Dramat może okazać się szansą od losu na nowe życie

    Dramat może okazać się szansą od losu na nowe życie

    Katarzyna Kaczorowska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Z Agnieszką Paszko, coachem, doradcą do spraw rozwoju osobistego, o tym, czy warto mieć w życiu jakiś cel i jak ten cel znaleźć, zwłaszcza kiedy jesteśmy na życiowym zakręcie, rozmawia Katarzyna Kaczorowska.
    Agnieszka Paszko

    Agnieszka Paszko ©Paweł Relikowski

    Ma Pani cel w życiu?
    Mam ich kilka i powiem więcej - zmieniały się wraz ze mną. Ewoluowały, dorastały... Kiedy byłam nastolatką, to celem była zdana matura, potem studia, egzaminy państwowe z niemieckiego.

    To cele zawodowe, a można mieć prywatne?
    Nawet trzeba.

    I one też się zmieniają?
    Oczywiście. Są inne dla młodej mężatki, potem młodej matki, inne, kiedy dziecko dorasta czy odchodzi z domu. Inne, kiedy na przykład rozpadnie się nasz związek, a inne, kiedy my albo partner straci pracę, a kredyty trzeba spłacać. Wreszcie inne, kiedy chorujemy. Życie to przecież proces dynamiczny, w którym ciągle coś się dzieje.

    A nie wystarczy być?
    Pewnie wielu ludziom wystarczy, ale chyba warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to ja panuję nad swoim życiem, czy też życie, różne wydarzenia, relacje z ludźmi miotają mną od ściany do ściany. Przysłowie "każdy jest kowalem swojego losu" naprawdę niesie w sobie głęboką mądrość i jak ktoś mówi, że to banał, to mówi niemądrze.

    Obejrzałam niedawno odcinek nowego polskiego serialu. Trzydziestoparoletnia mężatka z nastoletnią córką traci pracę, w czasie imprezy z okazji rocznicy ślubu dowiaduje się, że mąż od niej odchodzi i jakby było mało, jeszcze okazuje się, że chwila namiętności ze ślubnym skończyła się wpadką. Nic tylko siąść i płakać.
    "Przepis na życie" - też to widziałam. Na szczęście główna bohaterka popłakała tylko trochę i nie usiadła, tylko zaczęła działać. Rozwiodła się, zaczęła szukać pracy. Kiedy okazało się, że nigdzie nie może jej znaleźć, bo jest w ciąży, zobaczyła ogłoszenie na drzwiach restauracji, w której rzucił ją mąż. Trochę to filmowe swoją drogą, bo weszła do środka, powiedziała, że spodziewa się dziecka, że szuka pracy i ją dostała. Na zmywaku. Nie wiem, co na to inspekcja pracy, bo na zmywaku trzeba nie tylko myć, ale i dźwigać umyte naczynia. Rozbawiła mnie za to koleżanka głównej bohaterki, taka klasyczna bizneswoman, która mało nie dostała wtedy zawału serca. Kobieta sukcesu z korporacji trafia na zmywak! Zgroza.

    Pani by się nie załamała w takiej sytuacji?
    Moim zadaniem jest pomóc człowiekowi w takiej sytuacji. Akurat w tym serialu scenarzyści stworzyli silną bohaterkę, która ma wsparcie w mądrej matce, dojrzałej córce i dobrej przyjaciółce. One wszystkie, zamiast siedzieć i narzekać, jaki ten były mąż jest okropny, jaka to podła świnia i pławić się w tym nieszczęściu, starają się z tej sytuacji wyciągnąć maksimum dobra. Bo mąż wcale nie musiał być chodzącym ideałem, bo ta z pozoru dramatyczna sytuacja może okazać się szansą od losu na zupełnie nowe życie, na jakie wcześniej nigdy byśmy się nie zdecydowali.

    Co nas nie zabije, to nas wzmocni?
    Można tak powiedzieć, choć ja nie uprawiam z ludźmi, którzy przychodzą do mnie po pomoc, morderczego treningu amerykańskich komandosów. Coaching to nie survival, bardziej wykopy drogowe. Wymaga trudu, ale pomaga odkryć własne możliwości, dokopać się do siły, do własnych, często ukrytych, mocy sprawczych. To duża nagroda, ale pracę trzeba wykonać samemu.

    Byłoby łatwiej, gdyby było jak u braci Grimm: "Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy na świecie".
    Pewnie tak, ale chyba nie warto niczego zrzucać na złą królową, ani tym bardziej liczyć na pomoc siedmiu krasnoludków i księcia. Zresztą w lustereczku każdy był śliczny. Jeśli chcemy żyć w pełni świadomie, miećsatysfakcję z tego, co robimy, jak to robimy, to musimy wziąć odpowiedzialność za swoje życie, a nie pozwalać, by tę odpowiedzialność brali za nas inni - szef w pracy, rodzice, współmałżonek. I coaching właśnie w tym pomaga. Coach uważnie słucha, pyta, dopytuje, dalej drąży, mówi, co słyszy, jak to rozumie, co widzi.

    I co widzi?
    Czasami wiele sprzeczności. Na przykład ktoś opowiada o czymś, co jest dla niego bardzo ważne, mówi żarliwie, przytacza wiele argumentów, jakby chciał przekonać sam siebie, siedzi jednak przy tym sztywno, jego twarz niczego nie wyraża i nagle powie coś, wyrwie mu się, że kiedyś miał taki głupi pomysł, ale to było zupełnie bez sensu. I nagle się rozluźnia, uśmiecha, zaczyna gestykulować.

    Czym się różni coaching od psychoterapii?
    Psychoterapia szuka przyczyny naszych problemów, a coach pomaga przedefiniować problem na cel i pyta: "Jak chcesz to osiągnąć?". Ja nie dokopuję się do ukrytych, głęboko dramatycznych przeżyć, nie wnikam, czym spowodowane są do-tychczasowe niepowodzenia. Wspólnie z klientem - bo coach ma klientów, a psychoterapeuta pacjentów - dokonujemy analizy stanu posiadania i z tym, co jest - a z reguły okazuje się, że jest więcej niż nam się wydaje- razem ruszamy w drogę do celu, ale to nie znaczy, że roz-mowa ze mną jest zawsze miła i sympatyczna. Z jednej strony tylko zadaję pytania, ale z drugiej - kiedy człowiek odpowiada na nie głośno, zaczyna nazywać pewne sprawy, które go bolą czy są trudne, po imieniu, wprost- nie zawsze jest przyjemne.

    Czy to wymaga odwagi?
    Ogromnej. Proces coachingowy to ciężka praca wymagająca pokonania wielu ograniczeń, także bariery wstydu. Człowiek, który przychodzi do mnie po pomoc, odkrywa się, ale dzięki temu zaczyna widzieć siebie prawdziwego. Często towarzyszą temu dość silne emocje.

    A zdarzają się dezerterzy?
    W coachingu jak w życiu, czasami ktoś da nogę. Wiele przecież zależy od motywacji.

    Czego nam brakuje?
    Każdy z nas jest inny, ale zaskakująco wielu z nas w siebie nie wierzy. Nie dostrzegamy naszych talentów, uważamy, że jesteśmy nie dość ładni, nie dość mądrzy, nie dość wykształceni. Nie ufamy sobie i swoim możliwościom, a to powoduje, że chętnie przerzucamy na innych przyczyny swoich porażek. Bywa też, że wyolbrzymiamy swoje problemy.

    Na przykład?
    Proszę bardzo - przychodzi do mnie ktoś i zaczyna opowiadać, że współpracownicy go nie lubią. Bo jest wymagający, ambitny, wysoko ustawia poprzeczkę. A jeszcze teraz pracuje nad ważnym, prestiżowym projektem i jak mu się uda, to go do reszty znienawidzą. Poprosiłam, żeby wymienił tych okropnych ludzi z imienia i nazwiska, żeby spróbował policzyć tych nienawistników, którzy mu tak źle życzą. I okazało się, że z trudem wymienił jedną osobę.

    Poczuł się lepiej?
    Skupił się na projekcie, a nie rozważaniach, kto mu źle życzy. I odniósł sukces. Nie ufamy sobie i swoim możliwościom, a to powoduje, że chętnie przerzucamy na innych przyczyny porażek

    Z jakimi problemami ludzie przychodzą do coacha?
    Ktoś pracuje w korporacji. Z pozoru to dobra, prestiżowa praca, ale on się dusi i to, co robi, nie sprawia mu satysfakcji. Najchętniej rzuciłby to w diabły, ale boi się, że sobie nie poradzi, więc przychodzi i rozmawiamy, czego się boi, co zmiana pracy zmieni w jego życiu, czy ważniejszy jest dla niego pozorny prestiż, czy własna satysfakcja, słowem, co tak naprawdę jest jego celem na tym etapie życia. Ktoś inny nie umie sobie poradzić z tym, że 20-letnie dziecko wyprowadziło się z domu. Dorosłe dziecko unika kontaktów z matką, a matka nasila te kontakty, choć są bolesne i nie wzmacniają żadnej ze stron. Rozmawiam więc z matką i pytam, jak chce ułożyć relacje z dzieckiem, co to znaczy dobra relacja, po czym pozna, że jest lepiej, jak to wykonać? I może się okazać, że chce zawłaszczyć to duże dziecko i mieć je tylko dla siebie, bo boi się, że będzie sama. I wtedy warto skorzystać z terapii. A może okaże się, iż chodzi o coś innego, tylko do tej pory bała się o tym głośno mówić, a nawet pomyśleć, że na przykład jej celem będzie skończenie studiów albo egzotyczna wyprawa, bo przecież dobra matka powinna myśleć o dziecku, nie o sobie, wspomóc dziecko, a nie wydawać pieniądze na własne fanaberie.

    A czy nie jest tak, że coaching to zgoda na egoizm?
    No to powiem tak - kto powiedział, że zdrowy egoizm jest zły? Człowiek świadomy siebie, mający satysfakcję z tego, co robi, jest zadowolony, buduje lepsze relacje z ludźmi, częściej się śmieje, wbrew pozorom więcej daje i - mówiąc kolokwialnie- mniej ma w sobie rozgoryczenia i frustracji. Czy to jest złe?
    Rozmawiała Katarzyna Kaczorowska

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama