Chris Evans. To on zastąpi Jeremy'ego Clarksona w "Top Gear"

    Chris Evans. To on zastąpi Jeremy'ego Clarksona w "Top Gear"

    Andrew Billen

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Chris Evans
    1/3
    przejdź do galerii

    Chris Evans ©John Stillwell

    Klamka zapadła, Clarkson nie wróci do swej miłości, czyli "Top Gear". Oto nadjeżdża Chris Evans. Ojciec dwójki dzieci, szczęśliwy małżonek. Jego porannego, flagowego programu radiowego BBC regularnie słucha dziesięć milionów osób
    Chris Evans zawsze będzie kojarzył się z britpopem, latami 90. i szaleństwami spowodowanymi szybko zdobytą sławą. Ale co w tym złego?

    Sześć lat i kilkanaście dni. To wszystko, co dzieli odjeżdżającego i już nadjeżdżającego nowego prezentera "Top Gear" - programu, dzięki któremu BBC przykłada swoją rękę do przyszłego wyginięcia gatunków z powodu emisji CO2. Clarkson ma 55 lat. Nowy gospodarz kultowego show Chris Evans dojedzie do pięćdziesiątki w kwietniu przyszłego roku. Obu mniej lub bardziej dotyka kryzys wieku średniego.

    Obaj mają za sobą nieudane małżeństwa. Obaj w ostatnich miesiącach przeżyli to, co zawsze zagraża równowadze ludzi w tym wieku - informację o możliwym wystąpieniu nowotworu. Obaj wreszcie mają dorosłe dzieci. Kilka lat temu przeprowadziłem długi wywiad z Evansem. Obruszał się wtedy, gdy powiedziałem, że jego sławna fryzura marchewkowego koloru jest teraz jasnopopielata. Dziś jest już dziadkiem.

    Mimo podobieństw informacja o zastąpieniu Clarksona na stanowisku czołowego automaniaka sprawia wrażenie, że mamy do czynienia ze zmianą pokoleniową - oto beztrosko ćwierkający młodziak zasiada na miejscu starego zrzędy. Ten ostatni właśnie przechodzi męki drugiego rozwodu. Ma nadwagę, ale to przecież nic nowego. Tak samo siwizna. Jego reakcja na podejrzenie wystąpienia nowotworu i pamiętny "najbardziej stresujący dzień" w ciągu 27 lat spędzonych w BBC? Uderzenie w twarz członka ekipy realizacyjnej "Top Gear" Oisina Tymona, bo ten nie zapewnił ciepłego posiłku. Clarkson jest dziś blisko podpisania kontraktu z Netfliksem albo z Amazonem na produkcję programu "Not Top Gear" i zarabiania nowych milionów. A jednak niemal nostalgicznie wygląda jak przybysz z przeszłości.

    W takim momencie nadjeżdża Chris Evans. Ojciec dwóch małych synków. Jest szczęśliwym małżonkiem. Jego porannego, flagowego programu radiowego w BBC 1 regularnie słucha 10 mln osób. Takiej słuchalności pozazdrościłby mu nie tylko irlandzki prezenter radiowo-telewizyjny Terry Wogan. W ubiegłym tygodniu udanie - i zapewne nie tylko na jeden raz - wrócił ze swoim słynnym nadawanym na Channel 4 przebojowym programem z lat 90. "TFI Friday". Reakcja na podejrzenie, że ma raka prostaty? Spokojnie poinformował o testach, które przeszedł. Na szczęście, podobnie jak w przypadku Clarksona, obawy okazały się przedwczesne. Taki jest dziś Chris Evans.

    BBC dokonała naprawdę znakomitego i szczęśliwego wyboru. Evans to automaniak, jakich mało. Takimi zresztą chce być większość gospodarzy programów typu talk-show. Podobne inklinacje ma przecież też jego idol David Letterman. W istocie jedynymi nudnawymi fragmentami drugiego tomu autobiografii Evansa "Memoirs of a Fruitcake" są te dotyczące kupowania samochodów.

    Czego to nie kupował? Wymieńmy choćby należące do amerykańskiego aktora Jamesa Coburna ferrarispyder. Później je sprzedał. Ale tylko po to, by zebrać 12 mln funtów na zakup ferrari 250 GTO, rocznik 1963. Podczas wywiadu wspomniałem, że nie rozumiem jego obsesji na punkcie tych niesamowicie przepłacanych pożeraczy paliwa. Odparł, że i on nie kuma tej choroby. - Do dziś zadziwia mnie niewinność takiej postawy. O ile można tak powiedzieć o sobie - mówił Evans.

    - Chris to facet wiecznie podekscytowany. Nadpobudliwie. Lubi robić dużo szumu - powiedziała mi w czasie naszej rozmowy jego druga była żona Billie Piper. To chyba jednak niezbyt pełna ocena osobowości człowieka, który jako swojego gościa w "TFI Friday" uwodził ją prezentem - srebrnym ferrrari ze 110 purpurowymi różami na siedzeniach. Piper miała 18 lat. I nie prowadziła.

    Ten prezent to najbardziej charakterystyczny symbol miłości do samochodów ówczesnego zalotnika. Evans egoistycznie przyjmuje, że podzielają ją wszyscy inni. Takie zachowanie symbolizuje też przywiązanie do beztroskich gestów. Bo co by było, gdyby osiemnastolatka zwróciła brykę niemal dwukrotnie od niej starszemu prezenterowi z uprzejmym uśmiechem i tekstem: - Niech się pan tak nie wygłupia.

    Jednak BBC zaoferowała mu trzyletni kontrakt w równym stopniu z powodu jego miłości do niebezpiecznych sytuacji co i aut. Emocje zawsze towarzyszące jego życiu i karierze zapewniają, że na torze testowym "Top Gear" w Surrey nie zbraknie ostrych zakrętów, poślizgów i zderzeń. Podobny emocjonalny koloryt zapewniały gafy Clarksona, jego kpiny z poprawności politycznej, a także - znakomity gust w kwestii aut.

    Różnica polega jednak na tym, że dziś Evans nie stanowi zagrożenia dla nikogo - zwłaszcza dla BBC. A Jeremy - zapytajcie Tymona - w sposób oczywisty wciąż nim jest. Po usłyszeniu informacji o zatrudnieniu nowego prezentera James May napisał na Twitterze, że brytyjski publiczny nadawca dokonał wyboru z jajami. Przyznaję, że czytając ten wpis, myślałem jedynie o tym, jak dalece reputacja Evansa jako osoby fatalnie się zachowującej przeżyła samą rzeczywistość.

    Jednak - jak chętnie przyznawał w wywiadzie sam zainteresowany - w swoim czasie naprawdę zachowywał się w ten sposób. I nie chodziło wcale o coś w stylu didżejowania, kąsania establishmentu czy wiecznych kontrowersji w celu trafiania na czołówki gazet. Nie. Chodziło o szaleństwo. Wariactwo. Zaczęło się całkiem niewinnie. Za dowcip o zjadaniu psów zwolniono go z mającego siedzibę w Manchesterze Piccadilly Radio. Wkrótce jednak sprawa urosła do poważnych rozmiarów - pewnego dnia nie zjawił się, by poprowadzić ranną audycję w BBC Radio 1. Poprzedniego wieczora był na wigilii. Przyczynę absencji określił słowami: "Jesteśmy tylko lustrem dla tego, co dzieje się gdzie indziej". Odmówił pracy w piątek, więc go wylano. Zatrudnił się w Virgin Radio, ale często opuszczał robotę bez zezwolenia, bo nieustannie i namiętnie balował. Gigantyczne tango. O dziwo, później wytoczył proces swoim byłym szefom za… zwolnienie go z pracy.

    W swoich wspomnieniach pisał, że nie tyle przegrał sprawę, ile został unicestwiony.

    Tymczasem pił tak ogromne ilości, że rozważał nawet przeprowadzkę pod adres lepiej znany taksówkarzom, bo wracając po balandze do domu, sam nie bardzo był w stanie podawać właściwy kierunek jazdy.

    Dwa tomy wspomnień Evansa przeczytałem w ciągu tygodnia. Ośmieliłem się nawet zapytać go, czy nie cierpi przypadkiem na dwubiegunową psychozę afektywną. Ze spokojem odpowiedział, że wątpi, bo naprawdę rzadko przeżywa depresje. - Nie sądzę, żeby stwierdzono u mnie jakiś brak równowagi płynów chemicznych.

    Jego terapeuta sugerował, że Evans cierpi na stany lękowe wywołane napięciem między jego duchem twórczym a rolą biznesmena. Rzeczywiście, przez chwilę był właścicielem Virgin Radio. - W moim przypadku nie chodziło jednak o twórczość artystyczną, ale o pragnienie sławy faceta, który był już wtedy rodzicem - mówi Evans.

    Istotnie. Coś było na rzeczy. Gdy miał 21 lat, razem z partnerką Alison Ward doczekali się dziecka - córeczki imieniem Jade. Evans pracował wtedy w Piccadilly Radio i marzył o ogólnokrajowym sukcesie. Ward oświadczyła mu, że jeśli nie może na nim polegać w kwestii wychowania dziecka, lepiej zrobi, jeśli w ogóle odejdzie z ich życia.

    Evans posłuchał rady. Później jako człowiek, którego ojciec umarł, gdy on sam miał zaledwie 13 lat, uświadomił sobie własny brak odpowiedzialności i okrucieństwo takiego wyboru. Przez lata uważał siebie za fałszywego oszusta.

    - Odrobinę prawdziwego usprawiedliwienia dla siebie upatruję w tym, że mój ojciec zmarł na nowotwór, a mama usiłowała pogodzić się z jego śmiercią. Ale zobacz, ja żyłem, wierzgałem na prawo i lewo i rozmyślnie uczyniłem Jade to samo - powiedział mi Evans. W tym samym czasie, gdy rozmawialiśmy, przez swojego prawnika usilnie próbował dotrzeć do byłej partnerki, aby skontaktować się z córką, której praktycznie nie znał. Był na dobrej drodze. Przyjmuję, że jego wysiłki przyniosły efekty. Dlaczego? W styczniu br. Jade urodziła chłopczyka. Chris przywitał go tweetem: "Teddy Rupert jest już na świecie". Podczas jednego z wydań "TFI Friday" widziano jego córkę na widowni.

    Evans najwyraźniej wszedł w fazę wychodzenia z szaleństwa. Bez wątpienia bardzo mu w tym pomogła jego trzecia żona, była zawodowa golfistka, Natasha Shishmanian. Dziś także matka ich dwojga małych synów - sześcioletniego Noaha i młodszego o trzy lata Eliego. - Nikt nigdy nie potrafił mnie tak kontrolować jak Natasza - mówił nowy prezenter "Top Gear".

    - Nie mówi nic. Ale w swoim postępowaniu posługuje się po prostu czymś w rodzaju sonaru - jak delfinica ze swoim dzieckiem. Widziałeś, co robi taka matka? "Ogłusza" delfiniątko, a to opada na dno morza. Gdy matka czuje, że dziecko już wystarczająco długo za karę przebywało w odosobnieniu, łagodnym klapsem wyprowadza je z transu. Taką właśnie władzę ma nade mną moja żona - wyznaje Evans.

    Rany psychiczne już się zagoiły. Nadmierne picie to śpiewka przeszłości. Chris codziennie zjawia się w robocie. W piątek występuje w roli gospodarza "The One Show" - ulubionego programu średniozamożnej i umiarkowanej w poglądach politycznych części angielskiego społeczeństwa. Od 2010 r. prowadzi też słuchany przez miliony ludzi odwożących dzieci do szkoły poranny program w BBC Radio 2. Nawet jeśli wygląda na osobę nieodpowiedzialną, to w rzeczywistości wcale taką nie jest. Gdy powiedział mi o ciąży pozamacicznej Natashy, miałem obawy, czy podając ewentualnie tę informację do wiadomości publicznej, nie naruszam jego prywatności. Zadzwoniłem i zapytałem, czy mogę. Podziękował za przyzwoite zachowanie i wyraził zgodę. - Wystarczająco wiele razy pytałem o to żonę - dodał.

    Evans jest dziś nie tylko młodym - by nie powiedzieć: młodzieńczym - prezenterem "Top Gear", ale też starszym "mężem stanu", gdy chodzi o wariactwo, jakie może cię dopaść wraz ze sławą. W marcu br. napisał artykuł o swoim szaleństwie i o tym, co zdarzyło się zawieszonemu wówczas Clarksonowi. Jego zdaniem alter ego słynnego dziennikarza motoryzacyjnego wzięło górę nad rzeczywistym Jeremym. "Wiem, bo sam [byłem w takiej sytuacji]. Co się dzieje, gdy postać stworzona zaczyna górować nad samym twórcą? Rzecz polega na tym, że w takiej chwili pozostaje tylko kwestią czasu, kiedy wszystko zakończy się płaczem. Dokładnie to samo zdarzyło mi się 15 lat temu. To samo sześć lat temu przydarzyło się też Jonatanowi Rossowi i Russellowi Brandowi. Teraz zdarza się to Clarksonowi.

    Różnica jakościowa między mną a Jeremym polega na tym, że on jest cały czas czynny i znajduje się na samym szczycie swojej gry, a ja nie byłem wówczas w stanie robić niczego użytecznego" - pisał Chris Evans.

    BBC wcale - jak chce James - nie pokazała, że ma jaja. Postąpiła po prostu rozsądnie. Nawet z socjologicznego punktu widzenia. Szalone wyczyny Clarksona sięgają korzeniami lat 70. - ich seksizmu, ksenofobii, brzuchów typowych dla piwoszy i filmu "Mad Max". Evans zmodernizuje "Top Gear". Ale ta modernizacja dojdzie tylko do lat 90. - dekady, która przyniosła mu sławę. Tej samej, która wylansowała też Oasis, Blur i Tony'ego Blaira i w czasie której docelowa widownia programu sięgnęła szczytu.

    Britpop zawsze był bardziej bezbarwny, bezpieczniejszy i bardziej w typie "nowych laburzystów", niż się nam zdawało. Evans, co pokazały jego cotygodniowe piątkowe wieczorne, godne alkoholowego domu wariatów wyczyny na Channel 4, wcale taki nie był. Nikt pewnie nie zaprzecza, że taki jest dzisiaj.

    Tłumaczenie: Zbigniew Mach

    Czytaj także

      Komentarze (4)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Piotr

      ... (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      A ten artykuł, w górze, to nic innego, jak postawienie na "planszy" nowego, kontrowersyjnego "pianka " którego specjalnie się oczernia w celu zapewnienia mu przyszłej sławy... Jestem totalnie na...rozwiń całość

      A ten artykuł, w górze, to nic innego, jak postawienie na "planszy" nowego, kontrowersyjnego "pianka " którego specjalnie się oczernia w celu zapewnienia mu przyszłej sławy... Jestem totalnie na nie. Clarkson, pamiętaj o tym, że istnieje słowo" przepraszam " zresztą nie raz go używałeś... Powodzenia stary pryku :-)zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      BBC top Gear

      Piotr (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      Niestety moi drodzy, bez Clarkson'a ten program nie będzie już miał "swojej chemii " był jedyny w swoim rodzaju i od "zarania dziejów " wprowadził w tym programie swoją osobistą magię. BBC jako...rozwiń całość

      Niestety moi drodzy, bez Clarkson'a ten program nie będzie już miał "swojej chemii " był jedyny w swoim rodzaju i od "zarania dziejów " wprowadził w tym programie swoją osobistą magię. BBC jako stacja telewizyjna bardzo dużo straci, oglądalność, a co za tym idzie, także zysk finansowy. BBC, zastanówcie się rado nadzorcza, nad tym, co robicie... Miliony tracić będziecie (Yoda) zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      oco chodzi?

      amon (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      top gear bez clarksona to już nie ten sam program !Ja osobiście rezygnuję z oglądania.


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Racja

      Max69 (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      dokładnie tak samo uważam, to juz nie to.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama