nie zostawiły urwisów na noc w magistracie Jak widać, działalność publiczna to nie tylko słodkie konfitury, ale czasami spacer po polu minowym - człowiek nie wie, co mu wybuchnie pod nogami.

    Niby nasz stadion na Euro 2012, w przeciwieństwie do gdańskiego i warszawskiego, stawiany jest sprawnie, ale przydarzyła się nam wpadka z krzesełkami, bo pojawią się później niż planowano. Znów stres dla prezydenta.

    Bywa też, że sami z siebie lokalni prominenci odpalają widowiskową akcję. Były wiceprezydent Gliwic wdrapał się wczoraj na wysoki maszt radiowy i zagroził, że pozostanie tam do skutku, czyli do chwili, gdy jego obecny szef - dyrektor muzeum - nie zrezygnuje ze stanowiska. Chłop zapowiada, że posiedzi tam nawet kilka dni. Jak by nie patrzeć, wystawia na szwank swoje zdrowie, nie tylko psychiczne. Rozgłos już niewątpliwie zyskał, co mu otwiera furtkę do różnych programów telewizyjnych, od kawy czy herbaty poczynając, a na rozmowach w toku kończąc.

    Na Dolnym Śląsku nie mieliśmy jeszcze polityków na masztach czy kominach. Kto wie, może Donald Tusk inaczej by zareagował, gdyby były burmistrz Lubania Śląskiego, zamiast knuć ze szwagrem, czyli marszałkiem Grzegorzem Schetyną, wlazł na coś wysokiego i zagroził, że będzie tam przebywał, dopóki nie dostanie partyjnej rekomendacji w zbliżających się wyborach do Senatu. Premier w młodości malował kominy, więc mógłby docenić skłonność desperata do podniebnych akrobacji.

    Mówi się, że szwagier nie rodzina, ale tym razem Tusk raczej nie będzie się cackał, bo opozycja zabiłaby go śmiechem. A Senat? Kogoś wyborcy muszą wskazać. Nawet jeśli prezydent Dutkiewicz wykona kolejną woltę i nie wyśle do boju swoich ludzi.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama