Ważne
    I ciągle ta wartość dodana...

    I ciągle ta wartość dodana...

    Aleksander Malak

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    I ciągle ta wartość dodana...

    ©Janusz Wójtowicz

    Jest w tym jakiś paradoks. Przecież kwiecień to w naszej szerokości geograficznej jeden z najpiękniejszych miesięcy. Na pola, łąki, ogrody, do lasów i parków we wsiach i w miastach wraca życie. Budzi się nadzieja.
    I ciągle ta wartość dodana...

    ©Janusz Wójtowicz

    A zarazem ten sam kwiecień to miesiąc największych polskich tragedii. Był czas, kiedy obwołano kwiecień Miesiącem Pamięci Narodowej. Tak właśnie, dużymi literami. Wtedy nie bardzo wiadomo było, dlaczego właśnie kwiecień. Mówiło się, że chodzi o Katyń. Nie o kwietniowe mordy polskich oficerów w 1940 roku, dokonane na rozkaz Stalina, ale o te same zbrodnie, tyle że przesunięte w czasie o rok i przypisywane hitlerowcom.
    I chociaż pomysłodawcy pewnie zdawali sobie sprawę, że wszyscy i tak wiedzą, to jednak nie mogli sobie odmówić owej wartości dodanej nie Rosjanie, tylko Niemcy. Może się utrwali. Nie utrwaliło się.

    Potem do miesiąca pamięci weszło powstanie w getcie warszawskim. Z kwietnia 1943 roku. Chyba jednak pamięci było za mało, być może kręcąca się karuzela w czasie, gdy getto płonęło, wciąż zawstydzała, bo doczekaliśmy się opinii i "historycznych" przekazów, z których wynika, że to nie polscy Żydzi chwycili za broń. To już tylko Żydzi wywołali "największe" i "najbardziej znane" powstanie. Przypadkowo na polskich ziemiach. Wartość dodana zatriumfowała.

    Pisał Wyspiański, że "listopad dla Polaków niebezpieczna pora". Nie miał racji. To kwiecień.

    Bo i cóż stąd, że minęła epoka, skoro kwiecień nie tylko pozostał miesiącem narodowej pamięci, ale wręcz swoją nazwę utrwalił. I żeby tylko chodziło o samą pamięć...

    2 kwietnia 2005 roku umarł jedyny taki Polak w naszych dziejach. Papież Jan Paweł II. Śmierć nie wybiera, ale dlaczego akurat kwiecień? Może to Opatrzność postanowiła dosmucić Polaków?

    I znowu. Nie pamięć okazała się najważniejsza. Ważna okazała się wartość dodana, która i przy tej okazji musiała dać znać o sobie. Ni stąd, ni zowąd objawiło się "pokolenie JP II". Minęło jednak zaledwie 6 lat i pokolenie zniknęło równie szybko, jak się objawiło. W tym przypadku na szczęście pamięć trwa.

    Kto chce słuchać kardynała, kiedy o niebo ważniejsza jest wartość dodana, zyskana "dzięki" katastrofie?I wreszcie ubiegłoroczny Smoleńsk. 10 kwietnia. Znowu. Niewątpliwie największa taka tragedia w naszych dziejach. Ale przecież tylko tragedia, tylko katastrofa. Wypadek lotniczy. Koszmarny, niespodziewany, nieprawdopodobny. Ale tylko wypadek. I cóż stąd, że kardynał mówi, "że przechodziliśmy już w naszej historii wiele innych, może większych nieszczęść", że nawet największy dramat "nie może wytrącić nas z życia i normalnej pracy. Musimy iść naprzód!".

    Kto chce słuchać kardynała, kiedy o niebo ważniejsza jest wartość dodana, zyskana "dzięki" katastrofie? Są gdzieś tacy?

    Kwiecień to miesiąc narodowej pamięci. Tak już pewnie zostanie po wsze czasy. Może i tak będzie, że zawsze i tylko będzie chodziło o pamięć. Że wartość dodana to jednak żadna wartość. Zbyt krótkotrwała. Oby.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecane

      Wideo