Wyścig z czasem pod nosem tygrysów. Życie zbieracza miodu...

    Wyścig z czasem pod nosem tygrysów. Życie zbieracza miodu dzikich pszczół [REPORTAŻ Z INDII]

    Robin Pagnamenta

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Maska z tyłu głowy Madhusudhan Mondal - zbieracza miodu z Sundermanów. Miejscowi wierzą, że może ona chronić przed atakami tygrysa.
    1/3
    przejdź do galerii

    Maska z tyłu głowy Madhusudhan Mondal - zbieracza miodu z Sundermanów. Miejscowi wierzą, że może ona chronić przed atakami tygrysa. ©Gautam Singh

    Zbieracze miodu w indyjskiej części Sunderbanów idą do pracy z maczetami, którymi mają się bronić przed tygrysami. Wielu bardziej jednak liczy na pomoc bogini dżungli Bonbibi.
    Zbieranie miodu dzikich pszczół w ogromnych indyjskich lasach namorzynowych nie kojarzy się nam z zajęciem grożącym śmiercią. I jednym z najbardziej niebezpiecznych na świecie. Pozory jednak mylą. Pracownicy parku narodowego utworzonego na terenie indyjskiej części Sunderbanów dzień w dzień stają przed perspektywą bliskiej śmierci. Tylko w ubiegłym tygodniu trzech pracowników zginęło pożartych przez głodne i szukające pożywienia tygrysy. Gdy w czerwcu dobiegnie końca sezon zbierania cenionego przez smakoszy miodu, liczba ofiar śmiertelnych sięgnie 20 lub więcej osób.

    Jak co roku w kwietniu drzewa lasów namorzynowych zaczynają kwitnąć. Przed rozpoczęciem pracy zbieracze odmawiają modlitwę do bogini dżungli Bonbibi. - Gdy wkraczamy do lasu, bierzemy ze sobą maczety, ale naszą najpotężniejszą bronią jest sama Bonbibi - mówi 55-letni Adżit Raptan. - Błagamy ją o ochronę przed tygrysami.

    Lasy namorzynowe Sunderbanów rozciągają się na ogromnym, liczącym 10 tys. km kw. terenie wciśniętym między Indie a Bangladesz. Gdy przychodzi wiosna, Raptan otrzymuje państwowe zezwolenie i obowiązkowe ubezpieczenie na życie. Wykonuje przecież jedną z najbardziej niebezpiecznych prac na świecie.

    Jak setki innych mężczyzn mieszkających w tym zubożonym zakątku Indii - niezwykły gąszcz dróg wodnych i bujnie porośniętych lasami wysepek, gdzie Ganges zlewa się z Zatoką Bengalską - Raptan dołącza ze swoją małą łódką do grupy zbieraczy. Wszyscy wolno płyną głęboko w dżunglę w poszukiwaniu dzikiego miodu.



    82-letni Fanibhushan Gyan dobrze zna niebezpieczeństwa związane z tym zajęciem. - Gdy zobaczyłem tygrysa, znajdował się 10 m ode mnie. Gotował się do skoku. Uderzył mnie głową w pierś i przewrócił na plecy. Gdy spojrzałem w górę, już stał nade mną - dosłownie twarzą w twarz. Widziałem jego oczy - wspomina Gyan.

    Po ataku zwierzęcia stracił słuch. Jego ciało jest całe w szramach. Wierzy, że uratowała go właśnie Bonbibi. - Złapałem go ręką za kark i zacząłem się modlić. Przyrzekałem, że jeśli mnie ocali, będę codziennie odmawiał modlitwę - mówi Gyun.
    I rzeczywiście tygrys rzucił się na Shiba leżącego obok współpracownika Gyuna. - Złapałem go za nogi, ale nie mogłem dorównać siłą tygrysowi.

    Wciągnął Shiba do dżungli. Cała jego głowa spoczywała już w paszczy zwierzęcia. Widziałem, jak wypływał mózg.

    Większość tygrysów rzadko atakuje człowieka. Chyba że są chore lub ranne. Jednak setki królewskich tygrysów bengalskich zamieszkujących te największe na świecie lasy namorzynowe są zazwyczaj niesłychanie żarłoczne i wyposzczone. Muszą pić słoną wodę. Tłoczą się na maleńkich wysepkach, gdzie z reguły brakuje zwierzyny. Takie warunki zmuszają je do atakowania na swoim terytorium wszystkiego, co może stanowić źródło pożywienia. Także ludzi. Gęsta i nieprzenikniona roślinność tych lasów sprawia, że prawie nie sposób dostrzec czającego się zwierzęcia, dopóki nie skoczy ono w stronę znajdującego się na jego drodze nieszczęśnika. - To bardzo niebezpieczna robota. Ale nie mam ziemi ani żadnej innej alternatywy - mówi Adżit Raptan, który przez pozostałą część roku zajmuje się połowem krabów.

    Miejscowa ludność musi próbować zbierania dzikiego miodu, aby związać koniec z końcem. Połów jest zabroniony przez dwa wiosenne miesiące, gdy kraby mają tarło.

    Dziki miód to cenny i poszukiwany towar. Szansa na zarobienie w ciągu 15 dni - na tyle maksymalnie dostaje się zezwolenie - godziwych pieniędzy. Raptan i jego grupa nerwowo przemierzają na bosaka dżunglę. Idą jednym wachlarzem i uważnie rozglądają się po drzewach w poszukiwaniu dzikich uli.

    Pod gęstym sklepieniem drzew czekają na nich same niebezpieczeństwa. Niesłychanie rozrośnięte korzenie namorzynów i gęste poszycie prawie uniemożliwiają ewentualną ucieczkę. Widoczność sięga tylko kilku metrów. Dosłownie co kilka centymetrów z błotnistego dna sterczą spiczaste pędy drzew. Co chwila o coś się potykasz. Gdy zbieracze dostrzegą ul, zapalają pochodnię skręconą z liści, aby dymem wygonić pszczoły. Dopiero wtedy jeden z nich szybko rozchyla gałęzie i maczetą odcina ul. Drugi natychmiast układa cenne plastry w bambusowym koszyku i przenosi je do łodzi, której nieustannie pilnuje przynajmniej dwóch ludzi. Zbyt cenny jest ten towar.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama