Jak rozmawiać z dziećmi o seksie? To nie musi być trudne....

    Jak rozmawiać z dziećmi o seksie? To nie musi być trudne. Rozmowa z Pauliną Wawrzyńczyk

    Karolina Sarniewicz

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Paulina Wawrzyńczyk z Grupy Edukatorów Seksualnych "Ponton"

    Paulina Wawrzyńczyk z Grupy Edukatorów Seksualnych "Ponton" ©fot. Bartek Syta

    Nie musimy być edukatorami seksualnymi, żeby rozmawiać z dzieckiem, i nie musimy umieć odpowiedzieć na wszystko - mówi Paulina Wawrzyńczyk z Grupy Edukatorów Seksualnych "Ponton"
    Paulina Wawrzyńczyk z Grupy Edukatorów Seksualnych "Ponton"

    Paulina Wawrzyńczyk z Grupy Edukatorów Seksualnych "Ponton" ©fot. Bartek Syta

    Pani Paulino, pomocy! Mam dziecko, które wysyłam w tym roku na pierwsze dorosłe wakacje. Dajmy na to, że jedzie na kolonię lub na Mazury ze znajomymi. Mam obawy, że nastąpi przy tej okazji inicjacja seksualna, która zakończy się niechcianą ciążą. Chcę z nim porozmawiać, ale tak się złożyło, że przez ostatnie lata niewiele razy poruszyliśmy temat seksu. Jakie mam szanse na sukces?
    Bardzo się cieszę, że pani o to pyta.
    Niepewność rodziców świadczy o tym, że zastanawiają się nad tą kwestią i chcą się więcej dowiedzieć. Jeżeli nie podejmuje się takich rozmów wcześniej i rodzice budzą się nagle, kiedy dziecko ma 15 czy 17 lat, sytuacja często jest niekomfortowa zarówno dla nich, jak i dla dzieci. Dzieci mogą wykazać niechęć do podejmowania tematów związanych z seksualnością i będzie to z ich strony całkowicie naturalne, bardzo łatwo będzie im zbyć rodzica odpowiedzią "już wszystko wiem" albo "odpuśćmy sobie". Jeżeli natomiast rodzice przez lata odpowiadali na bieżąco na pytania dzieci stosownie do ich wieku, jest szansa, że taką rozmowę, również przed wakacjami, da się przeprowadzić. Oczywiście, nie mówię, że nie jest to możliwe, kiedy wcześniej nie rozmawialiśmy, ale wtedy będzie to o wiele trudniejsze i zdecydowanie lepiej jest zaczynać dużo wcześniej.

    Czyli kiedy?
    Odkąd dziecko zaczyna mówić, zadaje rodzicom mnóstwo pytań, również takich związanych z cielesnością i seksualnością: "co to jest?", "co on/ona tutaj ma", "skąd się biorą dzieci?". Jeżeli rodzice odpowiadają bez skrępowania, wtedy ich relacja zostanie nawiązana, a dziecko, mając 15 lat, samo przyjdzie do rodzica z pytaniem czy problemem. Będzie miało do niego zaufanie. Jeżeli zaś w domu seks był tabu, tematem niewygodnym, to dziecko obserwowało dyskomfort rodziców. Wtedy może się zdarzyć, że z tym pytaniem nie przyjdzie.

    Więc skoro samo przestało przychodzić, co możemy zrobić? Jak zacząć temat?
    Bardzo trudno jest generalizować. To naprawdę zależy od konkretnych relacji rodzinnych. Najlepiej, żeby rozmawiał rodzic, który bardziej komfortowo czuje się w tym temacie. Może łatwiej będzie nam kupić dziecku książkę, podesłać link do strony internetowej czy filmiku? Jeśli dziecko widzi dyskomfort, stres udziela się obu stronom. Są rodzice, którzy zamiast rozmowy pokazują dziecku, gdzie są prezerwatywy, i mówią, że może sobie je wziąć, jeśli chce. To dobrze, że dają do zrozumienia, że akceptują seksualność dziecka, ale warto też rozmawiać.

    No właśnie. Bo to chyba bardzo kiepskie obejście tematu. Rodzice jakby umywają ręce: wszystko jedno, co dzieje się z naszym dzieckiem - ważne, żeby nie narobiło kłopotu.
    Tak, i lepiej byłoby jednak tę rozmowę podjąć, żeby przynajmniej zapytać dziecko, co myśli, na jakim etapie jest, gdzie się obecnie znajduje. Ale nie możemy o wszystko obwiniać rodziców, oskarżać o to, że obchodzą temat. Z nimi, a przynajmniej z 99 proc. z nich, nikt w sposób pozytywny o seksualności nie rozmawiał. Kolejne pokolenia wychowywały się w tym tabu i dopiero teraz coś się zmienia. Rodzice bardziej świadomie zaczynają do tego podchodzić. Sami się też edukują, bo to jest podstawa. Jeżeli chcemy edukować nasze dzieci, zacznijmy od siebie. Myślę, że jest duża szansa na to, żeby coś się zmieniło. Żeby kolejne pokolenie bardziej otwarcie potrafiło o tym rozmawiać.

    Więc mówi Pani, że powinniśmy startować z określoną wiedzą na temat seksu, kiedy podejmujemy rozmowę z dzieckiem? A może chodzi bardziej o przygotowanie nie tyle merytoryczne, ile psychologiczne?
    Nie musimy być edukatorami seksualnymi, żeby rozmawiać z własnym dzieckiem, i nie musimy umieć odpowiedzieć na wszystkie jego pytania. Wystarczy, żebyśmy sami czuli się z tym tematem komfortowo. Jeśli dziecko wie, że pewne słowa nie przejdą nam przez gardło, to może lepiej tak prowadzić rozmowę, żeby nie musieć ich używać.

    A i tak w wielu rodzinach nieprzekraczalny jest schemat, że to mama rozmawia z córką, a ojciec z synem. Nigdy w duetach mieszanych płci.
    To też zależy od relacji w obrębie rodziny. Oczywiście nie musi tak być, że mama rozmawia z córką, a tata z synem. Wszystko zależy od tego, który rodzic czuje się w tym temacie dobrze. To bardzo wartościowe, gdy ojcowie rozmawiają z córkami. Muszą tylko robić to świadomie, żeby nie wpędzać dziewczynek w kolejne kompleksy. Młode osoby mają już za dużo powodów do tego, żeby nie czuć się ze sobą dobrze, rodzice nie mogą dodawać kolejnych. Zdarza się, że ojcowie pozwalają sobie na sprośne żarty dotyczące ich ciała i seksualności, które dzieci pamiętają do końca życia.

    Czy te żarty nie wynikają po prostu z potrzeby rozładowania damsko-męskiego napięcia, które powstaje między ojcem a córką, kiedy córka dojrzewa?
    Wydaje mi się, że żarty to sposób poradzenia sobie z dyskomfortem rodzica. Łatwiej jest zażartować, niż powiedzieć coś konstruktywnego. Z badań, które Grupa Edukatorów Seksualnych "Ponton" przeprowadziła w 2011 r. na temat tego, jak wygląda edukacja seksualna w polskich domach, wynika niestety, że takie żarty są czasami wulgarne. Rodzice zamiast obalać stereotypy, sami je tworzą.

    Jakiś przykład?
    Seksualność postrzegana jest jako sfera brudna i niebezpieczna, a cała odpowiedzialność za ciążę spoczywa po stronie kobiet. Rodzice mówią, żeby córka się "nie puszczała", "nie wróciła do domu z brzuchem". To dokładnie tak, jakbyśmy powiedzieli dziecku: "nie akceptujemy twojej seksualności, to nie jest dla ciebie, a jeżeli ci się coś przytrafi, to cię nie wesprzemy".

    A czy pedagogiczne byłoby zamiast ostrzegać córkę, żeby "nie przyszła z brzuchem", powiedzieć: "cokolwiek się zdarzy, zawsze będę z tobą"? Zdaje mi się, że wbrew powszechnym obawom rodziców taki wyraz zaufania przeniósłby odpowiedzialność na córkę, co zaowocowałoby większą ostrożnością po jej stronie.
    Oczywiście, że tak. Musimy wspierać dzieci w każdej sytuacji. Bez względu na to, co się zdarzy, dziecko musi mieć poczucie, że może się do nas z tym zwrócić. A niestety z naszej pracy wynika, że młodzi ludzie w sytuacji tak trudnej jak niechciana ciąża najbardziej boją się powiedzieć o niej właśnie rodzicom, co oznacza, że w domach nie ma atmosfery otwartości i zaufania. To my musimy przekonywać nastolatków, żeby poszli z tą sprawą do kogoś dorosłego, co jest w gruncie rzeczy nieuniknione, bo młody człowiek sam sobie w takiej sytuacji nie poradzi.

    Dlaczego właściwie dzieci tak wcześnie decydują się na seks? Nie zawsze wynika to chyba z tego, że tego chcą i potrzebują.
    Głównie z powodu presji. Zarówno presji rówieśniczej, jak i presji w parze. Zgłaszają się do nas bardzo młode dziewczyny, które czują, że dla swojego ukochanego chłopaka powinny zgodzić się na seks. Nie czują się gotowe, nie wiedzą, co zrobić w takiej sytuacji. Sam fakt, że chcą o tym porozmawiać z edukatorami, jest wartościowy, bo oznacza, że się wahają.
    Co radzicie wtedy takiej osobie?

    Oczywiście, żeby poczekała. Seks musi być przyjemnością, a nie poświęceniem. Zbyt wczesne rozpoczęcie współżycia wywołuje duży dyskomfort.

    A czy zdarza się, że zapraszacie partnera i rozmawiacie o sytuacji z obojgiem?
    Nie. To są pytania zadawane nam najczęściej przez telefon zaufania. Te osoby zachowują pełną anonimowość. Byłoby idealnie, gdyby odezwała się do nas również druga strona, ale najczęściej tak się nie dzieje.

    Z dziewczynkami rozmawia się w domach częściej niż z chłopcami?
    Tak, wynika to z biologii. Dla rodziców takim momentem, w którym czują, że muszą powiedzieć cokolwiek, jest pierwsza miesiączka. I wtedy, jeżeli dziewczyna ma szczęście i fajny dom, dostaje pozytywny przekaz na ten temat. W życiu chłopca nie ma natomiast takiego momentu, więc często rodzice unikają rozmów z synami. To też jeden z wyników naszych badań na temat edukacji seksualnej w domach - chłopcy są w tej sferze poszkodowani.

    To rodzi jakieś widoczne konsekwencje, które też zbadaliście?
    To jest dużo szerszy problem. Cały czas sfera związana z seksualnością, szczególnie z antykoncepcją i rodzeniem dzieci, kulturowo dotyczy kobiet. Jeżeli młodzi chłopcy nie są uczeni odpowiedzialności od początku, później jako mężczyźni jej unikają. Nie czują się odpowiedzialni za antykoncepcję, ciążę, dziecko. Trzeba pamiętać, że w Polsce mamy bardzo niską ściągalność alimentów w UE, to logiczna konsekwencja. Ankiety grupy Ponton w większości wypełniają dziewczyny. Chłopcy nie czują, że temat edukacji seksualnej tak bardzo jest ich sprawą.

    A czy w raporcie pojawiły się dziewczyny, które nigdy nie dowiedziały się od matek, że zaczną miesiączkować?
    Tak, zdarzają się takie sytuacje. Oczywiście, dzieci nie wychowują się w próżni i edukacja seksualna dzieje się sama poprzez media znacznie szybciej, niż rodzicom się to wydaje, ale faktycznie takie skrajności mają miejsce. Jeszcze gorzej jest, gdy przekaz dotyczący na przykład miesiączki jest w domu bardzo negatywny. We wspomnianym raporcie znajdziemy taki cytat: "kiedy dostałam pierwszej miesiączki, mama się na mnie obraziła".

    Ale co by to miało oznaczać?
    Osoby, które nie są pogodzone ze swoją cielesnością czy seksualnością, świadomie bądź nie przekazują taki obraz dzieciom. Być może mama miała jakieś negatywne doświadczenia i zareagowała emocjonalnie. Nadal rzadko dziewczynki otrzymują przekaz, że miesiączka to coś dobrego, coś, co jest naturalne, korzystne i zdrowe. Raczej postrzegana jest jako problem, bo od tej pory można zajść w ciążę.

    Ale pozytywny przekaz powinien też dotyczyć mówienia o seksie, prawda? Rodzice chyba rzadko przyznają się dzieciom, że to jest coś, co sprawia im przyjemność.
    Tak, bardzo tego brakuje. Nam, edukatorom trudno jest mówić młodzieży o przyjemności seksualnej. Przeciwnicy nowoczesnej edukacji seksualnej widzą w tym zagrożenie. Oczywiście nie jest tak, że jeżeli powie się nastolatkowi, że coś jest przyjemne, to ta osoba od razu się na to zdecyduje! Poprzez edukację nie da się nikogo zachęcić do seksu. Dzieci i tak same odkryją, że seks jest przyjemny. Moim marzeniem byłoby więc, żeby w Polsce była pozytywna edukacja seksualna. Na razie koncentrujemy się na profilaktyce, mówimy o antykoncepcji i o przeciwdziałaniu infekcjom przenoszonym drogą płciową.

    Te zmiany i postęp, o których Pani mówi, to już raczej kwestia polityki, nie jednostkowych działań, tak?

    Tak, to zależy również od tego, czy edukacja seksualna jest prowadzona w szkołach i jakie są jej założenia. To są oczywiście decyzje polityczne.

    A wy, edukatorzy Pontonu, nie jesteście z wykształcenia seksuologami? Czytałam na stronie o wielu edukujących osobach - każda w codziennym życiu zajmuje się praktycznie czymś innym.
    Jest wśród nas dużo osób po psychologii i studiach seksuologicznych, ale wykształcenie kierunkowe nie stanowi kryterium bycia wolontariuszką czy wolontariuszem. Odbywamy szkolenia z psychologami, ginekologami, seksuologami i przede wszystkim sami bardzo dużo się uczymy.

    Wasz telefon zaufania w wakacje posiada jakąś specjalną edycję. Na czym to polega?
    Tak, codziennie od 1 lipca do końca sierpnia od godz. 19 do 21 można do nas dzwonić i pisać SMS-y pod numer: 507 832 741. Od 10 lat cieszy się on dużym zainteresowaniem. Podobnie jak w zeszłym roku jest on finansowany przez MEN. Oprócz do młodzieży kierujemy go także rodziców nastolatków oraz wszystkich osób, które pracują z młodymi osobami i mają jakieś pytania związane z edukacją seksualną. W roku szkolnym działa inny numer stacjonarny.

    Czym one właściwie się różnią? Po co wam osobny telefon kontaktowy?
    Wielu osobom na obozach i koloniach łatwiej jest napisać SMS-a niż zadzwonić.

    W jaki sposób, oprócz rozmowy, możemy dawać dzieciom pozytywne wzorce relacji damsko-męskiej?
    To jest najważniejsza rzecz, z której rodzice często nie zdają sobie sprawy. To, co powiemy dziecku, nie zawsze ma takie znaczenie jak to, co robimy i w jakiej atmosferze je wychowujemy. Dziecko od urodzenia obserwuje, w jakiej relacji żyjemy z partnerem czy partnerką. Czy jesteśmy swobodni, czy się przytulamy, dotykamy. Bardzo wiele osób wychowało się w domach, w których nigdy w życiu nie widziało rodziców dotykających się! Ponadto istotne jest, jaki jest stosunek rodziców do nagości. Czy rodzice i dzieci widzą się nago, czy się zasłaniają, czy jest to dla nich krępujące. To są sygnały, które uczą dziecko samoakceptacji i podejścia do własnego ciała. Gesty są ogromnie ważne, właściwie znacznie ważniejsze niż rozmowa. Poza tym liczą się też wszystkie komentarze, których udzielamy dzieciom, a które dotyczą filmów, które wspólnie oglądamy, czy książek i wiadomości, które czytamy razem. Z nich dziecko wynosi nasz stosunek do wielu spraw, np. stosunek do homoseksualizmu. To wszystko ma ogromne znaczenie.

    A jeśli rodzice, oglądając z dziećmi film, w którym całuje się para, każą przełączyć lub zasłaniają im oczy, co dzieci z tego wyniosą?
    To ciekawe, że rodzice bardziej obawiają się tego, że dziecko zobaczy na ekranie seks niż przemoc, której w filmach jest pełno. W ten sposób dziecko dostaje komunikat, że to nie jest normalne ani ważne, to sfera brudna, przeznaczona dla dorosłych. Może to wywoływać wstyd, kiedy dziecko samo później ogląda taką scenę. Jest naturalnie ciekawe i samą ciekawość może wartościować.

    Czytaj także

      Komentarze (4)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Sexx

      Alexx (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      Ruchanie?? aaa

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Jednego jestem pewien: nie będę słuchał niedouczonych lewaczek!

      Rodzic (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2 / 7

      Poziom wiedzy prezentowany przez "grupę edukatorów" jest słabiutki, za to zaangażowanie ideologiczne wręcz przeciwnie.
      Nie wiem jak ta pani, ale ci, którzy załapali się na kasę z UMŁ (Spunk), to...rozwiń całość

      Poziom wiedzy prezentowany przez "grupę edukatorów" jest słabiutki, za to zaangażowanie ideologiczne wręcz przeciwnie.
      Nie wiem jak ta pani, ale ci, którzy załapali się na kasę z UMŁ (Spunk), to sami niefachowcy: fizyk, socjolożka, jakieś filolożki, itp.
      Ani uprawnień do nauczania, ani znajomości tematu.

      zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      odezwał się zacofany rodzic

      babcia (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 4 / 1

      Mam ochotę zapytać go, gdzie się zdobywa uprawnienia do rozmawiania z własnym dzieckiem o seksie. Jakiś biskup, może proboszcz daje takie prawo? To ja dziękuję takim edukatorom. Od nich dziecko się...rozwiń całość

      Mam ochotę zapytać go, gdzie się zdobywa uprawnienia do rozmawiania z własnym dzieckiem o seksie. Jakiś biskup, może proboszcz daje takie prawo? To ja dziękuję takim edukatorom. Od nich dziecko się dowie, że seks jest brudny i ma służyć tylko prokreacji. Nie pozna tej prawdy, że seks jest mową miłości i może mówić o miłości także przed ślubem. Że jest to troska o drugą osobę, jej szczęście i oznacza odpowiedzialność za nią. Tacy nauczyciele potrafią tylko mówić o grzechu i piekle. Jednego jestem pewna, nie chcę słuchać kleru w sprawach seksu. Wcześniej czy później pokazuje się twarz Wesołowskiego.zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Babciu, co w tym zacofanego?

      Rodzic (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2 / 4

      Co jest zacofanego w tym, że nie podoba mi się skok na kasę?
      Czy brak zaufania do lewaków to przejaw zacofania?
      A może przejawem zacofania jest domaganie się, aby "edukatorzy" mieli uprawnienia...rozwiń całość

      Co jest zacofanego w tym, że nie podoba mi się skok na kasę?
      Czy brak zaufania do lewaków to przejaw zacofania?
      A może przejawem zacofania jest domaganie się, aby "edukatorzy" mieli uprawnienia nauczycielskie (tak jak fizyk, czy WF-man) i żeby mieli wykształcenie merytoryczne?

      I czemu mi tu wyjeżdżasz z jakimiś biskupami - ja gdzieś o tym pisałem?
      Naprawdę sądzisz, że jak ktoś nie słucha Radia Maryja to musi słuchać Krytyki Politycznej?
      Nie może być nic pośrodku?

      Babciu, lecz się, bo masz zwidy, to pewnie z nienawiści.
      zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama